fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojciech Romański: Los pionierów, czyli chałupnicza rewolucja

Bloomberg
Samochód elektryczny to w sumie fajna sprawa. Cichy, ekologiczny, doskonale przyspiesza i... przynajmniej na razie na naszym rodzimym gruncie pozwala się kręcić ledwie wkoło komina.

Głównym stresem jego użytkownika, zmuszającym go bardziej do wyrzeczeń niż czerpania radości z jazdy, jest kwestia zasięgu, ściśle powiązana z dostępnością stacji ładowania. I nie mówię tu o jakichś dalszych wyjazdach, bo te wymagają od właściciela karkołomnego planowania i nie zawsze kończą się sukcesem. Czasem nawet konieczność załatwienia kilku spraw w obrębie jednej aglomeracji może być problematyczna, bo słupków do ładowania jest mało, często są zajęte, a czasem nie działają. A wyładowanie baterii oznacza tylko jedno – powrót na lawecie.

Taka sytuacja po części bierze się stąd, że hasło rozwoju elektromobilności w Polsce od początku kojarzyło się z dumnie brzmiącym milionem elektryków na ulicach, a nie co najmniej kilkoma tysiącami stacji ładowania, których dostępność byłaby też jednym z elementów wspomagających wybory potencjalnych właścicieli. Podobnie wygląda uruchomiony właśnie projekt wypożyczanych na minuty elektryków we Wrocławi...

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA