O ponczu, kacu i cenie wieczerzy

123RF
Gdyby mierzyć inflację naszym wskaźnikiem cen wieczerzy wigilijnej, który w tym roku idzie w górę o 4 proc., Rada Polityki Pieniężnej powinna czym prędzej zabrać czarę z ponczem, czyli przekładając z obrazowego slangu finansistów, podnieść niskie dziś stopy procentowe NBP. To spowodowałoby wzrost oprocentowania kredytów i nieco schłodziło rozgrzaną do czerwoności koniunkturę, wpływając hamująco na wzrost cen.

Ale jak tu zabierać poncz, skoro impreza dopiero się rozkręca i zbliża się karnawał – nie tylko ten kalendarzowy, ale także polityczny. Najpierw jesienią 2018 r. będziemy mieli wybory samorządowe, a w kolejnym roku parlamentarne. „Dowiezienie" radosnych nastrojów elektoratu do dnia głosowania jest kluczowe dla sukcesu obozu dobrej zmiany.

I tylko ta niepokojąco szybko rosnąca inflacja... W listopadzie dobiła do poziomu 2,5 proc., choć ledwo rok wcześniej pożegnaliśmy deflację.

„Wskaźnik wigilijny" sugeruje dalszy dynamiczny wzrost cen. W kilkunastu minionych latach zwykle współgrał z obliczanym przez statystyków oficjalnym wskaźnikiem cen towarów i usług (CPI), acz zachował się od niego bardziej „nerwowo": szybciej szedł w górę lub w okresie deflacji spadał. To efekt tego, że uwzględnia z reguły mało stabilne ceny kilkunastu produktów żywnościowych, a oficjalny CPI – aż 1400 różnego rodzaju towarów i usług.

Niemniej właśnie na cen...

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL