CYFROWA Gry & e-sport

Polski rząd nie uderzy w gigantów gier wideo. Loot boxy legalne

Bloomberg
Producenci sprzedający losowe nagrody w swoich tytułach nie łamią ustawy hazardowej – uważa resort finansów.

Potężni game developerzy, jak wart prawie 48 mld dol. Activision Blizzard czy Electronic Arts (ponad 28 mld dol.), mogą spać spokojnie. Jak się dowiedzieliśmy, budzące kontrowersje ich praktyki, polegające na udostępnianiu w swoich grach płatnych, losowo generowanych dodatków (np. kart czy akcesoriów), które mają znamiona loterii, nie będą w Polsce zakazane.

Ministerstwo Finansów (MF) odpowiada w ten sposób na pierwsze w naszym kraju doniesienie o możliwości złamania ustawy hazardowej przez grę „FIFA” firmy Electronic Arts (EA), o którym pisaliśmy w czwartek. Odpowiedź resortu jest zaskakująca, bo z losowymi, płatnymi nagrodami w grach (tzw. loot boxy) walkę podjęły rządy Holandii, Belgii, a w ich ślady mogą pójść Wielka Brytania, Szwecja i kolejne kraje Unii Europejskiej.

Loot boxy na celowniku

Krakowska kancelaria prawna Transtica złożyła doniesienie do MF i Służby Celnej, zawiadomiła też urząd skarbowy. Tom Rollauer, prawnik kancelarii, przekonuje, że EA łamie ustawę o grach hazardowych. – Jeśli przyjrzeć się działalności EA, wyłania się ponury obraz. To ogromna korporacja z USA, ale prowadząc sprzedaż w UE, w tym w Polsce, musi stosować się do obowiązującego tu prawa. Tymczasem łamie je, oferując w trybie Ultimate Team płatną loterię kart piłkarskich – mówi nam Tom Rollauer.

Jak podkreśla, to wyjątkowo nieetyczne, bo gra adresowana jest w dużej mierze do osób niepełnoletnich, nieświadomych obowiązujących przepisów. – Wcześniej pracowaliśmy przy organizacji małych loterii dla klientów firm transportowych. Przedsiębiorcy musieli przejść całą procedurę, by uzyskać odpowiednią zgodę na taką akcję. Tymczasem potężna firma dzięki loot boxom robi olbrzymie interesy – oburza się nasz rozmówca.

Sugeruje, że problem może dotyczyć 200 tys. użytkowników z Polski. Tymczasem amerykański koncern, już przy okazji podobnych problemów w krajach Beneluxu, twierdził, że tryb Ultimate Team nie może być uważany za formę hazardu. Co ciekawe, EA teraz znalazło sprzymierzeńca w polskim rządzie.

CZYTAJ TAKŻE: Czy rząd zakaże gry „FIFA” za hazard?

– Dostrzegamy ryzyko związane z coraz większą popularyzacją elementów łączących w sobie losowość i odpłatność, które stają się integralnymi częściami gier. Niemniej jednak obowiązujące brzmienie ustawy o grach hazardowych, która zawiera zamknięty katalog takowych, nie pozwala na uznanie loot boxów za hazard – informuje biuro prasowe MF.

Nie oznacza to jednak, że w przyszłości ten temat nie zostanie uregulowany. Jednak nie z inicjatywy polskich władz, ale na szczeblu unijnym. Sprawą interesuje się już Komisja Europejska. Problem na celownik wzięła organizacja Gaming Regulators European Forum, której członkiem jest rodzimy resort finansów. W ramach prac w grupie roboczej eGambling rozważane są opcje ukrócenia takiego procederu. Na taki scenariusz naciska np. Belgia, która prowadzi walkę z loot boxami w swoim kraju. W konsekwencji twórcy takich gier, jak „Kingdom Hearts” czy „Final Fantasy”, ogłosili już, że w ciągu najbliższych tygodni wycofają się z belgijskiego rynku. Ponadto tamtejsza komisja ds. hazardu zmusiła np. Blizzard, twórców gry „Overwatch”, do aktualizacji likwidującej zbieranie loot boxów. Teraz stara się ograniczyć takie praktyki w grach EA.

Jajko z niespodzianką

Międzynarodowa organizacja branżowa Interactive Games and Entertainment Association informowała niedawno, że loot boxów nie należy porównywać z hazardem, lecz ze słodyczami typu jajko z niespodzianką. Kancelaria Transtica odrzuca jednak takie tłumaczenie i wskazuje na kolejny problem – obrót tzw. skórkami (czyli kupowanymi online przedmiotami) i „coinsami” (cyfrowymi monetami, którymi płaci się wewnątrz gry). – Takie firmy jak EA doprowadziły do powstania czegoś na kształt czarnego rynku. „Coinsami” handluje się w internecie, to już waluta, niemal jak bitcoin. Ma realną wartość – podkreśla Rollauer.

I dodaje, że 10 tys. „coinsów” można kupić w sieci za 8–10 zł, 100 tys. za 40–60 zł, a 1 mld – za ok. 500 zł. – Jeśli zatem wylosujemy kartę Ronaldo, będziemy mogli ją sprzedać na licytacji w trakcie gry za 500 zł. To rodzi wiele wątpliwości, bo ten obrót znajduje się całkowicie poza kontrolą państwa – tłumaczy nasz rozmówca.

Źródło: cyfrowa.rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL