fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

CYFROWA Biznes

Cyfrowe wojny z biletowymi konikami

Fotorzepa/Adam Burakowski
Oblegane festiwale to raj nie tylko dla fanów muzyki, ale też dla spekulantów biletami. Serwisy bronią się technologicznymi zasiekami. Niezbyt skutecznie.

Sobotnim koncertem w Poznaniu rozpoczęła trasę tegoroczna edycja festiwalu Męskie Granie. Ta organizowana przez Grupę Żywiec seria koncertów jest tak popularna, że w tym roku na rynek trafiło dwa razy więcej biletów niż w poprzednim sezonie. Spora część widzów na bilet musiała wydać jednak nawet cztery razy więcej, niż wynosiła cena nominalna. Kojarzeni z PRL pokątni handlarze biletami po zawyżonych cenach – tzw. koniki – weszli do internetu i radzą sobie doskonale.

Bilety na minuty

– Koniki mogą liczyć na duży zarobek, zwłaszcza na koncertach muzycznych artystów światowej klasy – mówi Marcin Maj, ekspert Niebezpiecznika. Można więc powiedzieć, że szturm handlarzy na Męskie Granie to wyrazy uznania dla artystów. Sprzedaż biletów na osiem letnich koncertów ruszyła szóstego czerwca o godz. 12. Prowadziły ją dwa sklepy internetowe – Ebilet oraz Eventim. Już pięć minut po uruchomieniu sprzedaży brakowało biletów, mimo że organizator zapewnił ich aż 81 tys. Nie pomogło nawet to, że dla zabezpieczenia przed hurtowymi zakupami jedna osoba mogła kupić tylko cztery bilety i to imienne, po 149 zł za sztukę.

Choć bilety zniknęły z oficjalnej sprzedaży miesiąc temu, to nadal bez problemu można znaleźć je w internecie. Np. portal Alebilet oferuje je w cenach od 400 do 800 zł. Na portalu Viagogo na koncert w Warszawie dostępnych jest kilkadziesiąt biletów. Można nawet kupić dziewięć naraz, jeśli ktoś chce zapłacić 770 zł za sztukę. – Zdajemy sobie sprawę, że ani ograniczenie, ani bilety imienne nie rozwiązują całkowicie odsprzedaży biletów – mówi Anetta Gołda z biura prasowego Męskiego Grania. Nazwisko na bilecie można jednorazowo zmienić tylko z przyczyn losowych. – Bardzo nas denerwuje, że ta opcja jest nadużywana przez osoby chcące odsprzedać bilety z zyskiem – mówi Gołda. Choć w Polsce odsprzedaży z zyskiem zakazuje art. 133 kodeksu wykroczeń, walkę ze zjawiskiem utrudnia rejestrowanie domen poza Polską.

Wyścig technologii

– Bilety zostały sprzedane klientom naszej strony. Nie mamy informacji, żeby była zamieszana w to jakaś obca technologia – informuje dział obsługi klienta Eventim. Skala takich zakupów w Polsce jest jeszcze niepoliczona. Raport firmy Distil szacuje, że na świecie nawet 40 proc. biletów w sieci jest kupowane przez automaty, w rekordowych przypadkach boty wykupiły aż 99,96 proc. biletów w sklepie.

Jak tłumaczy Adam Haertle, założyciel serwisu Zaufana Trzecia Strona, napisanie skryptu, który umożliwi takie zakupy, jest proste. – Gdy odsprzedaż na rynku wtórnym za wyższą cenę jest masowa, to zapewne ktoś manipulował w procesie zakupów – mówi Haertle. To programy, które mogą wysyłać formularz rejestracyjny za pomocą różnych serwerów, dzięki temu każda rejestracja w sklepie jest z innego adresu IP. Tak handlarze udają różnych użytkowników. – Komputer może to robić w tempie setek zamówień na sekundę – mówi Haertle.

Sprzedawcy mogą utrudnić życie konikom. W grę wchodzą zabezpieczenia Captcha, które odróżniają człowieka od maszyny, limit biletów na jeden adres IP albo umożliwienie zakupów co 5 minut, co spowolni skrypty.

– Cyberbezpieczeństwo to sztuka mądrych kompromisów, wprowadzania zabezpieczeń, które utrudnią życie atakującym, jednoczenie nie pogarszając jakości życia osobom uczciwym – tłumaczy Dawid Bałut, ekspert InfoSec Remedy. Ale sklepy wielkiego interesu w zabezpieczeniu się nie mają – dla nich ważna jest sprzedaż. Poza tym sklepy i koniki ścigają się na rozwiązania, ale każde rozwiązanie można obejść, a organizatorzy imprez zbierają mnóstwo danych osobowych. – Zawsze, gdy ktoś wprowadza zabezpieczenia, pojawiają się próby obejścia – mówi Maj.

Zdarzają się wycieki danych i ataki na strony sprzedające bilety. Zachodni serwis Ticketmaster ma algorytm VerifiedFan do ustalania, czy konkretny nabywca jest prawdziwym fanem. Po analizie informacji o nabywcy to skrypt zdecyduje, czy sprzeda mu bilet. – A że technologie są coraz tańsze i bardziej dostępne, to będą próby tworzenia np. botów facebookowych, żeby uwiarygodnić się w roli fana – mówi Marcin Maj. Nie można jednak przedobrzyć w cyberzasiekach, bo to zniechęci fanów, a koncerty teraz są głównym źródłem zysku. – Artyści zastanawiają się, co z tym zrobić, widzą potencjał komercyjny, ale sami na tym nie zarabiają – mówi Marcin Maj.

Źródło: cyfrowa.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA