fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

CYFROWA Biznes

Jim Samples, Gremi Media: Zaufana marka to klucz do sukcesu

Fotorzepa, Robert Gardziński
Netflix nie zdominuje polskiego rynku produkcji treści medialnych – mówi Jim Samples, nowy członek Rady Nadzorczej Gremi Media.

Cztery lata temu amerykańska grupa Scripps Networks Interactive kupiła kontrolny pakiet akcji TVN, jednego z trzech największych graczy na polskim rynku telewizyjnym, płacąc 5,5 mld zł. Kierował pan wtedy SNI International. Jak to się stało, że wpadliście na pomysł przejęcia TVN?

Najpierw powinienem wyjaśnić, że nie jestem już częścią SNI ani Discovery Group (Discovery ogłosiło chęć kupna SNI w 2017 r. – red.). Odpowiadając na pytanie: nasza organizacja chciała się rozwijać na arenie międzynarodowej. Przyglądaliśmy się wielu rynkom: Azji, Ameryce Łacińskiej, Europie, w poszukiwaniu miejsc o potencjale wzrostu, dobrym systemie gospodarczym, społecznym, rządowym i z zadowoleniem przyjmujących amerykańskie inwestycje. Polska spełniała wszystkie te warunki. Było tu coś jeszcze: okazja. TVN był na sprzedaż. Na innych rynkach było bardzo niewiele takich ważnych aktywów na sprzedaż.

Mogę również powiedzieć, że przygotowując się do transakcji, byliśmy bardzo entuzjastycznie nastawieni do Polski z innych powodów. To był w tym czasie, i nadal jest, szybko rozwijający się i adaptujący do zmian rynek.

Ma pan na myśli rozwój gospodarczy?

Polska z pewnością udowodniła, że jest odporna na recesję widoczną w ciągu ostatnich lat w innych częściach Europy. Nastąpiła tu ogromna, imponująca transformacja. Podobało nam się stabilne otoczenie polityczne oraz regulacyjne i ocenialiśmy, że wciąż jest tu dużo miejsca na wzrost, o wiele więcej niż w innych częściach świata, a w szczególności w Europie. Szczególny potencjał wzrostu widzieliśmy oczywiście w sektorze mediów, m.in. ze względu na to, że wielkość rynku reklamowego w porównaniu z całą gospodarką była tu stosunkowo niska.

Czy zakup TVN był dobrym ruchem dla SNI? Jak pan go ocenia z perspektywy czasu?

Wszystkie rzeczy, o których wspomniałem, okazały się prawdą.

Również stabilność polityczna? SNI kupił TVN tuż przed dużą zmianą.

W tej decyzji nie było polityki. Nie można planować długoterminowych inwestycji biznesowych w oparciu o oczekiwania, jaki będzie następny cykl polityczny. Uważaliśmy, że perspektywa długoterminowa jest pozytywna i nadal uważam tak samo.

W USA ogłoszona została niedawno transakcja dwóch dużych grup telewizyjnych: Viacom połączy się z CBS. Powstaje coraz więcej internetowych serwisów z wideo zarówno w Polsce, jak i za granicą. Co jeszcze czeka ten rynek?

Myślę, że największe fuzje i przejęcia na rynku mediów już się wydarzyły. Mimo to będziemy mieć do czynienia z kolejną falą konsolidacji. Moim zdaniem możemy zobaczyć więcej partnerstw lub transakcji między firmami telewizyjnymi (tak jak je rozumiemy dziś) i nowymi mediami (również rozumianych tak, jak do tej pory).

Czy telewizja linearna to nadal dobry wybór dla inwestorów? W czym tkwi jej potencjał?

Uważam, że odnoszącymi sukcesy firmami będą te, które wykorzystują swoją markę i wiedzę w zakresie produkcji treści i przenoszą je na tego rodzaju platformę, z której ludzie chcą korzystać. Wartość marki nie zniknie. TVN lub Polsat mają bardzo silne brandy. Rozwijają również platformy nieliniowe. Firma skupiająca się na telewizji linearnej, nieobecna w segmencie wideo cyfrowego, nielinearnego – jest zagrożona.

Tylko że produkcja jakościowych treści jest droga.

Zgadza się. I wymaga świadomości, że aby zwiększyć ogólną liczbę odbiorców, trzeba być gotowym na to, że nowe platformy medialne będą kanibalizować tradycyjną widownię. Moim zdaniem ryzykowne jest tworzenie treści przeznaczonych na jedną platformę. Trzeba pozwolić ludziom wybierać.

Niedawno od prezesa Wirtualnej Polski usłyszałam: większe produkcje są tak kosztowne, że trzymamy kciuki za grupy, które zajmują się tym w Polsce.

I tu jest pewien haczyk. Zawsze lubiłem polski rynek, ponieważ jest wystarczająco duży dla różnego rodzaju producentów treści i pozwala im osiągać zyski: niezależnie od tego, czy produkują wiadomości, drukują, a może lepiej – treści pisane – lub rozrywkowe. Niektóre rynki są tak małe, że płacą głównie za przychodzące treści zagraniczne. Dotyczy to np. rynków o widowni poniżej 10 mln osób. Koszt produkcji wysokiej jakości treści telewizyjnych, własnego serialu itd. jest tam na ogół zbyt wysoki. Nie dotyczy to jednak Polski – przynajmniej tych graczy, którzy koncentrują się na tym rynku. Netflix i inni mogą produkować treści dla Polski, ale czy będą w stanie wyprodukować tyle, by zdominować rynek? Nie sądzę.

Pana zdaniem stacje telewizyjne będą rezygnować z licencji naziemnych, satelit i przechodzić do internetu?

Myślę, że nie wystarczy powiedzieć: wszystko skończy się w internecie. Wolę mówić o nieliniowym dostępie do konsumenta. Więc: przyszłość to nieliniowy i powszechny dostęp do konsumentów.

To jak będziemy korzystać z mediów za pięć lat?

Telewizja linearna jest nadal dużym rynkiem, podobnie jak rynek czytelniczy. Prawda jest taka, że ludzie robią kilka rzeczy naraz, a ich zachowanie zależy od rodzaju treści. Myślę, że minie trochę czasu, zanim przestaną włączać telewizor, żeby zobaczyć wieczorne wiadomości. Robią tak dziś, ponieważ chcą zobaczyć to, co dzieje się w tej chwili. Podobnie jest ze sportem, ale z serialami telewizyjnymi – już niekoniecznie. Jeśli zaś chodzi o prasę, czy szerzej kontent pisany, to zmiana polega na tym, że nie konsumuje się go – jak kiedyś – tylko rano. Co istotne, utrzymywanie ciągłej relacji z telefonem komórkowym jest niezwykle ważne.

Informacja jako produkt telewizji i prasy przetrwa, biorąc pod uwagę, że przepływa i wywołuje dyskusje w ciągu dnia w mediach społecznościowych?

Myślę, że jest kilka rzeczy, które mogą tu być kluczowe. Mamy do czynienia z bałaganem: mózg nie jest w stanie wchłonąć wszystkiego, trudno jest odróżnić to, co jest prawdą, a co nie, co jest faktem, a co opinią i tak dalej. To szansa dla zaufanych marek, takich jak „Rzeczpospolita”. Ludzie będą coraz częściej poszukiwać źródła informacji. Reasumując, po pierwsze, firmy medialne, które chcą przetrwać, muszą mieć zaufane marki, a po drugie, muszą posiadać platformy i technologię, aby móc przesyłać alerty w ciągu dnia i przedrzeć się przez bałagan na Twitterze i w innych mediach społecznościowych. Trzecim elementem, być może najistotniejszym, jest to, aby firmy miały w swojej kulturze, w swoim DNA, dobry sposób na tworzenie treści. Ludzie mówią „digital first” lub „transformacja druku na cyfrę”. Myślę, że chodzi o coś więcej: o tworzenie treści, które mogą podróżować przez wiele platform na wiele sposobów do konsumentów. I jeszcze jedno: firmy medialne odniosą sukces, gdy będą miały kilka marek skierowanych do różnych typów odbiorców.

Jako Amerykanin, przedsiębiorca, inwestor, co by pan radził polskiej administracji i politykom?

Twórz jasne zasady, uczyń je przewidywalnymi i dotrzymuj słowa.

Źródło: cyfrowa.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA