fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Czarodziej znów nokautuje

Terence Crawford – jeden z najlepszych bokserów bez podziału na kategorie wagowe
AFP
Kolejną ofiarą Terence'a Crawforda jest wcześniej niepokonany Egidijus Kawaliauskas. Amerykanin zatrzymał go w Nowym Jorku w dziewiątej rundzie i obronił trzeci raz pas WBO w wadze półśredniej.

31-letni Litwin był dobrym amatorem, walczył na igrzyskach w Pekinie (2008) i Londynie (2012), zdobył brązowy medal MŚ w Baku (2011), ale w jego wygraną z Crawfordem, mistrzem trzech kategorii wagowych, wierzyli chyba tylko najbliżsi i nałogowi hazardziści. Stawiając na niego, można było bowiem dobrze zarobić, Crawford był faworytem w stosunku 16:1.

Dla Kawaliauskasa była to walka życia. Gdyby wygrał, przewróciłby bokserski świat do góry nogami i zostałby pierwszym Litwinem z pasem mistrza świata. Czarodziej z Omaha nie ukrywał, że walczy z Litwinem tylko dlatego, że ten jest obowiązkowym pretendentem. Na honorarium (4 mln USD) nie mógł jednak narzekać, podobnie jak Kawaliauskas, który otrzymał około miliona dolarów.

Crawford (36 zwycięstw, 27 przed czasem) ma 32 lata i chce już tylko wielkich walk, z tym może być jednak problem, bo najlepsi rywale (Errol Spence Jr, Keith Thurman, Shawn Porter czy Danny Garcia) związani są z inną telewizją i promotorami, a zawodowy boks to biznes. Amerykanin musi więc w każdym pojedynku udowadniać, że jest pięściarzem wybitnym. W nowojorskiej Madison Square Garden walczył siedem miesięcy temu i znokautował byłego mistrza świata Amira Khana, kiedyś gwiazdę boksu. Rozpoznawalność Litwina jest jednak dużo mniejsza, choć dziś jest twardszy i groźniejszy od znanego Anglika. W trzeciej rundzie trafił Crawforda mocnym prawym i sędzia mógł liczyć, ale uznał, że mistrz zapoznał się z matą, bo Kawaliauskas go popchnął. Prawda jest taka, że był i cios, i popchnięcie.

Praworęczny Crawford od początku boksował z odwrotnej pozycji, co staje się już regułą i  długo szukał właściwego klucza, by rozbroić rywala. Pierwszy raz rzucił go na deski w siódmym starciu i w tym momencie było już jasne, że koniec jest bliski. W dziewiątej rundzie Kawaliauskas wylądował na macie ringu jeszcze dwukrotnie i sędzia Ricky Gonzalez słusznie przerwał walkę.

Kawaliauskas zrobił, co mógł, a nawet więcej, nikt mu nie powie złego słowa, a Crawford potwierdził renomę jednego z najlepszych dziś pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe. Tylko czy to coś zmieni, czy może liczyć na te najbardziej oczekiwane pojedynki?

88-letni Bob Arum, legendarny promotor, jest optymistą, uważa, że nadchodzący rok będzie najlepszym w karierze „Czarodzieja z Omaha". Oby tak było, bo to przecież bokser zjawiskowy.

Takim może też być 22-letni mieszkaniec Nowego Jorku Teofimo Lopez III, nowy mistrz IBF w wadze lekkiej. Amerykanin, który reprezentował Honduras, kraj swoich rodziców na igrzyskach w Rio (2016), znokautował w drugiej rundzie broniącego tytułu, pochodzącego z Ghany Richarda Commeya i chce się jak najszybciej mierzyć z Wasylem Łomaczenką, królem tej kategorii, który oglądał ten pojedynek z pierwszych rzędów Madison Square Garden. Arum obiecuje, że do takiego hitowego starcia może dojść już w kwietniu 2020 r., ale to nie jest oczywiste. Być może dla Lopeza to jednak nieco za wcześnie, by mierzyć się z Ukraińcem, mistrzem pokroju Crawforda, a może i lepszym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA