fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Mike Tyson vs. Roy Jones Jr. Uczciwie zarobione pieniądze

Mike Tyson i Roy Jones Jr.
AFP PHOTO / JOE SCARNICI / GETTY IMAGES FOR TRILLER
Pokazowa walka 54-letniego Mike'a Tysona z trzy lata młodszym Royem Jonesem Jr. wywołała wielkie zainteresowanie, ale skłoniła też do zadawania pytań, czy takie powroty mają sens.

Amerykański raper Snoop Dogg powiedział, że Tyson i Jones Jr przypominają mu jego wujków walczących przy grillu. Ale to nie do końca prawda, bo obaj fizycznie prezentowali się w Los Angeles tak, jakby czas się zatrzymał.

Rundy były dwuminutowe zamiast trzyminutowych, walczyli w 12-uncjowych rękawicach zamiast 10-uncjowych, żeby było bezpieczniej. A sędzia Ray Corona miał niezwłocznie interweniować, jeśli tylko jeden z nich będzie miał problem.

Pomoc ringowego nie była jednak potrzebna. Byli mistrzowie sami zadbali o własne bezpieczeństwo. Tyson był lepszy, ale walka zakończyła się remisem. Christy Martin punktowała wprawdzie 79–73 dla Tysona, a Chad Dawson 76–76, ale Vinny Pazienza się ośmieszył. 80–76 na korzyść Jonesa to werdykt kuriozalny.

Tyson nie narzekał, choć sprawiał wrażenie skrzywdzonego. – Najważniejsze, że zabawiłem publiczność – powiedział po walce. Miał zapewne na myśli telewidzów, bo impreza odbyła się przecież bez udziału kibiców.

Bardziej marudził Jones Jr, mówiąc, że nie lubi remisów. Najlepszy przed laty pięściarz bez podziału na kategorie wagowe przyznał jednak, że Tyson wciąż bije mocno. Starego, magicznego Jonesa Jr. było w tym widowisku jak na lekarstwo. Zamiast bajecznymi unikami, bronił się klinczami, wyraźnie unikając konfrontacji. Przegrał wszystkie rundy, ale się nie skompromitował.

Tyson wykonał gigantyczną pracę, stracił prawie 50 kg i wrócił do wagi ze swych najlepszych walk. „Bestii" wprawdzie już nie przypomina, ale wygląda na to, że w bitwach ze swoimi demonami, które jeszcze niedawno miały nad nim przewagę, powoli wychodzi na swoje. Wielokrotnie powtarzał, że nie dożyje 40, że depresja wcześniej czy później go zagryzie, ale miejmy nadzieję, że to już tylko koszmary przeszłości, że wreszcie dogadał się z życiem.

Jemu ten występ był bardzo potrzebny nie tylko ze względów finansowych. W ringu, według Forbesa, zarobił przez całą karierę 685 mln dolarów, ale – jak sam twierdzi – wszystko przehulał. No może prawie wszystko.

Jones Jr zarobił znacznie mniej, wedle tych samych źródeł 55 mln, lecz kiedyś fatalnie zainwestował, więc na bokserską emeryturę przeszedł dopiero dwa lata temu, bo ciągle gonił za groszem, by spłacać długi.

Teraz karmieni jesteśmy wzruszającą historią, że legendarni mistrzowie stoczyli walkę charytatywną, co tylko w części jest prawdą. Tyson obiecał, że przeznaczy na cele dobroczynne około miliona dolarów, ale przecież miał zagwarantowane 10 mln, a Jones Jr milion. Na tym jednak nie koniec, bo dojdą wpływy z pay per view.

Tyson zapytany, czy będzie jeszcze walczył na tego typu imprezach, odpowiada twierdząco. – Byłem szczęśliwy, mogąc walczyć osiem rund. Wszyscy wiedzą, że wciąż mogę kogoś znokautować, ale nie każdy ma świadomość, że jestem w stanie wytrzymać pełny dystans.

Jones Jr też byłby chętny na rewanż, ale czy to miałoby sens? Ich czas już minął, boks to nie jest sport dla starych ludzi, choć miło było obejrzeć ich w dobrym zdrowiu. A pieniądze, trzeba to przyznać, zarobili uczciwie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA