fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Wielka Brytania: Brexodus nabiera rozpędu

Od referendum rozwodowego w czerwcu 2016 r. z Wysp wyjechało 10 tys. lekarzy i pielęgniarek. To dramat dla brytyjskich szpitali
AFP
Co dwudziesty pracownik z Polski i innych krajów Europy Środkowej opuścił w 2017 roku Wyspy.

Dane opublikowane w czwartek przez brytyjski urząd statystyczny ONS to pierwszy namacalny dowód, że perspektywa rozwodu z Unią powoduje masowy odwrót polskich imigrantów z Wielkiej Brytanii (zjawisko wyjazdu imigrantów w związku z brexitem zwane jest brexodusem).

Liczba obywateli ośmiu krajów, które przystąpiły do Unii w 2004 r. (chodzi głównie o Polskę) spadła w 2017 r. o 53 tys. (5 proc.) do 961 tys. Jest już ich mniej, niż imigrantów z 14 państw tzw. starej Unii, których liczba w tym czasie wzrosła o 79 tys. do 1,01 mln. Także o 79 tys. wzrosła w 2017 r. liczba pracowników z Rumunii i Bułgarii (do 365 tys.).

Wzrost trzykrotnie wolniejszy od Polski

– Imigranci z Polski wyznaczają trend, za którym później pójdą przyjezdni z innych krajów Unii – tłumaczy „Rz” Robert McNeil, ekspert Instytutu Migracji Uniwersytetu w Oksfordzie. – Polacy w większości mieli gorsze posady niż Francuzi czy Włosi, więc załamanie kursu funta bardziej ich dotknęło. Łatwiej im też było zerwać umowę z pracodawcą niż wyższej klasy menedżerom. Gdy zaś idzie o Rumunów i Bułgarów, fala ich masowej imigracji jeszcze nie opadła, bo dla nich brytyjski rynek pracy otworzył się dopiero się w 2014 r. – dodaje McNeil.

Zdaniem eksperta w tym roku fala wyjazdów Polaków może jeszcze przybrać, jeśli kondycja brytyjskiej gospodarki będzie się nadal pogarszać, a obywatele UE nie będą mieli gwarancji zachowania dotychczasowych praw w Wielkiej Brytanii.

Jeśli uwzględnić wszystkich imigrantów, a nie tylko pracowników, w ub.r. wciąż na Wyspach osiedliło się o 90 tys. więcej obywateli Unii, niż ich wyjechało. To jednak aż o 75 tys. mniej niż w 2016 r. Ale równocześnie do 205 tys. wzrosła w 2017 r. liczba imigrantów netto spoza zjednoczonej Europy. Ponieważ równocześnie ze Zjednoczonego Królestwa wyjechało netto 51 tys. obywateli brytyjskich, nadal z powodu imigracji ludność kraju wzrosła o 244 tys. To o wiele więcej niż ograniczenie liczby przyjezdnych do „dziesiątków tysięcy rocznie”, jak to obiecał najpierw premier David Cameron, a potem jego następczyni Theresa May. Tyle że miejsce przyjezdnych z krajów Unii zajęli po części imigranci spoza Europy, zwykle trudniejsi do zintegrowania.

– Liczba imigrantów netto, jaką forsował Cameron i May, nie ma większego sensu, bo skrywa ona bardzo wiele kategorii przyjezdnych, w tym studentów. Wiele brytyjskich uniwersytetów żyje z czesnego wpłacanego przez Chinczyków i Hindusów, więc ograniczenie ich przyjazdu nie ma sensu – uważa McNeil.

ONS podał także w czwartek, że w ub.r. brytyjska gospodarka rozwijała się w tempie ledwie 1,7 proc., prawie trzykrotnie wolniej niż gospodarka Polska.

– Po części to jest wynik niepewności spowodowanej brexitem – konsumenci odkładają zakupy, a firmy – inwestycje – tłumaczy „Rz” Jonathan Portes, profesor ekonomii na King’s College w Londynie. – Ale jest to też skutek załamania imigracji z krajów Unii, która napędzała gospodarkę kraju – dodaje.

To symbol, ale znaczący: jak ustalił MFW, w ub.r. z powodu załamania funta i wolniejszego tempa wzrostu Wielka Brytania spadła na szóste miejsce za Francją na liście największych gospodarek świata.

Brakuje 24 tysięcy pielęgniarek

Wśród 130 tys. emigrantów z Unii, którzy w ub.r. opuścili Wielką Brytanią, Brytyjczycy szczególnie boleśnie odczuwają wyjazd lekarzy i pielęgniarek.

– Od lat Zjednoczone Królestwo było przyzwyczajone do ściągania personelu medycznego z kontynentu, gdzie został wykształcony kolosalnym kosztem przez inne kraje. To się kończy nie tylko z powodu brexitu, ale także wprowadzenia podwyższonych wymogów językowych. Uzupełnienie tych niedoborów przez lekarzy i pielęgniarki spoza Europy jest trudne – podkreśla McNeil.

Brytyjska publiczna służba zdrowia (NHS) zatrudnia wciąż 62 tys. obywateli innych krajów UE. To 10 proc. wszystkich lekarzy, 7 proc. pielęgniarek i 5 proc. naukowców. Jednak w ostatnim czasie Wyspy opuściło już 10 tys. pracowników NHS z kontynentu. To jeden z głównych powodów bardzo poważnego kryzysu opieki zdrowotnej, który pogłębia dodatkowo epidemia grypy: od dziesiątek lat tak wielu pacjentów nie zostało odesłanych z kwitkiem, jak obecnie.

Szczególnie dramatyczny jest niedobór pielęgniarek. Od referendum w czerwcu 2016 r. liczba tych, które zdecydowały się przyjechać do Wielkiej Brytanii z Unii spadła o 92 proc. Skutek: w kraju brakuje już 24 tys. opiekunek dla pacjentów.

W niektórych regionach kraju sytuacja jest wręcz dramatyczna.

– Połowa naszego personelu pochodzi z Unii. Jeśli oni wyjadą, mogę powiedzieć bez żadnej przesady: zamykamy – mówi tygodnikowi „New Statesman” Peter Bauer, anestezjolog ze szpitala w Brighton. Jego zdaniem, nawet jeśli od razu ruszyłby masowy program szkoleń pielęgniarek i lekarzy, potrzeba by kilkunastu lat na uzupełnienie braków pozostawionych po imigrantach z Unii.

Po okresie bardzo szybkiego wzrostu wydatku na NHS za czasów Tony’ego Blaire’a, brytyjska służba zdrowia musiała mocno zacisnąć pasa, gdy uderzył kryzys finansowy i David Cameron narzucił ostry program oszczędności. To wtedy do kraju ściągnięto największą liczbę personelu medycznego z krajów Unii.

Jednak dla imigrantów z Europy Środkowej pensje na Wyspach przestały już być na tyle atrakcyjne, aby opłacało się ryzykować przyjazd do kraju, który wraz z brexitem może pozbawić dotychczasowych praw obywateli UE. Co prawda średnia pensja w Wielkiej Brytanii wynosi wciąż 2,5 tys. euro brutto miesięcznie wobec 1,2 tys. euro brutto w Polsce, jednak jeśli uwzględnić kolosalną różnicę w cenach towarów i usług, ta różnica praktycznie się niweluje. Dotyczy to w jeszcze większym stopniu Hiszpanii, Portugalii i Włoch, skąd pochodzi większość personelu medycznego z krajów UE, który pracuje w brytyjskich szpitalach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA