fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Fonfara przegrał ze Stevensonem

AFP
Andrzej Fonfara nie został piątym polskim zawodowym mistrzem świata. Przegrał w drugiej rundzie z Adonisem Stevensonem.

Stawką walki rozgrywanej w Montrealu był pas WBC w wadze półciężkiej, którego po raz ósmy bronił blisko 40-letni Kanadyjczyk Adonis Stevenson (29-1, 24 KO). Dziesięć lat młodszy Polak mieszkający w Chicago przed rewanżowym pojedynkiem z „Supermanem" był dobrej myśli.

– Jestem lepszym pięściarzem niż trzy lata temu. Zmieniłem trenera, wyeliminowałem błędy i teraz nadchodzi mój czas – mówił Fonfara (29-5, 17 KO), który wierzył, że ze znanym i cenionym trenerem Virgilem Hunterem dołączy do wąskiego, czteroosobowego (Dariusz Michalczewski, Tomasz Adamek, Krzysztof Włodarczyk, Krzysztof Głowacki) grona polskich zawodowych mistrzów świata w boksie.

Ale to urodzony na Haiti Stevenson był zdecydowanym faworytem w Bell Center. – To będzie krótka noc, nie płacą mi za nadgodziny – takimi słowy „Superman" obiecywał nokaut.

Faktycznie walka była krótka, Fonfara padł na deski już w pierwszym starciu po lewym sierpowym Stevensona, a w kolejnej rundzie Virgil Hunter dał sędziemu ringowemu znak, by ją zastopował.

– Nie było sensu ciągnąć tego dalej. Andrzej ambitnie przerwał wprawdzie pierwszą rundę, ale później mogło być już tylko gorzej – tłumaczył Hunter.

– O wszystkim zadecydował pierwszy cios. On ma naprawdę ciężką lewą rękę. Trafił mnie sierpowym i później już nie byłem sobą. Ale obiecuję, wrócę silniejszy – tłumaczył po ogłoszeniu werdyktu Fonfara. Wiara w wygraną chłopaka z Białobrzegów, który pierwszą zawodową walkę na amerykańskiej ziemi stoczył dziesięć lat temu, była nie do końca uzasadniona.

Andrzej Fonfara w ostatnich latach wygrał wprawdzie kilka pojedynków z byłymi mistrzami, jak Glen Johnson, Julio Cesar Chavez Jr, Nathan Cleverly czy Chad Dawson, ale w ubiegłym roku został znokautowany już w pierwszym starciu z Joe Smithem Jr. Walkę z Chadem Dawsonem, w marcu tego roku, który kiedyś odebrał pas WBC w tej wadze Tomaszowi Adamkowi, też przegrywał, ale pokazał charakter, trafił kilkoma mocnymi ciosami Amerykanina i sędzia przerwał pojedynek w ostatniej, dziesiątej rundzie.

To był kolejny leworęczny pięściarz, którego pokonał, więc optymiści łudzili się, że z mańkutami umie sobie radzić. W pierwszej walce ze Stevensonem, leżał wprawdzie dwukrotnie na deskach, w pierwszej i piątej rundzie, ale w dziewiątej to on rzucił mistrza na matę prawym prostym. Nadzieja, że w rewanżu będzie lepiej, nie była więc pozbawiona logiki.

W ringu nic z niej jednak nie zostało. Stevenson zrobił to, co chciał, a Fonfara nie był w stanie mu w tym przeszkodzić. Teraz jego brat Marek mówi, że była to ostatnia walka Andrzeja w wadze półciężkiej, w kolejnej zobaczymy go już w kategorii junior ciężkiej. Tyle że tam biją jeszcze mocniej.

A Stevenson czeka teraz na rewanż Andre Warda z Siergiejem Kowaliowem, 17 czerwca. Chciałby zmierzyć się ze zwycięzcą, do którego należeć będą pasy WBA, IBF, WBO. Na razie ma je Ward, ostatni amerykański mistrz olimpijski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA