fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Teofimo Lopez poleciał w kosmos

23-letni Teofimo Lopez Jr. jest najmłodszym w historii boksu posiadaczem czterech mistrzowskich pasów w jednej kategorii wagowej
ZUMA/NEWSPIX.PL
Wasyl Łomaczenko przegrał w Las Vegas na punkty z Teofimo Lopezem Jr., który jest nowym królem wagi lekkiej. Do niego należą teraz wszystkie cztery pasy mistrzowskie.

Świetlana przeszłość i idące za tym ogromne doświadczenie miały być atutem 32-letniego Ukraińca w największym pojedynku czasu pandemii. Łomaczenko, dwukrotny złoty medalista olimpijski, zawodowy mistrz trzech kategorii wagowych, swymi zwycięstwami pisał historię geniusza ringów.

Młodszy o dziewięć lat, niepokonany Teofimo Lopez Jr., czempion organizacji IBF, miał być najbardziej niebezpiecznym z dotychczasowych rywali Łomaczenki, ale większość fachowców przewidywała, że stanie się kolejną ofiarą Ukraińca.

Ma umiejętności i mocny cios z obu rąk, lecz jego punktowe zwycięstwo wydawało się mało prawdopodobne. Teofimo pokazał jednak, że jest nie tylko groźnym puncherem, walczył bardzo mądrze, z chłodną głową, od pierwszego starcia zbierał punkty. Miał przy tym przewagę warunków fizycznych i siły oraz niezachwianą pewność siebie.

I zwyciężył, choć Łomaczenko nie zgadza się z werdyktem. – Czułem, że wygrywam. Pierwsze rundy należały do niego, ale później byłem lepszy – mówił Ukrainiec. Nie ma jednak racji, górą w tej konfrontacji był Lopez Jr, choć do punktacji (116:112, 117:111, 119:109) można mieć zastrzeżenia. Szczególnie do tej ostatniej, wygląda bowiem na to, że pani Julie Lederman widziała w MGM Grand w Las Vegas inną walkę. Jej zdaniem Ukrainiec wygrał tylko jedną rundę, co jest absurdem.

Owszem, Łomaczenko przegrał pierwsze 6–7 rund, później ruszył jednak do odrabiania strat, miał znakomite przedostatnie starcie. Był jednak zbyt ostrożny, słuchał ojca, świetnego trenera, który jeszcze po czwartej rundzie mówił, by czekał, że jeszcze nie czas na atak.

Statystyki komputerowe są dla byłego już króla wagi lekkiej bezlitosne. Lopez Jr. zadał 183 celne ciosy, Ukrainiec – 141, a różnica w tzw. power punches (silnych uderzeniach) jest jeszcze większa: 148-78 .

Tym samym Lopez Jr. dokonał nie lada sztuki, detronizując nie tylko króla wagi lekkiej, ale też jednego z trzech najlepszych pięściarzy bez podziału na kategorie (obok Canelo Alvareza i Terence’a Crawforda). Nowojorczyk jest przy tym najmłodszym w historii boksu posiadaczem czterech mistrzowskich pasów (WBC, WBA, IBF, WBO) w jednej kategorii. Przed nim mogli się tym pochwalić jedynie Bernard Hopkins i Jerman Taylor (obaj w wadze średniej) oraz Crawford (superlekka) i Ołeksandr Usyk (junior ciężka).

W kontrakcie na pojedynek Lopeza Jr. z Łomaczenką nie było klauzuli rewanżu, stoi więc on pod znakiem zapytania. Z Ukraińcem nie przeprowadzono wywiadu, bo zaraz po ogłoszeniu werdyktu opuścił ring i poszedł do szatni.

Na decyzje co do jego dalszej kariery przyjdzie zapewne trochę poczekać, być może poszuka innych kasowych walk w niższej kategorii (superpiórkowej), w której wcześniej był mistrzem, bo na emeryturę chyba nie jest jeszcze gotowy.

A przed Lopezem Jr. świat jak ze snu, pytanie tylko czy poradzi sobie z wielkim sukcesem. Wygrana z Łomaczenką, to lot w kosmos, a tam nie każdy się odnajduje. Jeszcze w ringu Lopez Jr. podkreślił triumf efektownym saltem, które stało się już jego znakiem firmowym, a później udzielił wywiadu, w którym powiedział, że kluczem do sukcesu była taktyka.

– On miał długą, 14-miesięczną przerwę, wiedziałem, że to będzie działać na moją korzyść, stąd presja od pierwszego gongu. Po 11. rundzie ojciec powiedział mi w narożniku, że wygrałem, ale mimo tych słów w ostatnim starciu jeszcze zaatakowałem.

Nowy król dodał, że prowokowanie Łomaczenki przed walką też było elementem gry. – Chciałem wejść mu do głowy, zakłócić jego spokój. I chyba się udało – mówił reporterowi ESPN.

Teofimo Lopez Sr., był po wygranej syna najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. W odróżnieniu od Anatolija Łomaczenki, który przeżywał pierwszą od sześciu lat porażkę syna, zaledwie trzecią w całym bokserskim życiu Wasyla. I zapewne długo nie mógł po niej zasnąć.

Najlepszym lekarstwem byłby udany rewanż, ale być może nigdy do niego nie dojdzie, chociażby dlatego, że czas będzie działał na korzyść młodego wilka z Brooklynu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA