fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Ekonomiści ostrzegają polityków przed beztroską

Bloomberg
Łamanie obowiązujących w Polsce reguł fiskalnych lub ich likwidacja byłyby niewybaczalnym błędem – takie wspólne stanowisko w sprawie tzw. piątki PiS przygotowują ekonomiści.

Świat polityki i biznesu w środę zelektryzowała informacja o domniemanej próbie rezygnacji minister finansów Teresy Czerwińskiej. Według doniesień wPolityce.pl szefowa resortu miała w rozmowie z premierem Mateuszem Morawieckim podać się do dymisji, a szef rządu miał rezygnacji nie przyjąć. Miało to nastąpić kilka dni po ogłoszeniu przez Jarosława Kaczyńskiego nowej „piątki" PiS. Rzecznik resortu finansów Paweł Jurek szybko zdementował te spekulacje, podkreślając, że prof. Czerwińska żadnej dymisji nie składała.

„Piątka” PiS to nie perpetuum mobile. Ktoś za to zapłaci

– Dobrze, że okazało się to niesprawdzoną plotką. W przeciwnym razie mogłoby zostać odebrane przez rynek jako sygnał, że mamy poważne problemy w finansach publicznych – mówi jeden z analityków finansowych. – Gdyby się okazało, że osoba odpowiedzialna za stan budżetu nie wierzy w bezproblemową realizację nowych obietnic wyborczych, wzbudziłoby to duży niepokój wśród inwestorów – dodaje.

Zaniepokojona minister

Także z informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że minister Czerwińska nie złożyła formalnego wniosku o dymisję. Niemniej między nią a premierem doszło do ostrego sporu. Szefowa resortu była zaskoczona skalą i kierunkiem nowych obietnic wyborczych PiS. Sama proponowała tańszy impuls fiskalny, szacowany na 10 mld zł i ukierunkowany głównie na obniżkę tzw. klina podatkowego. Tymczasem „piątka" PiS szacowana jest na 40 mld zł rocznie, z czego tylko jedna trzecia ma charakter prorozwojowy. Podczas jednego z posiedzeń rządu minister Czerwińska ostrzegała, że w efekcie realizacji „piątki" PiS może dojść do przekroczenia unijnego limitu deficytu (3 proc. PKB). A także – że będzie problem ze zmieszczeniem się w tzw. stabilizującej regule wydatkowej.

W sukurs minister finansów mogą teraz przyjść ekonomiści. Pracują nad wspólnym stanowiskiem o konsekwencjach realizacji „piątki" PiS dla finansów publicznych w 2020 r. oraz latach kolejnych. – Nie mamy jasności, jaki będzie rząd po wyborach ani jaka będzie jego polityka gospodarcza – mówi prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. – Jasne jest jednak, że realizacja nowej „piątki" PiS w przedstawionym kształcie, w warunkach spodziewanego spowolnienia gospodarczego, stawia każdy rząd w bardzo trudnej sytuacji.

– Tego programu po prostu nie da się zrealizować bez złamania stabilizującej reguły wydatkowej – uzupełnia Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, pomysłodawca apelu ekonomistów. Gdyby doszło do złamania reguły – jak wyjaśnia Jankowiak – naruszone zostałyby przepisy prawa, bo reguła jest jednym z zapisów ustawy o finansach publicznych. – Jest swoistym hamulcem dla nadmiernego, niebezpiecznego dla stanu finansów wzrostu wydatków publicznych. Rząd powinien szanować przepisy, a nie je łamać, omijać lub likwidować – zaznacza Jankowiak.

– Reguła wydatkowa ma charakter ostrożnościowy, została wprowadzona po to, by zabezpieczyć nas przed nadmiernym wzrostem zadłużenia i zapewnić stabilność finansów państwa. Dotychczas się sprawdzała i powinna być chroniona za wszelką cenę – mówi prof. Cezary Wójcik z PAN.

Wspólne stanowisko ekonomistów ma zwrócić uwagę opinii publicznej i polityków – zarówno opcji rządzącej, jak i opozycji – na te ważne kwestie. Ma powstać w ciągu kilku dni, może dwóch–trzech tygodni. – Moim zdaniem należy je upublicznić przed końcem kwietnia, gdy swój pogląd na ten temat przedstawiać będzie rząd w ramach wieloletniego planu finansowego – zaznacza Jankowiak. Wówczas będzie można ocenić, czy rząd nie nagina reguły do swoich potrzeb.

Pomysł apelu popierają m.in. Marek Belka (b. prezes NBP), Dariusz Rosati (b. członek RPP), prof. Witold Orłowski (rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula), Marek Rozkrut (b. wiceminister finansów) czy Ludwik Kotecki (b. wiceminister finansów), od którego dyskusja się zaczęła. To on przygotował analizę, wedle której w 2020 r. wydatki państwa przekroczą o co najmniej 58 mld zł limit reguły wydatkowej.

Jakie limity

Według szacunków rządu jeszcze sprzed ogłoszenia nowej „piątki" PiS reguła wydatkowa pozwala na wzrost wydatków całego sektora finansów publicznych w 2020 r. o 44 mld zł, do nieco ponad 890 mld zł. Ta kwota musi zawierać takie stałe pozycje jak wydatki na waloryzację rent i emerytur, wzrost wydatków samorządów, wzrost wydatków na zdrowie (rząd PiS ustawowo zapisał, że będą one rosły w relacji do PKB) czy na wojsko. Nowe programy, jak 13. emerytura czy podwojenie kosztów 500+, już się w tej przestrzeni wydatkowej nie zmieszczą.

Zgodnie z regułą limit wydatków można zwiększyć, jeśli rząd spodziewa się trwałego wzrostu dochodów, np. z uszczelnienia czy nowych podatków. Problem w tym, że uszczelnienie już nie przyniesienie takich kokosów jak dotychczas, a zmiany w podatkach w ramach „piątki" PiS obniżą wpływy do kasy państwa nawet o 13 mld zł.

Opinia dla „Rz": Witold Orłowski, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula

Reguły fiskalne wprowadzane są do systemu prawnego dobrowolnie i mają chronić rządzących przed popełnianiem błędów. W Polsce reguła wydatkowa nie jest nadmiernie twarda, tym bardziej jej złamanie byłoby ciężkim naruszeniem – politycy jasno pokazaliby, że argumenty ekonomiczne są praktycznie niczym przy argumentach politycznych. Oczywiście jednorazowe naruszenie tych zasad nie oznacza katastrofy w finansach publicznych, jednak reguł trzeba przestrzegać zawsze, nie tylko wtedy, gdy to nam pasuje.

Budżet państwa: Po lutym pojawił się deficyt

Po dwóch miesiącach tego roku w budżecie państwa odnotowano deficyt w wysokości 800 mln zł – podał w środę resort finansów. Taki wynik może być pewnym zaskoczeniem, ponieważ przez ostatnie dwa lata fiskus przyzwyczaił nas do comiesięcznych nadwyżek, z wyjątkiem grudnia, gdy realizowane były wielomiliardowe deficyty. Zdaniem Karola Pogorzelskiego, ekonomisty ING Banku, Ministerstwo Finansów zaczęło już przygotowywać się do realizacji piątki PiS. To znaczy pre finansować część z nowych wydatków zwiększając np. dotację do FUS czy samorządów. W budżecie zwraca także uwagę spadek dochodów z VAT w samym lutym o 12 proc. w stosunku do lutego 2018 r. Zdaniem Pogorzelskiego, to nie powód do niepokoju, a raczej efekt żonglowania zwrotami VAT na przełomie roku.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA