fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

CYFROWA Biznes

Komunikator jak koktajl Mołotowa. Jest narzędziem niepokornych

Shutterstock
Telegram jest na pierwszym planie wszędzie tam, gdzie wrze – na Białorusi, w Iranie, Hongkongu, Puerto Rico. Korzystają z niego opozycjoniści, ale i terroryści. „Niepokorna” aplikacja ma swoje mroczne oblicze.

Paweł Welerjewicz Durow, urodzony w Leningradzie twórca „rosyjskiego Facebooka”, czyli serwisu społecznościowego w VKontakte, to dla wielu reżimów persona non grata. To on bowiem dał protestującym na ulicach Mińska, broniącym niezależności Hongkongu, czy uczestnikom zamieszek w Puerto Rico „broń”, która jest w stanie dokonywać przewrotów, zmieniać władze i być narzędziem społecznego nieposłuszeństwa wobec często skorumpowanej czy łamiącej prawo władzy. Ową „bronią” jest – uważany za jeden z najbezpieczniejszych pod względem szyfrowania – komunikator Telegram.

Miecz obosieczny

Za pośrednictwem aplikacji Durowa praktycznie w każdym punkcie globu skrzykują się protestujący, a opozycjoniści przekazują sobie i światu informacje o poczynaniach autorytarnych władz. Dla wielu reżimów ta aplikacja jest niczym koktajl Mołotowa. Ale Telegram to miecz obosieczny – po to cyfrowe narzędzie bezpiecznej komunikacji sięgają i zwykli przestępcy. W październiku w tzw. Darknecie pojawiło się nowe rozwiązanie, które wykorzystuje boty w Telegramie do handlu narkotykami – 24 godziny na dobę. Robot-diler zainstalowany w komunikatorze (nazywany Televend) to w praktyce zautomatyzowany program zbierający zamówienia od osób płacących za nielegalny towar za pomocą bitcoinów.

Przykładów wykorzystania komunikatora w niecnych celach jest więcej. W ostatnich dniach zrobiło się głośno np. o publikacjach właśnie w Telegramie nagich zdjęć kobiet – ale nie celebrytek, tylko zwykłych użytkowniczek internetu. Boty zainstalowane w komunikatorze pobierały z apki zdjęcia pań, a następnie specjalny algorytm przerabiał te fotografie tak, że prezentowane na nich kobiety były całkowicie roznegliżowane. Fotomontaże takie trafiały potem do sieci. Ofiarami tzw. technologii deepfake bot padło ponad 100 tys. osób.

Szef Telegram Group Paweł Durow
Bloomberg

Jeszcze groźniejszy może być Telegram w rękach terrorystów. Po komunikator chętnie sięgają islamscy fundamentaliści czy skrajnie prawicowe ugrupowania. Przez lata aplikacja ta była głównym medium dla ekstremistów – m.in. za jej pośrednictwem Al-Kaida rekrutowała członków, służyła do kontaktu między amerykańskimi grupami neonazistów czy szaleńcom do planowania zamachu na meczet w nowozelandzkim Christchurch.

Za pośrednictwem aplikacji Durowa praktycznie w każdym punkcie globu skrzykują się protestujący

Kontrowersji wokół komunikatora nie brakuje. Tym bardziej że sam Paweł Durow wydaje się podgrzewać atmosferę. W 2015 r. tak odpowiedział na oskarżenia: „Myślę, że ostatecznie prywatność i nasze prawo do niej są ważniejsze niż nasz strach przed zdarzeniem się złych rzeczy, takich jak terroryzm”.

Durow niczym wrzód

Jednak mroczna strona Telegramu, mimo wszystko, nie powinna przysłaniać jego jasnych odcieni. „Niepokorna” aplikacja to wrzód dla wielu reżimów. W Iranie stała się ważnym narzędziem do walki z cenzurą, w Tajlandii służyła do organizacji antyrządowych strajków. W Hongkongu komunikator wykorzystano do koordynacji protestów przeciwko Pekinowi, na Białorusi zaś stał się głównym źródłem informacji o wydarzeniach za naszą wschodnią granicą. Nie bez powodu w 2018 r. Paweł Durow został laureatem nagrody Związku Dziennikarzy Kazachstanu za „pryncypialne stanowisko przeciwko cenzurze i mieszaniu się państwa w swobodną korespondencję obywateli w internecie”.

Z różnych względów Telegram dla władz okazał się tak dużym zagrożeniem, że np. w Rosji, Iranie, Bahrajnie, Indonezji, Tajlandii, Pakistanie, Chinach czy Indiach zdecydowano się na blokowanie tego komunikatora. O tym, jaki wpływ na życie społeczne i politykę może mieć apka Durowa, może świadczyć przykład z Puerto Rico. To ona stała bowiem wprost za wybuchem zamieszek w tym kraju w 2019 r. Do opinii publicznej wydostał się bowiem zapis czatu ówczesnego gubernatora Ricarda Rosselló. Z setek stron konwersacji z członkami jego administracji wyłonił się obraz człowieka, który dla celów politycznych wykorzystuje media do oczerniania przeciwników. Przekazywane na Telegramie wiadomości były wulgarne, rasistowskie i homofobiczne wobec pewnych osób i grup. Reakcja społeczna była gwałtowna i zdecydowana. Gubernator musiał podać się do dymisji.

Shutterstock

W tej sytuacji raczej nie dziwi, że Telegram nie ma stałej siedziby. Wypędzony z Rosji wynajmuje biura w różnych częściach świata. Przez pewien czas „stacjonował” w Berlinie, ale teraz centralą jest Dubaj.

Źródło: cyfrowa.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA