fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Boks: Czarny scenariusz się sprawdza

AFP
Na ringu w Mińsku, gdzie rozpoczęły się II Igrzyska Europejskie, polscy pięściarze przegrywają walkę za walką.

To jednocześnie mistrzostwa Europy mężczyzn – panie swój turniej będą mieć za dwa miesiące w Hiszpanii. Finały zostaną rozegrane w przyszły weekend. Mężczyźni walczą w dziesięciu kategoriach wagowych, panie w pięciu.

Na razie jednak nie ma dobrych wieści ze stolicy Białorusi. W piątek, w pierwszym dniu igrzysk, przegrało trzech naszych pięściarzy, w sobotę kolejnych czterech, a w niedzielę do tego grona dołączył Jakub Słomiński (49 kg), który uległ Aqellowi Ahmedowi z Wielkiej Brytanii.

Najboleśniejszej porażki doznał Rafał Perczyński (75 kg), znokautowany w trzeciej rundzie przez przeciętnego Czecha Milosa Bartla. W boksie olimpijskim nokauty to rzadkość, tym bardziej więc znamienna jest ta porażka. Nasz bokser wcześniej był dwukrotnie liczony, a na deski padł po prawym sierpowym leworęcznego Czecha.

Perczyński zastąpił dość nieoczekiwanie i w ostatniej chwili Ryszarda Lewickiego. I nie tylko trenerzy kadry powinni się z tego wytłumaczyć.

W sobotę pojedynki przegrali też Filip Wąchała (69 kg) i Radomir Obruśniak (60 kg).Ten ostatni stoczył dobrą, wyrównaną walkę z Rumunem Georghe Suciu. Niewiele zabrakło mu do zwycięstwa. Sędziowie punktowali 3:2 dla Rumuna, ale werdykt mógł być odwrotny.

Podobnie było dzień wcześniej w starciu Tomasza Niedźwiedzkiego z Estończykiem Einarem Karlsonem, ale Polaka trudno chwalić za boks, który pokazał. Za dużo było w nim błędów, szczególnie w defensywie. Więcej pochwał należy się Adamowi Kulikowi (plus 91 kg), który ma fantastyczne warunki fizyczne, wielkie serce do walki, ale tyleż samo braków. Nic szczególnego nie pokazał najlepszy w Polsce w wadze koguciej (56 kg) Jarosław Iwanow. Przegrał też Mateusz Goiński (81 kg), ale na jego usprawiedliwienie można dodać, że pokonał go wyższy o głowę Anglik Benjamin Whittaker rozstawiony w turnieju z nr 2, który jest kandydatem do medalu. Jak mówi „Rz" Jerzy Baraniecki, drugi trener naszej reprezentacji, Polak kilka razy mocno postraszył faworyzowanego rywala i stać go, by boksować jeszcze lepiej. Ale to chyba myślenie życzeniowe.

Pierwsze dni Igrzysk Europejskich potwierdziły niestety czarny scenariusz pisany przez realistów. Polski boks olimpijski charakteryzuje się częstymi zmianami trenerów i prezesów, a pięściarze i ich umiejętności są na drugim planie. Można niestety odnieść wrażenie, że to problem, który nikogo nie interesuje.

Mistrzowski turniej w Mińsku dopiero się rozpoczął. Być może miłych chwil dostarczą nam nasze panie (Sandra Drabik, wicemistrzyni z Baku, jest kandydatką do medalu w wadze 51 kg), kto wie, może Damian Durkacz potwierdzi swój nieprzeciętny talent i pójdzie w ślady Mateusza Polskiego, który cztery lata temu w Baku zdobył w I Igrzyskach Europejskich brązowy medal.

Ale to i tak nie przesłoni problemów, z którymi od dawna boryka się polski boks. Widać gołym okiem, że ucieka nam nie tylko świat, ale i Europa. Nie tylko Rosjanie, Ukraińcy, Rosjanie czy Anglicy mają lepszych pięściarzy. Za chwilę zostawią nas z tyłu Czesi i Słowacy, nie mówiąc o innych, mało bokserskich nacjach. Czas na poważne, radykalne, ale i mądre zmiany, bo możemy szybko uciekinierów nie dogonić.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA