fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Walki na dystans

Eddie Hearn prezentuje arenę w swoim ogrodzie
James Chance/Getty Images
Pomimo pandemii i braku widzów wielcy promotorzy organizują galę za galą. Bob Arum w Las Vegas, a Eddie Hearn w swoim ogrodzie pod Londynem.

Gdyby jeszcze kilka miesięcy temu ktoś zobaczył transmisję z takich wydarzeń, myślałby, że ogląda film science fiction. Garstka ludzi w maskach lub przyłbicach kręcących się wokół ringu, zamaskowani trenerzy i sędzia.

Mistrz ceremonii – też w masce – w ogrodzie Eddiego Hearna w Brentwood gdzieś z boku zapowiada to, co za chwilę się wydarzy. Na galach Boba Aruma w Las Vegas brak telewizyjnych komentatorów ESPN, którzy relacjonują przebieg walk ze swoich domów.

Włodarze Premier Boxing Champions (PBC) pozwalają natomiast Jimmy’emu Lennonowi Jr zapowiadać gale pokazywane przez telewizję FOX tak jak dawniej, bez maski, jedynie w rękawiczkach. Za to pięściarze udzielający wywiadów po walce mają wyrysowane na specjalnie przygotowanym podium miejsce, gdzie mogą stać, by zachować dystans.

Starszy pan ma pomysły

To, co nie mieściło się w głowie, ma jednak rację bytu, bo Arum zapowiedział już kolejne imprezy, podobnie Hearn. Jego ostatnia gala była znakomita. Rosjanin Aleksander Powietkin w wadze ciężkiej znokautował faworyzowanego podopiecznego Hearna Dilliana Whyte’a i już wiemy, że będzie rewanż. Zapewne znów w ogrodzie angielskiego promotora.

Z bardzo dobrej strony pokazały się tam też kobiety. Legenda boksu, Irlandka Katie Taylor wygrała z Belgijką Delfine Persoon i obroniła wszystkie mistrzowskie pasy w wadze lekkiej.

Tej samej nocy w Las Vegas Joe Smith Jr znokautował byłego mistrza świata wagi półciężkiej Eleidera Álvareza i udowodnił, że jest równie niebezpieczny w czasach zarazy jak wcześniej, gdy rozprawiał się z Bernardem Hopkinsem i naszym Andrzejem Fonfarą.

Boks odradza się na całym świecie, ale to 89-letni Arum, który przez dziesięciolecia rywalizował z urodzonym w tym samym roku (1931) Donem Kingiem, był jednak pierwszym, który w swojej „bańce” w Las Vegas odmroził go na taką skalę. Jego firma Top Rank w zaledwie sześć tygodni zorganizowała tam 12 gal, a od 22 sierpnia oglądamy kolejne. Wszystkie pokazuje Polsat, a te Hearna – TVP.

Arum w słynnym z wielkich walk hotelu MGM Grand wynajął całe piętro, do tego ogromne centrum konferencyjne oraz kilka mniejszych pomieszczeń i pokazał, że w jego wieku też można zadziwić konkurencję.

Pieniędzy nie żałuje, każdy z uczestników przechodzi testy na Covid-19, a jak trzeba – kwarantannę, co sporo kosztuje. Arum ma w Las Vegas swój ośrodek dowodzenia, który często odwiedza i podobnie jak reszta musi poddawać się surowym procedurom rozpisanym na kilkudziesięciu stronach. Pomysł wypalił, wszyscy o nim mówią, ale sukcesem finansowym Arum na razie się nie chwali, bo na zyski przyjdzie poczekać.

Hearn też nie narzeka, jego Camp Fight cieszą się podobną sławą, ale ma świadomość strat. – Brak publiczności to katastrofa, na szczęście stać nas na inwestycje, bo tak trzeba traktować imprezy, które teraz organizuję – mówi angielski promotor.

Do trzech razy sztuka

W „bańce” w Las Vegas w końcu zmierzyli się niepokonany José Ramírez z byłym mistrzem świata Wiktorem Postołem. Stawką były pasy WBC i WBO w kategorii superlekkiej, należące do Ramíreza. To była trzecia próba zorganizowania tego pojedynku. Mieli walczyć 2 lutego w Chinach, ale właśnie wtedy rozpętała się tam epidemia koronawirusa i Arum musiał galę odwołać, choć wszystko było zapięte na ostatni guzik. Przeniósł ją do USA, ustalono nowy termin, 9 maja we Fresno (Kaliformia), lecz wirus już tam był.

Teraz wreszcie się udało, wygrał nieznacznie faworyt Ramírez i zachował pasy, choć Ukrainiec nie odstawał i był bliski sukcesu.

Polacy czekają

W Polsce pierwsze gale miały miejsce już w czerwcu, najpierw w Pałacu Konary, Arłamowie i Kielcach, później w Pionkach i Augustowie. W minioną sobotę odbyła się kolejna, tym razem w Suwałkach, gdzie na ring po długiej przerwie wrócił z kolejnym zwycięstwem Maciej Sulęcki, któremu wciąż marzą się wielkie, mistrzowskie pojedynki.

Inni Polacy też długo na nie czekają. Krzysztof Głowacki, były czempion WBO w wadze junior ciężkiej, prawdopodobnie zmierzy się 12 grudnia z Anglikiem Lawrencem Okolie. Głowacki miałby wystąpić w Londynie na gali, podczas której Anthony Joshua broniłby swych pasów w starciu z Bułgarem Kubratem Pulewem, ale Hearn nie wie, czy można będzie ją zorganizować z udziałem publiczności. Jeśli nie, to rodzinny ogród czeka, Joshua jest gotów.

Kamil Szeremeta wciąż ma nadzieję, że walka z Giennadijem Gołowkinem o pas IBF w wadze średniej kiedyś dojdzie do skutku. Jest nadzieja, że będą walczyć w listopadzie w USA, choć w czasach zarazy nic nie jest pewne. Platforma DAZN, która płaci, chce przede wszystkim trzeciej walki Gołowkina z Saúlem Álvarezem, ale Meksykanin na razie ma inne plany.

Wygląda na to, że najszybciej w mistrzowskiej walce zobaczymy Ewę Brodnicką, która 24 października w Las Vegas w „bańce” Aruma w starciu z Amerykanką Mikaelą Mayer ma bronić pasa WBO w wadze superpiórkowej.

Trudne pytania

Pod największym znakiem zapytania stoją niestety megapojedynki, na które czeka bokserski świat, szczególnie w wadze ciężkiej. Jeśli Tyson Fury (mistrz WBC) rzeczywiście zmierzy się z Deontayem Wilderem w ich trzeciej walce dopiero w przyszłym roku, to kiedy możliwe jest jego wybuchowe starcie z Joshuą, posiadaczem trzech pozostałych pasów? I czy jest sens organizować takie pojedynki bez publiczności?

Dziś nikt nie zna odpowiedzi na te pytania, ale już wiemy, że możliwe są rozwiązania awaryjne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA