fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Powietkin nokautuje Whyte'a. Jeden cios zmienił wszystko

Aleksander Powietkin
shutterstock
Aleksander Powietkin znokautował w piątej rundzie Dilliana Whyte’a, choć w czwartej sam dwukrotnie padał na deski. Możliwy jest rewanż jeszcze w tym roku.

Nokaut w Brentwood, w ogrodzie Eddiego Hearna, gdzie potężny promotor w rodzinnej posiadłości organizuje pandemiczne gale bez publiczności, odbił się szerokim echem.

Tym bardziej że Rosjanin 2 września skończy 41 lat i wydawało się, że wiek będzie w tym starciu jego drugim przeciwnikiem. Ten pierwszy, Dillian Whyte, urodzony na Jamajce obywatel Wielkiej Brytanii, jest o dziewięć lat młodszy, ale nie tylko z tego powodu uważany był za faworyta. I do końca czwartej rundy potwierdzał te opinie. Walczył rozważnie, nie szukał awantury, mając świadomość, że ciosy ulubieńca Władimira Putina wciąż sporo ważą.

To Rosjanin padał na deski, nie on. Najpierw po dwóch mocnych prawych Whyte’a popartych lewym sierpowym, a pod koniec tej samej, czwartej rundy, po lewym podbródkowym, będącym odpowiedzią na atak Powietkina.

– Nie czułem się jednak zraniony, miałem wszystko pod kontrolą, wiedziałem, że w kolejnym starciu muszę go czymś zaskoczyć. Wcześniej próbowałem prawym podbródkowym, nie wyszło, więc pomyślałem, że spróbuje lewym z dołu – powie później Powietkin, podobnie jak Whyte, były kickbokser.

Efekt przeszedł jego najśmielsze oczekiwania, to był jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy cios w karierze byłego mistrza świata i Europy, złotego medalisty igrzysk w Atenach (2004), który na zawodowym ringu przegrał tylko z Władimirem Kliczką i Anthonym Joshuą.

Po gongu rozpoczynającym piątą rundę Rosjanin znów zaatakował, a Whyte, jakby nie doceniając niebezpieczeństwa, nawet nie wyprowadził lewego prostego, który w tej walce był jego skuteczną bronią. Powietkin zaś obniżył pozycję, przeniósł ciężar ciała na lewą nogą i zamiast lewym sierpem na korpus, jak to robił wcześniej, z pełną mocą wystrzelił lewym podbródkowym na szczękę rywala.

Ten nokautujący cios zmienił wszystko. Sędzia Mark Lyson nie musiał nawet liczyć.

Whyte, który ponad tysiąc dni czekał na walkę o pełnoprawny pas organizacji WBC, miał obiecane, że jeśli pokona Powietkina, w przyszłym roku zmierzy się ze zwycięzcą trzeciego pojedynku pomiędzy Tysonem Furym i Deontayem Wilderem.

Teraz chce rewanżu, a zszokowany Hearn mówi, że zapisany był w kontrakcie. Powietkin nie składa żadnych deklaracji, bo wie, że możliwy jest każdy scenariusz. Przecież gdyby poniósł porażkę (a był od niej o krok), myślałby już o zakończeniu kariery. A tak sięgnie po kolejną, idącą w miliony dolarów wypłatę i cieszy się z tymczasowego pasa WBC, który zabrał Anglikowi. Stawka tego pojedynku, uznanego już za najlepszy w czasach pandemii, był też tytuł WBC Diamond. To kolejny dowód, że te niby prestiżowe organizacje rozdają mistrzowskie pasy jak cukierki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA