Boks

Uwaga na wątrobę

Giennadij Gołowkin
YouTube
W sobotę w Las Vegas rewanżowa walka Giennadija Gołowkina z Saulem Alvarezem. Rok temu był remis.

Pierwszy jest królem wagi średniej, drugi płatnej telewizji (pay-per-view), ubóstwianym przez Meksykanów po obu stronach Rio Grande. Alvarez to znakomity pięściarz, który chce odebrać koronę niepokonanemu Kazachowi. Rewanż budzi jeszcze większe emocje niż ich pierwszy pojedynek, bo wiele się w tym czasie wydarzyło. Zimą Alvareza dwukrotnie łapano na dopingu i z tego powodu nie spotkali się 5 maja.

„Canelo" tłumaczył się, że clenbuterol dostał się do jego organizmu w wyniku spożywania mięsa meksykańskich krów, czemu dano wiarę, stąd tylko półroczna dyskwalifikacja. Przewidywane zyski z tego pojedynku są zbyt duże, by ukarać go surowiej, taka jest prawda.

Ale Gołowkin na tym nie stracił. Wynegocjował lepszy kontrakt, dostanie 45, a nie 33 procent z zysków, jak za pierwszym razem. I jeśli sprzedaż pay-per-view przekroczy milion przyłączy, to zarobi krocie. Ale mniej niż Alvarez, bo choć Kazach jest mistrzem świata, to Meksykanin gwarantuje sukces finansowy liczony w dziesiątkach milionów dolarów.

Alvarez może wygrać na punkty, jeśli walka będzie wyrównana, gdyż w zawodowym boksie biznes niejednokrotnie wygrywał ze sportem. Ale to nie oznacza, że szykuje się historyczny przekręt. Meksykanin jest sporo młodszy, szybszy, ma lepszą defensywę i bije bardzo mocno, więc nie można go skreślać przed pierwszym gongiem.

Tym bardziej, że 36-letni Gołowkin powoli wchodzi w smugę cienia. Z Danielem Jacobsem wygrał zasłużenie, ale nieznacznie. Z Alvarezem w ich pierwszym pojedynku też był minimalnie lepszy, jednak remis bardzo go nie krzywdzi.

Teraz chce znokautować Alvareza, ale do tej pory nikomu się to nie udało. Floyd Mayweather Jr kilka lat temu bawił się wprawdzie z „Canelo" jak kot z myszą, ale na deski go nie rzucił. Tyle że Gołowkin jak trafi czysto, może uśpić każdego.

Trener Kazacha Abel Sanchez twierdzi, że Giennadij Giennadijewicz Gołowkin („GGG") znokautuje rywala ciosem na wątrobę, tak jak w 2004 roku Bernard Hopkins Oscara De La Hoyę. Sanchez przypomina, że Hopkins był pierwszym, który znokautował „Golden Boya", i ma nadzieję, że w sobotę Gołowkin pójdzie w jego ślady. – On walczy jak starzy mistrzowie z Filadelfii, skąd pochodzi Hopkins. I jak „Kat" wykończył De La Hoyę, tak „GGG" rozprawi się z Alvarezem.

Jeśli Gołowkin pokaże wszystko, co potrafi, może wygrać przez nokaut lub na tyle zdominować rywala, by nie pozostawić sędziom wątpliwości. Ale wersja, w której Alvarez będzie dyktował warunki, też jest prawdopodobna.

Do Gołowkina (38-0-1, 34 KO) należą pasy WBC, WBA, IBO i The Ring. Był też mistrzem IBF, ale pozbawiono go tytułu przy zielonym stoliku. Nie ma jednak wątpliwości, że to on jest królem wagi średniej. Jeśli pokona Alvareza, pobije też rekord skutecznych obron w tej kategorii (20), który należy do niego i Hopkinsa.

28-letni Alvarez (49-1-2, 34 KO), który zawodowo zaczynał boksować w wieku 15 lat, był już mistrzem świata i zarobił w ringu znacznie więcej niż Gołowkin. Przegrał tylko z genialnym Mayweatherem Jr. Jego zwycięstwa nad Kubańczykiem Erislandy Larą czy Portorykańczykiem Miguelem Angelem Cotto były jednak dyskusyjne. I jeśli w sobotę walka z Gołowkinem będzie wyrównana, to możliwe, że sędziowie też wskażą na niego, bo takie są reguły rządzące zawodowym boksem. ©?

Walkę w nocy z soboty na niedzielę pokażą TVP 1 i TVP Sport

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL