fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Gra w dwa ognie

Deontay Wilder (z lewej) i Tyson Fury. Zwyczajowa komedia w trakcie konferencji prasowej
AFP
Bomba wybuchnie już wkrótce – grozi Tysonowi Fury'emu broniący pasa WBC Deontay Wilder. Walka w Las Vegas w nocy z soboty na niedzielę.

31-letni Fury (29-0-1, 20 KO) nie wygląda jednak na przestraszonego groźbami najmocniej bijącego ze współczesnych mistrzów boksu.

– Ogień zwalczę ogniem, skończę go w drugiej rundzie – wykrzykuje w odpowiedzi „Król Cyganów", co sugeruje że taktyka na rewanżowy pojedynek będzie inna niż w ich pierwszej, remisowej walce 14 miesięcy temu.

Promotor Brytyjczyka, 88-letni Bob Arum przekonuje, że to będzie jedna z największych walk w historii wagi ciężkiej i stawia ją na równi z pierwszym pojedynkiem Muhammada Alego z Joe Frazierem w 1971 roku. Wtedy, w nowojorskiej Madison Square Garden, Ali leżał na deskach w ostatniej rundzie i przegrał z Frazierem na punkty.

A to przecież do Alego niektórzy próbują porównywać Fury'ego. Też ma „wielką gębę" i potrafi tańczyć w ringu od pierwszego do ostatniego gongu. Właśnie ten taniec przy niezwykłych gabarytach (206 cm wzrostu, 216 cm zasięgu ramion i około 120 kg wagi) to zawsze była największa broń Brytyjczyka. Dzięki niej zdetronizował wieloletniego czempiona wagi ciężkiej, Ukraińca Władimira Kliczkę, i odebrał mu pod koniec 2015 roku trzy mistrzowskie pasy (WBA, IBF, WBO).

W lutym ubiegłego roku Fury podpisał kontrakt ze stacją telewizyjną ESPN na 80 mln dolarów, jego rozpoznawalność w USA wciąż rośnie. Najpierw w czerwcu 2019 roku znokautował w Las Vegas przeciętnego, choć wcześniej niepokonanego, Niemca Toma Schwarza, a trzy miesiące później męczył się pełne 12 rund ze znacznie lepszym Szwedem Otto Wallinem.

W tej drugiej, wygranej na punkty walce doznał głębokiego rozcięcia łuku brwiowego. Nie brakuje głosów, że kontuzja ta może się odnowić w sobotnim starciu z trzy lata starszym Wilderem (42-0-1, 41 KO), wystarczy jedno mocne uderzenie bombardiera z Alabamy w to wrażliwe miejsce.

Inteligentna bestia

To czarny dla Brytyjczyka scenariusz walki, która odbędzie się w wypełnionej do ostatniego miejsca (17 tysięcy widzów) MGM Grand Garden Arena w Las Vegas. Pozytywny zakłada jego wygraną i jeszcze weselszy ciąg dalszy. – Po zwycięstwie idę w cug. Koks, dziwki – prowokuje brytyjski olbrzym. To jego styl. Często udaje wariata na tyle skutecznie, że tak właśnie jest odbierany.

Ale nikt mu nie odmawia talentu i umiejętności bokserskich. W połączeniu z walorami fizycznymi mamy kogoś z innej planety. Mówił o tym „Rz" Mariusz Wach, który ma za sobą wiele sparingowych rund z Furym.

– Porusza się jakby był bokserem wagi średniej, nie sposób go trafić – opowiadał Wach. – Tańczy, zmienia z łatwością pozycję na odwrotną i zadaje od niechcenia ciosy, których nie widzisz, a one naprawdę sporo ważą.

Wildera chwali z kolei Tomasz Adamek, który sparował z nim, przygotowując się do walki z Michaelem Grantem w 2010 roku. – To szybki, sprytny, mocno bijący chłopak. Myśli w ringu, to inteligentna bestia, przy takich warunkach fizycznych zajdzie daleko – tak w wywiadzie dla „Rz" „Góral" komplementował brązowego medalistę igrzysk w Pekinie (2008).

Co do tego, że Wilder bije mocniej, nikt nie ma wątpliwości. – Wystarczy chwila nieuwagi i już cię nie ma. Tyson zagapił się 14 miesięcy temu w Los Angeles dwa razy i dwa razy leżał – wspomina na łamach angielskiej prasy Ben Davison, były już trener Brytyjczyka. Amerykanin Javan Hill Steward, który go zastąpił, też wie o tym doskonale. Ale taktyki na sobotni pojedynek nie zdradza.

Jeśli Fury zmieni ją w sposób zasadniczy i zdecydowanie zaatakuje, dążąc do nokautu, to może się nadziać na kontrę o jakiej mu się nie śniło. W starciu z Arturem Szpilką, w styczniu 2016 roku, Wilder pokazał przecież jak potrafi kontrować. Z drugiej jednak strony „Króla Cyganów" nie można porównywać ze Szpilką, bo to dwa różne bokserskie światy.

Teddy Atlas, pierwszy trener Mike'a Tysona, twierdzi, że Fury nie będzie groźniejszy niż w poprzednim pojedynku z Wilderem. „Bronze Bomber" z Alabamy zaś jest lepszy z walki na walkę, coraz bardziej świadomy swoich możliwości, wyrachowany aż do bólu.

Przypomina snajpera czekającego na ten jeden strzał, którym wykona zadanie. Tak było w drugiej walce z Luisem Ortizem. Nie śpieszył się, przegrywał kolejne rundy, by wreszcie namierzyć Kubańczyka i go znokautować. Ale nie jest wykluczone, że w walce z Furym będzie bardziej agresywny, gdyż wie, że rywal nie jest królem nokautu.

Nos w nos

Podczas konferencji prasowej obaj wyrzucili z siebie sporo emocji, przepychali się nawzajem. Stojąc nos w nos powiedzieli sobie trochę przykrych rzeczy, ale to była gra, by jak najlepiej sprzedać widowisko. Finansowy sukces tej walki wydaje się być przesądzony, ale jej wynik pozostaje niewiadomą. Gdyby nie wszystkie wątpliwości zostały w Las Vegas rozwiane, w kontrakcie jest zapisany jeszcze trzeci pojedynek.

W ringu walkę poprowadzi znakomity sędzia Kenny Bayless, a punktować będą doświadczeni Dave Moretti, Glenn Feldmann i Steve Weisfeld. Fury nie widzi problemu w tym, że cała trójka to Amerykanie. – Najważniejsze, by dobrze wykonali swoją pracę – krótko skomentował Brytyjczyk.

Transmisja z Las Vegas w TVP Sport od 3.45 w nocy z soboty na niedzielę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA