fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

CYFROWA IT

Amerykańska armia symuluje cyberatak. Cywile wściekli

Wikimedia Commons
Dowództwo armii USA przeprowadziło niezapowiedziane ćwiczenia w największej ze swoich baz – Fort Bragg. Na kilkanaście godzin odcięto prąd, cała akcja wywołała oburzenie ludności cywilnej, zaskoczonej całą akcją.

Przerwa w dostawie prądu spowodowała utrudnienia na drogach, np. nie działała sygnalizacja świetlna. Ludność cywilna nie otrzymała na czas żadnych oficjalnych informacji od władz na temat przyczyn „awarii”.

Przedstawiciele wojska wydali na Facebooku oświadczenie, w którym przeprosili za zasianie niepokoju wśród ludności, ale – jak twierdzili – ten ruch był konieczny, aby móc w pełni odzwierciedlić rzeczywistą sytuację zagrożenia. Na przestrzeni ostatnich lat administracja Stanów Zjednoczonych kładzie coraz większy nacisk na bezpieczeństwo infrastruktury podatnej na cyberataki, takiej jak sieci elektryczne czy te wykorzystujące internet. Kilka lat temu doszło do paraliżu ukraińskich elektrowni oraz portów lotniczych, których przyczyną według Waszyngtonu byli rosyjscy hakerzy.

Baza znajdująca się w Północnej Karolinie jest największym ośrodkiem szkoleniowym amerykańskiej armii, szacuje się, że przebywa w niej około 50 tys. żołnierzy, także jednostek specjalnych. Takie bazy nie są jedynie miejscem do doskonalenia ich zdolności, to miasta w których mieszkają rodziny wojskowych. Oprócz poligonów znajdują się tam teatry, kina czy galerie handlowe. W 2010 roku Fort Bragg liczył około 40 tys. mieszkańców. Taka skala symulacji może w pełni pokazać władzom, z jakimi problemami mogą się spotkać podczas prawdziwego cyberataku.

Nie wiadomo, jak z „cyberatakiem” poradzili sobie sami żołnierze.

Źródło: cyfrowa.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA