fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Jak w kasie państwa znaleźć 5 mld zł

Fotorzepa, Robert Gardziński
Podwyżka składek ZUS dla bogatszych to najgorszy sposób na finansowanie obietnic wyborczych – uważają eksperci. Już lepiej wprowadzić limit przy 500+.

Już we wtorek premier Mateusz Morawiecki ma wygłosić swoje exposé, a posłowie zdecydować, co dalej z kontrowersyjnym pomysłem zniesienia limitu składek ZUS (tzw. 30-krotność). Przeciwko ostro protestują i pracodawcy, i związkowcy, ale rząd kurczowo trzyma się tej propozycji, by być w zgodzie z tzw. regułą wydatkową. A z niej wynika, że jeśli do kasy państwa nie wpłyną pieniądze ze zniesienie limitu, to trzeba podnieść podatki albo ograniczyć jakieś wydatki.

Lepsze nawet wyższe podatki

Przed wtorkowym posiedzeniem Sejmu zapytaliśmy więc organizacje biznesowe: jeśli nie zniesienie limitu, to co? A inaczej mówiąc: czy warto poszukać innych sposobów na pozyskanie około 5 mld zł, które ma przynieść zniesienie 30-krotności? A jeśli tak, to gdzie je znaleźć.

Zdaniem naszych rozmówców odpowiedź na pierwsze pytanie jest oczywista. – Podnoszenie składek ZUS dla najbogatszych jest najgorszym sposobem finansowania obietnic wyborczych, bo to dewastuje system emerytalny w Polsce – wytyka Jeremi Mordasewicz, doradca Konfederacji Lewiatan. – Pokazuje to, że rząd nie ma odwagi, by przyznać się, iż jego obietnice wymagają podniesienia podatków – dodaje.

Jego zdaniem lepsze niż znoszenie limitu składek ZUS byłoby już podnoszenie innych podatków. Takich jak choćby urealnienie stawek podatku od nieruchomości na terenach zurbanizowanych, z pełną infrastrukturą miejską. Albo przywrócenie 40-proc. stawki podatku dochodowego zniesionej zresztą przez pierwszy rząd PiS.

– My jako Federacja postulujemy zmiany w systemie składek na ubezpieczenia społeczne przedsiębiorców – mówi z kolei Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Uważamy, że należałoby wprowadzić składki liczone proporcjonalnie od dochodów, przy ustaleniu pewnego limitu tych dochodów. System mógłby na tym zyskać ok. 7 mld zł, choć 78 proc. firm zyskałoby na zmianach – wyjaśnia.

Wydatki do ścięcia

Kozłowski uważa też, że 3 mld zł można pozyskać z pełnego oskładkowania umów zleceń. – Oznaczałoby to wyższe koszty pracy, ale wyrównałoby poziom obciążeń nakładanych na pracę w zależności od formy prawnej. Taka zapowiedź jest już w budżecie państwa na 2020 r., ale rząd nic w tym kierunku nie robi – uzasadnia ekonomista.

– Rząd przede wszystkim powinien dokonać przeglądu swoich możliwości. Może można zwiększyć deficyt, przecież dotychczas mieliśmy deficyty w budżecie państwa bez szkody dla gospodarki – zauważa z kolei Leszek Juchniewicz, główny ekonomista Pracodawców RP.

– Mamy też w budżecie całą długą listę wydatków, nad którymi też warto się się zastanowić, które z nich są priorytetowe, a które można nieco przyciąć lub np. odłożyć na później – wskazuje z kolei Witold Michałek, ekspert Business Centre Club.

Wydatki budżetu w 2020 r. zaplanowano na prawie 430 mld zł. Gdyby ściąć je tylko o 1,3 proc., dałoby to 5,5 mld zł. Problem w tym, że spora część z nich jest sztywna i nie do ruszenia (np. poziom wydatków na obronność, na emerytury finansowane z budżetu, na oświatę, na obsługę długu). Z kolei inne wynikają ze zobowiązań wyborczych i trudno, by rząd PiS sam się z nich wycofał zaraz po głosowaniu.

500+ nie dla każdego

Tak jest przykładowo z rozszerzeniem na każde dziecko dodatków 500+, co obciążyło budżet dodatkowymi 20 mld zł (w sumie koszt tego programu to już 40 mld zł). – To było czyste szaleństwo! – uważa Michałek. – Dlaczego wsparcie państwa trafia do najbogatszych? Tego typy wydatki trzeba wziąć pod lupę w pierwszej kolejności – radzi. I sugeruje, że tu należałoby wprowadzić pewne kryteria dochodowe.

Z mniej sztywnych wydatków najbardziej w 2020 r. wzrosnąć mają te na wynagrodzeniach (o ok. 5 mld zł), na subwencje dla JST (o 5,8 mld zł) czy inwestycje (o 3 mld zł).

– Na miejscu rządu nie szukałbym potrzebnych 5 mld zł w jednym, ale w wielu źródłach, np. ulgach, które już nie spełniają swojej roli. Budżet na pewno ma jeszcze potencjał do oszczędności. To na pewno byłoby lepsze, niż zniesienie limitu składek ZUS – podsumowuje Kozłowski.

Apel do parlamentu w sprawie składek ZUS

Odrzućcie projekt zniesienia limitu składek ZUS już w pierwszym czytaniu – z tym apelem do parlamentu zwróciły się w poniedziałek organizacje pracodawców i pracowników z Rady Dialogu Społecznego. Argumentują, że tak istotnych zmian nie można wprowadzać z bez konsultacji społecznych, rzetelnej oceny skutków regulacji i w tak krótkim czasie (do końca roku zostało niespełna 50 dni). Ich wejście w życie spowoduje zmniejszenie dochodu netto znacznej liczby pracowników, a u pracodawców wywoła gigantyczne problemy finansowe i organizacyjne. Poza tym efektem będzie obniżenie atrakcyjności Polski jako kraju do rozwoju i pozyskiwania utalentowanych pracowników, szczególnie w nowych technologiach, a w przyszłości wywoła problem „kominów emerytalnych".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA