fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

CYFROWA Biznes

Szał po zbiórce na Wisłę. Inne kluby chcą iść jej śladem

Fotorzepa/Piotr Nowak
Rynek finansowania społecznościowego ma bardzo duży potencjał, o czym świadczy sukces sprzedaży akcji Wisły Kraków. Jej śladem chcą iść inni.

– W sumie mamy już zainteresowanych ponad 20 klubów sportowych. Nie tylko piłkarskich i nie tylko z Polski – mówi Arkadiusz Regiec, prezes platformy Beesfund, za której pośrednictwem Wisła prowadziła zbiórkę. Nie ujawnia, o które konkretnie kluby chodzi i z których państw.

– Nie mogę tego zdradzić, z powodów prawnych. Ale powiem tak: jeśli gdzieś ma się szansę odrodzić wielka Rzeczpospolita, to sport może zintegrować najszybciej region Międzymorza. Widzę tam bardzo duży potencjał – sygnalizuje. Dodaje, że do jego firmy zgłaszają się nie tylko kluby futbolowe, ale też związane z piłką ręczną, koszykówką i siatkówką.

W przypadku Wisły Kraków w niespełna 24 godziny od ponad 9 tys. inwestorów zebrano 4 mln zł. – Chciałbym też podkreślić, że mamy ponad 1,5 tys. maili zrozpaczonych kibiców, którzy chcieliby inwestować dalej. Myślę, że zebranie dwukrotnie wyższej kwoty nie stanowiłoby problemu – ocenia Regiec.

W Wielkiej Brytanii niemal 30 proc. biznesów pozyskuje finansowanie za pośrednictwem platform crowdfundingowych. W Polsce ten rynek dopiero raczkuje. Cały segment internetowych zbiórek rośnie w tempie 20–30 proc. rocznie i w tym roku będzie wart już 0,7 mld zł (przy czym na crowdfunding udziałowy przypada tylko część tego tortu). Akcja pomocy klubowi z Krakowa otwiera nowy rozdział w branży. Zresztą szef Beesfundu potwierdza, że jest wręcz zasypywany zgłoszeniami.

W Wielkiej Brytanii niemal 30 proc. biznesów pozyskuje finansowanie za pośrednictwem platform crowdfundingowych. W Polsce ten rynek dopiero raczkuje

– Moim marzeniem jest, aby kiedyś powstał warszawski indeks sportowy – ujawnia. Na pytanie, czy jest to realne, skoro na razie na rynku zbyt wielu klubów nie ma, szef Beesfundu ripostuje: tylko u nas już jest ponad 20 zainteresowanych. Dodaje, że będzie potem namawiał te podmioty, aby wprowadzały swoje akcje do obrotu na giełdę.

– Taka jest nasza rola. Moim zdaniem Beesfund jest brakującym ogniwem polskiego rynku kapitałowego. Mamy przyciągać inwestorów indywidualnych, przygotowywać spółki, a potem „pchać” je wyżej. Jeśli miałoby się stać coś złego z ich biznesami, to lepiej, aby było to na etapie Beesfundu, a nie na NewConnect, czy nie daj boże na GPW – mówi.

Na razie Beesfund może się pochwalić udanymi projektami. Wszystkie te, które pozyskały finansowanie, radzą sobie dobrze. – Przy czym ja zawsze podkreślam, że to ryzykowne inwestycje, spółki na wczesnym etapie rozwoju. To, że do tej pory nic złego się nie wydarzyło, nie znaczy, że tak będzie w przyszłości – zaznacza szef Beesfundu. Dodaje, że obecna baza 35 emisji (bo tyle ich przeprowadzono za pośrednictwem tej platformy) jest zbyt mała, aby można było na jej podstawie wyciągać wnioski. – Jeśli zrobimy sto emisji, to będziemy mogli przedstawić statystykę sukcesów i porażek – mówi.

Crowdfunding w Polsce nabrał szczególnego rozpędu stosunkowo niedawno, gdy weszły w życie przepisy, które podniosły limit 100 tys. euro, jakie spółki akcyjne mogły otrzymać w ramach zbiórek, do poziomu 1 mln euro. Wkrótce branża może dostać kolejny impuls do szybszego rozwoju. Trwają bowiem prace nad ustaleniem jeszcze wyższego limitu, najczęściej mówi się o wartości 2,5 mln euro.

– Jestem pewny, że limit zostanie podniesiony – mówi szef Beesfundu. Wskazuje, że po sukcesie Wisły platforma może pośredniczyć w tym roku nawet w 80 emisjach i przyciągnąć 40 tys. zarejestrowanych inwestorów

Crowdfunding może być ciekawą opcją dla startupów. Internetowe zbiórki są też prowadzone na inne cele, m.in. na akcje charytatywne (np. fundacja SiePomaga), przedsięwzięcia kulturalne czy naukowe. Przykład Wisły Kraków pokazał, że crowdfunding jest też ciekawą opcją na pozyskanie kapitału przez spółki znajdujące się w restrukturyzacji.

Źródło: cyfrowa.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA