fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

CYFROWA Biznes

Spektakularna porażka telewizyjnego serwisu przyszłości

Bloomberg
Serwis streamingowy Quibi zakończył działalność zaledwie po sześciu miesiącach. Nie pomogły znane nazwiska gwiazd Hollywood i atrakcyjne, nowoczesne opakowanie. Potencjalni widzowie nie dopisali. Quibi nie stał się Netflixem streamingu mobilnego.

Serwis wymyślili Jeffrey Katzenberg, były szef DreamWorks Animation i był prezesem The Walt Disney Company oraz Meg Whitman, była prezes eBay i HewlettPackard. Quibi było pomyślane jako platforma streamingowa nowej generacji przeznaczona dla krótkich form. 10-minutowe odcinki filmów miały być idealne dla pasażerów komunikacji miejskiej, którzy w podróży zazwyczaj oglądają filmiki na YouTube, Instagramie czy TikToku. Aplikacje stworzono tylko dla smartfonów. Niestety z powodu pandemii i lockdownu większość potencjalnych klientów Quibi utknęła w domu i nie korzystała z komunikacji miejskiej.

Nie pomogło nawet to, że Katzenberg do współpracy namówił Stephena Spielberga, Stephen Soderbergh czy Jennifer Lopez, a także takie gwiazdy ekranu jak Idris Elba, James Franco, Naomi Watts, Tom Cruise, Guillermo del Toro, Bill Murray, Liam Hemsworth czy LeBron James.

Mimo, iż subskrypcje innych serwisów streamingowych rosły, to Quibi nie zyskał popularności. Od początku nie cieszył się wzięciem. Miesięczny abonament wynosił 5,99 dolarów a wersja bez reklam 7,99 dol. Pierwsze 90 dnia można było korzystać z serwisu za darmo.

Po pierwszym miesiącu działania platforma miała zaledwie 1,3 mln użytkowników, podczas gdy Disney+ miał 50 mln a Netflix 183 mln.

Użytkownicy narzekali przed wszystkim na słabe seriale, mimo zatrudnienia hollywoodzkich sław. Na dodatek zaraz po rozpoczęciu nadawania Quibi opuściła szefowa marketingu – Megan Imbres.

Mimo to Katzenberg i Whitman postanowili wytrwać, licząc na to, że być może lockdown skończy się a ludzie znów będą szukali sposobi na zabicie czasu w drodze do pracy i z pracy do domu. Niestety, w lipcu tego roku liczba abonentów serwisu nadal była skromna – 5,6 mln a na dodatek według wyliczeń firmy analitycznej Sensor Tower zaledwie 72 tys. z 910 tys. którzy ściągnęli aplikacje pierwszego dnia, zdecydowało się na wykupienie abonamentu, Quibi zaprzeczyło wyliczeniom firmy, ale nie przedstawiło własnych danych.

„Quibi się nie udało” – napisali w liście pożegnalnym to Katzenberg i Whitman. „Prawdopodobnie z jednego z tych dwóch powodów: ponieważ sam pomysł nie był wystarczająco dobry lub z powodu złego momentu. Niestety, nigdy się nie dowiemy, ale podejrzewamy, że było to połączenie tych dwóch czynników” – napisali szefowie Quibi.

Jednak według analityków pandemia to tylko wymówka. Ludzie nie chcą płacić abonamentu za coś co mogą za darmo obejrzeć na TikToku czy Instagramie. Kiepskiej jakości kontent, krótkie odcinki i bark możliwości odtwarzania na telewizorze to główne powody porażki platformy, a nie Covid-19.

Według Wall Street Journal szefowie platformy od jakiegoś czasu sprawdzają, czy ktoś jest zainteresowany jej kupnem.

„Mimo, iż mamy wystarczający kapitał, aby kontynuować działalność przez dłuższy czas, podjęliśmy trudną decyzję o likwidacji firmy, zwróceniu gotówki naszym akcjonariuszom i pożegnaniu z wdziękiem naszych utalentowanych kolegów” – napisała w oświadczeniu Whitman, który jest prezesem Quibi. Użytkownicy, którzy wykupili abonament zostaną poinformowani do kiedy usługa będzie dostępna.

Źródło: cyfrowa.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA