Boks

Walka Ołeksandra Usyka z Tonym Bellewem

AFP
Sobotnia walka Ołeksandra Usyka z Tonym Bellewem w Manchesterze budzi wielkie zainteresowanie, choć wydaje się, że zwycięzcą może być tylko Ukrainiec.

Z jednej strony niepokonany król wagi junior ciężkiej, 31- letni Usyk, stawiający na szali cztery pasy (WBC, WBA, IBF, WBO), które wywalczył, wygrywając turniej World Boxing Super Series (WBSS), a z drugiej pięć lat starszy Bellew.

Anglik był mistrzem świata i Europy wagi junior ciężkiej, wygrał też obie walki z Davidem Haye'em w kategorii ciężkiej. Dwukrotnie pokonał go przed czasem, zakończył jego karierę i obiecał, że kończy też swoją. Teraz jednak wraca, by zatrzymać Usyka, pięściarza niezwykłego, złotego medalistę igrzysk w Londynie (2012). Ukrainiec był też mistrzem świata i Europy, swój pierwszy medal ME (brązowy) zdobył w wadze średniej, później sięgnął po złoto w półciężkiej, a mistrzem świata i olimpijskim został już w ciężkiej.

Usyk nie ma zamiaru w nieskończoność bronić tytułów, od dawna mówi, że przejdzie do najcięższej kategorii i spróbuje pokonać Anthony'ego Joshuę. Ale najpierw zmierzy się z Bellewem.

– Byłem już emerytem, siedziałem w fotelu, oglądając finał pierwszej edycji WBSS Usyk – Murat Gassijew w Moskwie, gdy po jej zakończeniu usłyszałem z ust Ukraińca swoje nazwisko. Wyzywał mnie na pojedynek, nie mogłem odmówić – opowiada Bellew. I zastrzega, że bez względu na wynik walki w Manchesterze zawiesi rękawice na kołku. – Mam rodzinę, piękny dom, dużo pieniędzy i wiem, że nie powinienem już ryzykować, ale pokusa była zbyt duża. Usyk jest lepszy, ale w boksie nie zawsze lepsi wygrywają. Ta walka jest mi potrzebna, bym zrozumiał, że czas odejść – mówi Anglik.

Jego ostatni rywal David Haye podczas pobytu w Warszawie tydzień temu powiedział, że Bellewa stać na niespodziankę, bo ma mocny cios, szczególnie lewy sierpowy. Carl Froch, były mistrz wagi średniej, twierdzi, że jego rodak może zatrzymać Ukraińca lewym hakiem na wątrobę, ale wygrana Anglika jest mało prawdopodobna. Usyk ma swój najlepszy czas i nawet jeśli nie będzie tak perfekcyjny jak w finale WBSS, gdy zdominował Gassijewa, to i tak pokona Bellewa, bo jest szybszy i lepszy technicznie.

Co więc sprawia, że walka jest oczekiwana z tak dużym zainteresowaniem? Z pewnością jej stawka: cztery mistrzowskie pasy na szali należące do jednego zawodnika to drugi taki przypadek w historii boksu. Pierwszy miał miejsce w 2005 roku, gdy Bernard Hopkins, wówczas mistrz wagi średniej, przystępował w Las Vegas do walki z Jermainem Taylorem. Hopkinsa uznano za pokonanego stosunkiem głosów 2:1. Teraz przed szansą sprawienia sensacji stanie Bellew, który już tyle razy zaskakiwał, że nie dziwi wiara w kolejny cud z jego udziałem.

Gala z Manchesteru w sobotę od 18.00 w Polsacie Sport.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL