fbTrack

Budżet i Podatki

Rząd kusi pierwszy budżet na plusie

Adobe Stock
Wypracowanie pierwszej od 1990 r. nadwyżki w kasie państwa byłoby nawet możliwe i pewnie pomogłoby PiS w wyborach. Ale ekonomiści ostrzegają, że podkręcanie budżetu ma krótkie nogi.

Nie ustają spekulacje, że podsumowując budżet państwa w 2018 r., rząd ogłosi historycznie dobry wynik, czyli pierwszą od czasów transformacji nadwyżkę. Byłby to świetny chwyt retoryczny podczas tegorocznej kampanii wyborczej, pokazujący, że PiS jest ugrupowaniem najlepiej zarządzającym finansami publicznymi w całym okresie III RP.

Polityczne kalkulacje

Takie naciski i oczekiwanie (także w samym rządzie) pojawiają się trochę wbrew Ministerstwu Finansów. Jeszcze w przedświąteczną sobotę minister Teresa Czerwińska zapowiedziała bowiem, że budżet państwa będzie miał rekordowo dobry wynik, ale że będzie to jednak deficyt (nie więcej niż 15 mld zł). W grudniu została też uchwalona specjalna nowelizacja tzw. ustawy okołobudżetowej, która umożliwiła zagospodarowanie oszczędności w kasie państwa na ok. 10 mld zł (nowela dała m.in. możliwość zasilenia Funduszu Reprywatyzacji kwotą ok. 2,1 mld zł czy NFZ-u – 1,8 mld zł).

Czy mimo wszystko nadwyżka jest w ogóle możliwa? – Technicznie rzecz biorąc, przy zastosowaniu różnych zabiegów, uzyskanie dodatniego wyniku jest osiągalne – uważa Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju. – Moim zdaniem jednak, czy tak się stanie, jest decyzją polityczną. Rząd musi przekalkulować, czy to się w sumie opłaca.

Argumenty za i przeciw

Według Łaszka pokazanie nadwyżki w budżecie w 2018 r. nie tylko przekonałoby wyborców, ale także byłoby dobrze widziane na forum unijnym. – Co prawda budżet państwa to nie cały sektor finansów publicznych, który wciąż jest na minusie, ale pewnie zyskalibyśmy dodatkowe argumenty w trudnych rozmowach z Komisją Europejską – uważa Łaszek. Chodzi o rozmowy dotyczące zbyt wolnego – zdaniem Komisji – dochodzenia do tzw. średniookresowego celu budżetowego. Dla Polski ten cel oznacza, że deficyt strukturalny (czyli oczyszczony z wpływu czynników cyklicznych), powinien wynosić 1 proc. PKB. Tymczasem wedle szacunków KE w 2018 r. wyniesie on 2 proc. PKB, a wedle prognoz MFW – 1,25 proc. PKB.

Za to politycznym minusem podkreślania świetnej kondycji budżetu państwa jest pobudzanie oczekiwań społecznych, np. co do wyższych płac w sferze budżetowej. A to byłoby już rządowi nie na rękę – dotychczasowe zamrażanie funduszu płac w budżetówce przyniosło spore korzyści. – Nie można jednego dnia mówić, że jest super, bo mamy nadwyżki, a drugiego dnia – że nie damy wam więcej, bo nie mamy – ironizuje jeden z ekonomistów.

Zbyt duży wysiłek

– Prawdopodobieństwo, że ostatecznie rząd za kilka tygodni pokaże nadwyżkę w budżecie wynosi ok. 30 proc. – uważa Aleksander Łaszek. – A może nawet 40 proc. – dodaje Grzegorz Ogonek, ekonomista Santander Bank Polska.

– Wedle naszych obliczeń, gdyby rząd nie podejmował specjalnych działań ograniczających wydatki w końcówce roku, budżet byłby ok. 1 mld zł na minusie. Do nadwyżki jest już więc bardzo blisko i przy pewnym wysiłku możliwe byłoby jego ograniczenie – ocenia Ogonek.

Ten wysiłek mógłby polegać na przesunięciu pewnych wydatków z grudnia na styczeń, powstrzymaniu zwrotów VAT dla firm czy też niekonsumowaniu wszystkich oszczędności, które już powstały. – Pytanie jednak, czy jest to gra warto świeczki? Moim zdaniem nie bardzo – uważa Ogonek. – I tak takie księgowe manewry zweryfikuje na koniec Komisja Europejska, wyliczając deficyt całego sektora.

Także zdaniem Rafała Beneckiego, głównego ekonomisty ING Banku Śląskiego, ograniczanie na siłę deficytu może przynieść więcej strat niż korzyści. I wylicza, że w grudniu 2017 r. konieczne wydatki budżetowe wygenerowały 23 mld zł deficytu. Jeśli podobnie było w grudniu 2018 r., to znaczy że 11 mld zł nadwyżki po listopadzie zamieniło się – 12 mld zł na minusie po grudniu.

– By zlikwidować ten minus, konieczne byłoby ograniczenie wydatków o taką kwotę. A to już sporo. Przykładowo 12 mld zł mniej zwrotów VAT dla firm to pogorszenie ich płynności, zmniejszenie skłonności do inwestycji i – ogólnie rzecz biorąc – działanie na szkodę gospodarki. Nie widzę większego uzasadnienie dla takich ruchów – mówi Benecki.

Potrzebna dyscyplina

Ekonomiści zaznaczają również, że 2019 będzie nie tylko rokiem wyborów parlamentarnych, ale także wyhamowania tempa wzrostu gospodarczego. W takiej zaś sytuacji rząd nie powinien pompować oczekiwań społecznych.

– Niezależnie od tego, czy budżet państwa w 2018 r. będzie miał niewielki deficyt, czy też może niewielką nadwyżkę, to i tak można mówić o wielkim sukcesie, bo są to najlepsze wyniki od prawie 30 lat – podkreśla Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. – Przyczyniła się do tego po części rewolucja w uszczelnianiu systemu podatkowego, co poprawiło w sposób trwały stronę dochodową finansów publicznych. Ale gospodarka światowa jest na progu spowolnienia i Polska to odczuje w najbliższych kwartałach. A to oznacza, że nie ma miejsca na poluzowanie dyscypliny finansów publicznych – podkreśla Bujak.

– Rządowi nie opłaca się na siłę wypracowywać nadwyżki na koniec 2018 r. – ocenia też Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – W 2019 r. czeka nas deficyt, racjonalna byłoby raczej próba wygładzenia międzyookresowego wyniku finansów publicznych, a przede wszystkim większy postęp w redukcji deficytu strukturalnego, którego dotychczas nie było.

Opinia dla „rz"

Ignacy Morawski, twórca portalu ekonomicznego SpotData

Retoryka dobrych wyników budżetu daje rządowi pole do przedstawienia w roku wyborczym odważnych propozycji obniżenia podatków. Opozycja przedstawiła już swoje propozycje – PiS pewnie będzie chciał na to odpowiedzieć. Jednocześnie do trwałej nadwyżki w finansach publicznych wciąż nam daleko, więc nie widzę sensu, by na siłę poprawiać wynik w 2018 r.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL