fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budowa i remont

Gmina i tak renty nie ściągnie

ROL
Właściciele nieruchomości szukają kruczków prawnych, by wymigać się od płacenia gminom renty planistycznej. I są w tym dobrzy.

Dochody gmin z tego tytułu są mizerne. Coraz częściej mówi się więc o likwidacji tej opłaty.

Pieniądze z renty miały pomóc gminom pokryć przynajmniej część kosztów uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Nie znam żadnej gminy, której udałoby się to zrobić na szeroką skalę. Firmy i inni właściciele nieruchomości migają się od tego obowiązku jak mogą. Nikomu się nie uśmiecha płacić czasami nawet kilkuset tysięcy złotych, choć dzięki planowi mogą zyskać dużo więcej, bo wartość nieruchomości może pójść w górę.

Prawo w tym zakresie jest więc obecnie praktycznie martwe. Zgodnie bowiem z art. 36 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym samorządy mogą pobierać rentę, gdy wzrośnie wartość działki po uchwaleniu lub zmianie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Pieniądze z renty mogą ściągać w ciągu pięciu lat od daty uchwalenia. Płacą ją zaś zbywający nieruchomość, a więc nie tylko sprzedający, ale i darczyńcy albo wspólnik wnoszący nieruchomość aportem do spółki.

Wysokość renty ustalają same gminy. Nie może ona przekroczyć 30 proc. wzrostu wartości nieruchomości. Wiele samorządów zdecydowało się na najwyższą stawkę, czyli 30 proc. Były i takie, które chciały zrezygnować w ogóle z ustalenia renty albo ustalały stawkę zero. Później jednak sądy administracyjne uchylały uchwały podejmowane w tej sprawie. Czy więc tego gminy chcą czy nie, wysokość opłaty muszą ustalić, a potem ją egzekwować od właściciela nieruchomości. Tak to wygląda na papierze. Rzeczywistość jest zupełnie inna.

Powszechne jest bowiem omijanie wspomnianych przepisów. Trików jest wiele. Najczęściej jednak właściciele nieruchomości zawierają tylko umowę przedwstępną sprzedaży nieruchomości, umowę właściwą podpisują natomiast wtedy, gdy skończy się okres karencji. Innym popularnym kruczkiem prawnym jest stosowanie umowy przewłaszczenia na zabezpieczenie.

Rentę planistyczną płacą więc tylko podmioty lub osoby, które nie znają kompletnie prawa albo nie mają w zwyczaju korzystania z usług prawnika. Ale nawet jeżeli dochodzi do wydania decyzji nakazujących zapłatę renty, to znaczna część właścicieli odwołuje się od nich do samorządowych kolegiów odwoławczych, a później do sądów administracyjnych. I wygrywają.

W sądzie bardzo trudno udowodnić gminom wzrost wartości nieruchomości na skutek uchwalenia planu, kiedy wcześniej go nie było. Dużo prościej jest, kiedy plan był i gmina postanowiła go zmienić. Wówczas jest punkt odniesienia.

Samorządy przegrywają też w sądach z powodu złej jakości operatów szacunkowych, których wykonanie zlecają rzeczoznawcom po to, by później na ich podstawie ustalić wysokość renty planistycznej. Najczęstszym grzechem rzeczoznawców jest niewłaściwy dobór nieruchomości, z którymi porównują działkę objętą rentą planistyczną.

Często też sądy nakazują urzędom ponownie rozpoznać decyzje w sprawie opłaty planistycznej, bo zawierają uchybienia formalne albo z powodu zakwestionowania ustaleń z operatu szacunkowego. Tego typu sprawy ciągną się więc długo, a operaty tracą aktualność.

Wiele też tego typu decyzji zostało uchylonych po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 9 lutego 2010 r. (P 58/08). Trybunał stwierdził, że gminy nie powinny pobierać opłaty planistycznej na podstawie nowego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego od właścicieli, których nieruchomości były objęte starym, pod warunkiem że stary i nowy plan przewidywały takie samo przeznaczenie działki.

Z tych powodów coraz częściej gminy mówią o wykreśleniu instytucji renty planistycznej z ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Pojawiają się także różne pomysły, czym rentę zastąpić. Na razie tylko na papierze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA