fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Andre Ward kontra Siergiej Kowaliow: Rosjanin chce zemsty

Max Pixel
W sobotę wielka walka w Las Vegas. Andre Ward, broniący trzech pasów w wadze półciężkiej, zmierzy się z Siergiejem Kowaliowem.

Kto wyjdzie z tej wojny wygrany? 33-letni Amerykanin, niepokonany od 1998 roku, czy o rok starszy Rosjanin?

Ich pierwszy pojedynek w listopadzie ubiegłego roku wygrał wprawdzie Ward (trzy razy 114:113), ale lepsze wrażenie pozostawił Kowaliow, który czuje się okradziony ze zwycięstwa i tytułów IBF, WBA, WBO, które należą teraz do pięściarza z Oakland. I obiecuje, że w rewanżu zrobi wszystko, by sprawiedliwości stało się zadość. Mówiąc krótko, Rosjanin zapowiada nokaut, co – jeśli spojrzeć na jego dokonania – jest możliwe.

Kowaliow (31-1-1, 26 KO) bije bardzo mocno z obu rąk, jest przy tym świetnie wyszkolony technicznie (stara radziecka szkoła), potrafi skutecznie skontrować, o czym przekonał się Ward rzucony na deski w drugim starciu pierwszego pojedynku.

Ward (31-0, 15), ostatni amerykański złoty medalista olimpijski (Ateny – 2004), jest pięściarzem inteligentnym, umie dostosować się do każdego stylu. Z Kowaliowem w pierwszych rundach miał poważne problemy, ale później znalazł receptę, stąd punktacja, która wywołała tyle kontrowersji. Sam Rosjanin przyznał, że w drugiej fazie walki stracił siły, czuł, że „jedzie na pustym baku", i nie był w stanie pokazać tego, co jest jego siłą.

– Tym razem będzie inaczej, zmieniliśmy wiele w przygotowaniach i to, co miało miejsce w listopadzie, już się nie powtórzy – twierdzi Kowaliow.

On wie, o co walczy. Jeśli wygra w Mandalay Bay z Wardem, to zostanie najlepszym pięściarzem bez podziału na kategorie i królem wagi półciężkiej. Ale ta walka nie ma zdecydowanego faworyta, szanse obu mistrzów, obecnego i byłego, wydają się równe. Andre Ward w pierwszym pojedynku nie zachwycił, ale pokazał, że umie wychodzić z kłopotów. I jeśli nie da się zdominować, tak jak wtedy, w pierwszej fazie walki, to zapewne w drugiej będzie dyktował warunki. Amerykanin jest naturalnie leworęczny, ale od młodych lat walczy z normalnej pozycji.

– Wymyślił to mój pierwszy i wciąż aktualny trener Virgil Hunter. Czuję się z tym dobrze, ale kiedy trzeba, zmieniam pozycję na odwrotną, wykorzystując swoją leworęczność – tłumaczył dziennikarzom po jednej z walk.

W listopadzie z tych możliwości nie skorzystał, być może spróbuje teraz. Trzeba jednak pamiętać, że Kowaliow to najgroźniejszy z dotychczasowych rywali. Dodatkowo zmotywowany pragnieniem zemsty, która może go napędzać, ale też przeszkodzić w realizacji celu, jeśli złe emocje wezmą górę.

Takie walki jak ta to powrót do starych dobrych czasów. Las Vegas czy Madison Square Garden w Nowym Jorku to najlepsze miejsca na takie megawydarzenia. Dwóch znakomitych pięściarzy, trzy pasy do zdobycia i dodatkowo jeszcze pas magazynu „The Ring". To wyśniony scenariusz.

Brakuje tylko bijących po oczach honorariów i przemawiającej do wyobraźni rekordowej sprzedaży pay-per-view.

Niestety, w dzisiejszych czasach sam boks już nie wystarcza, trzeba czegoś więcej. Najlepiej efektownej, krzykliwej oprawy i dużo medialnego szumu, który nakręci koniunkturę.

Transmisja w Polsacie Sport. Niedziela, 2.00.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA