fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Kownacki kontra Helenius: Polska krew, amerykański charakter

Adam Kownacki (z prawej) w zwycięskiej walce z Amerykaninem Chrisem Arreolą w sierpniu ubiegłego roku
Edward Diller/REX
Sobotnia walka Adama Kownackiego z Finem Robertem Heleniusem w Nowym Jorku to kolejny krok Polaka w drodze po mistrzostwo świata wagi ciężkiej.

Kownacki (20-0, 15 KO) jeszcze nie przegrał na zawodowym ringu. W ubiegłym roku znokautował dwumetrowego Geralda Washingtona, a to przecież pogromca Heleniusa. Oprócz tego pokonał na punkty Chrisa Arreolę.

Walka Kownackiego z Arreolą została z kolei zapamiętana, ponieważ zadano w niej najwięcej ciosów w historii wagi ciężkiej. Inna sprawa, że mieszkający od siódmego roku życia w Nowym Jorku Kownacki nie był z niej zadowolony. Ważył za dużo i teraz tego błędu nie popełni.

Kownacki ma świadomość, że Helenius może być trudnym przeciwnikiem. Szczególnie w pierwszych rundach.

– Będzie próbował trzymać mnie na dystans, a ja będę za wszelką cenę starał się przedostać jak najbliżej. Myślę, że wcześniej czy później moja presja przyniesie rezultaty i wreszcie dobiorę mu się do skóry – mówi w wywiadach „Babyface".

Wrócić pod Łomżę

Tak go nazywają od lat. Jak zaczynał bokserskie treningi na Brooklynie, faktycznie miał twarz dziecka, ale dziś to prawie 31-letni mężczyzna, ojciec kilkumiesięcznego syna Kazimierza. Żona też jest Polką, i to dzięki niej, co mówił w ubiegłym roku w rozmowie z „Rz", wrócił przed laty na ring po ciężkiej kontuzji. Powiedział też wtedy, że chciałby w przyszłości wrócić w rodzinne strony, pod Łomżę, kupić trochę ziemi i zostać polskim farmerem.

Ale na razie inwestuje tam, gdzie mieszka, czyli w USA. Ostatnio kupił w Hunter pod Nowym Jorkiem dom z dziewięcioma pokojami blisko wyciągu narciarskiego, w którym będzie mały hotel. Tam będzie też jego baza treningowa do kolejnych pojedynków. Miejsce wymarzone, w górach Catskill mieszkał i trenował przed laty Mike Tyson.

Trzej znokautowani mistrzowie

Teraz jednak liczy się tylko pojedynek z 36-letnim Heleniusem. Urodzony w Sztokholmie Fin jest od Polaka o 10 cm wyższy, ma znacznie większy zasięg ramion, ale w odróżnieniu od Kownackiego zna już dobrze gorycz porażki.

Trzykrotnie schodził z ringu pokonany, nokautowali go w 2016 roku Francuz Johann Duhaupas i siedem miesięcy temu Amerykanin Washington. Na punkty, w październiku 2017 roku, pokonał go urodzony na Jamajce mieszkaniec Wielkiej Brytanii Dillian Whyte.

Prawdę mówiąc, w starciu z innym przyszywanym Brytyjczykiem, urodzonym w Zimbabwe Dereckiem Chisorą, też zasłużył na przegraną. W Helsinkach, gdzie rozegrano w 2011 roku ten pojedynek, pomogły mu przysłowiowe ściany i sędziowie, którzy wypunktowali wątpliwe zwycięstwo Fina.

Ale warto też pamiętać o cennych i jak najbardziej zasłużonych wygranych Heleniusa.

Przed wspomnianą już walką z Chisorą znokautował trzech byłych mistrzów świata wagi ciężkiej. Najpierw, w styczniu 2010 roku, Amerykanina Lamona Brewstera, a w 2011 Nigeryjczyka Samuela Petera i Białorusina Siergieja Liachowicza. W sumie wygrał 29 walk, w tym 18 przed czasem, był zawodowym mistrzem Europy po tej kontrowersyjnej wygranej z Chisorą. Pierwszej porażki z Francuzem Duhaupasem doznał dopiero w ósmym roku zawodowej kariery.

Na olimpijskich ringach też radził sobie nieźle. Był trzykrotnym mistrzem Finlandii i zdobył srebrny medal mistrzostw Europy w 2006 r. W Płowdiw przegrał tylko z Rosjaninem Isłamem Timurzijewem. Na niższym stopniu podium, z brązowym medalem, stał wtedy Bułgar Kubrat Pulew, który w czerwcu bić się będzie o trzy światowe tytuły z Anthonym Joshuą.

Heleniusowi nie dane było tylko wystąpić na igrzyskach olimpijskich. Brał wprawdzie udział w kwalifikacjach do igrzysk w Pekinie (2008), ale bez sukcesu. W sumie stoczył 144 walki, z których wygrał 105.

Brooklyn za Polakiem

Prawda jest jednak taka, że w sobotni, późny nowojorski wieczór nie będzie to miało żadnego znaczenia. Tak samo jak wygrane przez Kownackiego turnieje o „Złote rękawice" Nowego Jorku w czasach jego młodości czy nawet ten ostatni, zwycięski pojedynek z Arreolą, w sierpniu minionego roku, w którym padła rekordowa liczba ciosów z obu stron.

– Polska krew, amerykański charakter – mówi Kownacki w reklamówce nagranej przez telewizję FOX, która pokaże jego starcie z Heleniusem. I to właśnie będzie główne wydarzenie gali na Brooklynie, znak, że nie tylko on wierzy w wielki sukces, który pewnego dnia stanie się faktem.

Kownackiego będzie wspierać potężna armia jego kibiców. Nie tylko Polaków. „Babyface" wychował się przecież na Brooklynie, tu chodził do szkoły, tu w słynnych nowojorskich klubach uczył się boksu. I zawsze mierzył wysoko, nigdy nie unikał walki. Dlatego jest tak lubiany.

Przeskoczyć Brytyjczyków

Jeszcze kilka lat temu, gdy mówił, że chce zostać pierwszym polskim mistrzem świata wagi ciężkiej, dokonać tego, co nie udało się Andrzejowi Gołocie i Tomaszowi Adamkowi, wydawało się, że to mrzonki. Dziś jest już o krok od walki o pas, musi tylko pokonać Heleniusa i uzbroić się w cierpliwość, bo czas oczekiwania na wielką szansę może się wydłużyć.

Tytuły w wadze ciężkiej należą do Brytyjczyków, Tysona Fury'ego (WBC) i Anthony'ego Joshui (WBA, IBF, WBO). Trzeci pojedynek „Króla Cyganów" z Deontayem Wilderem planowany jest na lipiec, wcześniej, w czerwcu, na stadionie Tottenhamu w Londynie Joshua walczyć będzie z Pulewem.

Mówi się, że jeśli Kownacki pokona Heleniusa, to jeszcze latem tego roku może być rywalem byłego już mistrza, Andy Ruiza Jr. I to dopiero byłaby wojna jak się patrzy.

Transmisja gali z Nowego Jorku w nocy z soboty na niedzielę od 2.00 w Polsacie Sport

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA