fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

CYFROWA Gry i e-sport

Nie tylko Keanu Reeves w Cyberpunku. Aktorzy idą do gier

Bloomberg
Keanu Reeves nie tylko wystąpił na scenie targów E3, ale też trafił do gry CD Projektu, kontynuując trwającą kilka dekad tradycję przenoszenia postaci znanych ze srebrnego ekranu do cyfrowego świata.

Na prezentacji długo wyczekiwanej gry polskie studio dokonało świetnego ruchu – dawkę konkretnych informacji przedstawili przez ukochanego przez internet gwiazdora. Najbardziej znany producent gier znad Wisły nie był zresztą pierwszym, który wpadł na ten pomysł. W 2017 r. krakowski Bloober Team umieścił jako protagonistę w swojej grze „Observer” Rutgera Hauera w roli detektywa działającego w cyberpunkowym Krakowie. Znany z roli Roya Battiego z oryginalnego „Blade Runnera” aktor udzielił również głosu tej postaci.

Z kolei francuskie studio Quantic Dreams jako znak rozpoznawczy swoich produkcji ustanowiło przenoszenie do nich wizerunków popularnych aktorów. Proces takiego „transferu” jest wymagający, ponieważ potrzebne są setki godzin nagrań ruchów ciała, mimiki i gestów osoby ubranej w specjalny strój, który przekłada je na zrozumiały dla komputera system zer i jedynek. Tak do ich gier trafiły takie nazwiska jak Willem Dafoe, Ellen Page („Beyond: Two Souls”) czy Lance Henriksen („Detroit: Become Human”). Do tej ostatniej Quantic Dreams zatrudniło około 250 aktorów, wcielających się w ponad 513 postaci.

Zamiast budować historię od zera, korzystamy z kapitału celebryty. Czasem ma to funkcję wyłącznie promocyjną, czasami narracyjną

Jednak w latach 90., kiedy moc obliczeniowa była znacznie mniejsza, niemożliwe było wierne odtworzenie aktora w grze. – Obecność aktorów w grach to nic nowego. Pamiętam, jak ekscytowaliśmy się pierwszymi grami Full Motion Video (film lub animacja komputerowa zapisana w formacie wideo – przyp. red.), w których powoli pojawiały się znane twarze. To była połowa lat 90. – wspomina Tadeusz Zieliński ze studia Flying Wild Hog. – A od czasu, kiedy w jednej grze wystąpili Mark Hammil i John Rhys Davies (mowa o „Wing Commander” – przyp. red.), stało się to właściwie normą. Pojawianie się znanych twarzy w grach będzie coraz częstsze i trudno się temu dziwić. Branża ta jest najszybciej rozwijającą się gałęzią przemysłu rozrywkowego, więc i celebryci chcą uszczknąć coś dla siebie – ocenia.

W tamtych czasach do gier Full Motion Video trafił również Christopher Walken, Malcolm McDowell czy Tim Curry. Gatunek nie podbił serc graczy, stając się ciekawostką historyczną, ale studia dalej sięgają po gwiazdy. Jan Cieślar ze studia Failcore ocenia decyzję o pojawieniu się Keanu Reevesa pod kątem marketingowym. – Jako ludzie mamy tendencję do budowania z celebrytami relacji paraspołecznych. Nie znamy ich osobiście, ale ciągłe wystawienie na ich medialną obecność powoduje u nas poczucie więzi. Ta skrótowość jest bardzo użyteczna – zaznacza. – Zamiast budować historię od zera, korzystamy z kapitału celebryty. Czasem ma to funkcję wyłącznie promocyjną, czasami narracyjną. „Cyberpunk 2077” wydaje się wykorzystywać kapitał Reevesa na oba sposoby. Grana przez niego postać ma towarzyszyć graczowi przez dużą część rozgrywki. Dla większości z nas to będzie prawdopodobnie jedyna w życiu szansa, by znaleźć się blisko tego aktora. Szkoda z niej nie skorzystać – dodaje.

Sądząc po ogromnym zainteresowaniu produkcją w przedsprzedaży, decyzja studia była strzałem w dziesiątkę. Oby finalny produkt sprostał rozbudowanym oczekiwaniom.

Grzegorz Burtan

Źródło: cyfrowa.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA