Blogi

Afera KNF podkopuje przyszły sukces PPK

Niespełna miesiąc temu prezydent Andrzej Duda z wielką pompą podpisał w sali notowań warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych ustawę o Pracowniczych Planach Kapitałowych.

Stawiły się szefowe resortów finansów i pracy, a do tego większość szefów instytucji i firm związanych z rynkiem kapitałowym. Nikt nie krył nadziei, że PPK pociągną w górę warszawską giełdę i notowane na niej spółki.

Od połowy przyszłego roku pracownicy największych firm, a z czasem także pozostałych, zaczną odkładać w PPK dodatkowe pieniądze na czas emerytury. Co miesiąc do programu włożą od 2 do 4 proc. swojej pensji brutto. Mało tego od 1,5 do 4 proc. tego wynagrodzenia dołożą im pracodawcy, a państwo dorzuci do tego 250 zł opłaty powitalnej i dodatkowo co roku 240 zł. Zebranymi w ten sposób pieniędzmi zarządzać będą profesjonaliści z towarzystw funduszy inwestycyjnych, zakładów ubezpieczeń, towarzystw emerytalnych. Wszystko to ma sprawić, że osoby, które przystąpią do PPK, w chwili przejścia na emeryturę będą miały do dyspozycji oszczędności, które wraz z tym co odłożą w ZUS, pozwolą im na godne życie na emeryturze.

Oszczędności gromadzone w PPK inwestowane będą w akcje i obligacje, tą drogą do firm trafi kapitał, który wspomoże ich rozwój i dodatkowo pchnie w górę całą gospodarkę. Rząd liczy na masowy udział Polaków w nowym programie. Spodziewa się, że przystąpi do niego nawet 8,5 z 11 mln pracowników. Rynek finansowy oczekuje zaś, że dzięki temu co roku będzie nań trafiać 15 mld zł. To ważne także w sytuacji mizerii na GPW, która objawia się znikomą liczbą debiutów i odpływem firm z parkietu.

Kluczowym warunkiem sukcesu tego planu jest przekonanie Polaków do oszczędzania, zbudowanie ich zaufania do PPK i rynku kapitałowego. To trudne, bo demontaż OFE, na które dali się namówić przed laty, rozbił w pył ich chęć do odkładania pieniędzy w programach organizowanych przez państwo. To dlatego rząd i jego instytucje tłumaczą, że PPK to coś zupełnie innego niż OFE. Że tu pieniądze należą do oszczędzających, że podlegają dziedziczeniu, że na ich straży będzie stał rząd i... Komisja Nadzoru Finansowego. Tak, ta sama KNF, której szef w atmosferze skandalu stracił stanowisko i trafił do aresztu pod zarzutem korupcji.

Rząd, zamiast przeciąć wszelkie związane z tym wątpliwości i wyjaśnić do spodu wszystkie wątki afery, próbuje od niej uciec. Do aresztu trafili poprzedni szefowie KNF i ważni jej urzędnicy z czasów rządów PO-PSL. Zarzut: brak odpowiedniego nadzoru nad SKOK-ami, który to nadzór Prawo i Sprawiedliwość ze wszystkich sił blokował. Opozycja oczywiście od razu nazywa to zemstą polityczną i próbą przykrycia odpowiedzialności PiS za to co dzieje się w Komisji Nadzoru Finansowego. Spirala się nakręca. Wszystko to dotyka bardzo wrażliwego sektora gospodarki.

Pieniądze lubią ciszę i spokój. Afera wokół instytucji, która ma gwarantować ich bezpieczeństwo, musi odbijać się negatywnie na zaufaniu obywateli do inwestowania w systemach tworzonych przez to państwo. Rząd zdaje się w ogóle o tym nie myśleć. Jak w tej atmosferze przekonać Polaków do PPK? Może być trudno.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL