fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Przyszłość rynku prawnego to outsourcing obsługi prawnej

materiały prasowe
Agnieszka Tałasiewicz partner zarządzający Kancelarią EY Law

Gdy słyszy pani mecenas hasło nowoczesna kancelaria, to o jakim podmiocie myśli?

Nowoczesna kancelaria to taka, która jest w stanie doradzać nie tylko w abstrakcyjnych tematach prawnych, ale szeroko wejść w tematy biznesowe i zrozumieć, co klient chce osiągnąć. W tej mierze w branży prawniczej zmieniło się przez ostatnie kilkanaście lat wiele.

Natomiast dzięki technologii wiele zmieniło się również w dostępie do wiedzy. W czasach, w których ja zaczynałam – a więc 20 lat temu – sukcesem było posiadać wszystkie dzienniki ustaw, by wiedzieć, jakie przepisy obowiązują. Dzisiaj na wyciągnięcie ręki mamy nie tylko przepisy, ale każdy użytkownik prawa może wiele rzeczy samodzielnie zidentyfikować.

Wspomniała pani mecenas, że nowoczesny prawnik to taki, który rozumie biznes. Dużo jest takich prawników, którzy wiedzą, jak funkcjonują przedsiębiorstwa, i dzięki temu mogą też szybciej wytypować zagrożenia?

Takich prawników jest coraz więcej. Zaszła duża zmiana pokoleniowa. Mamy osoby, które z jednej strony łączą wykształcenie prawnicze z wykształceniem w zakresie ekonomii, zarządzania. To bardzo poszerza horyzonty.

Wydaje mi się, że dziś najlepszy komplement, jaki prawnik może usłyszeć z ust klienta, to to, że rozumie jego biznes. Nasi mocodawcy nie potrzebują trudnej, hermetycznej, bardzo wyrafinowanej intelektualnie analizy na 30 stronach. Dzisiejszy klient, który jest z każdej strony torpedowany informacjami i sam pracuje pod presją czasu, potrzebuje bardzo praktycznej porady, która mu powie, czy może postąpić w określony sposób i jakie nieść będzie to konsekwencje. Znajomość rzymskich paremii, którymi można się oczywiście popisać w towarzystwie, czy dar krasomówstwa, nie robią wrażenia. Większe wrażenie zrobi to, że jest się w stanie usiąść do Excela i sprawnie przeliczyć rzeczy, o których rozmawia się z klientem od strony prawnej.

Studia prawnicze to więc dziś za mało, by osiągnąć sukces. Młodzi powinni szkolić się na dwóch kierunkach?

Jeżeli są w stanie bez szkody dla jakości studiów prawniczych, tych podstawowych, uczyć się ekonomii czy zarządzania, to jak najbardziej. Karierę trzeba dopasowywać do swoich możliwości. Trzeba mieć także plan na siebie. To też jest znak czasu. Trzeba być maksymalnie elastycznym i reagować. Doświadczamy dziś bardzo szybkich zmian, przede wszystkim technologicznych. Nie wiemy, czy za pięć lat sztuczna inteligencja nie zastąpi 90 proc. pracy prawnika. Należy się ciągle rozglądać, obserwować tendencje na rynku.

Gdy wchodziła pani do zawodu prawnika, była to profesja, gdzie dominowali mężczyźni. A dziś?

Mamy równouprawnienie. Jest bardzo dużo kobiet prawniczek, bardzo aktywnych i funkcjonujących na rynku. Są też takie, które kierują kancelariami, czy znajdujące się w gronie wspólników. Jesteśmy trochę w awangardzie polskiego rynku jako grupa zawodowa, gdzie kompetencje kobiet są doceniane.

Dobrze sobie radzimy w zawodach prawniczych, bo płeć piękna elastycznie podchodzi do różnych zagadnień i myśli praktycznie. To pewnie troszeczkę dzięki elementowi kobiecej natury, żeby nie dywagować, ale sprawić, żeby się coś zadziało.

Ale system awansowania na tym najwyższym poziomie już tak świetnie, jeśli chodzi o kobiety prawniczki, nie wygląda. Na czele kancelarii wciąż mało pań.

To prawda, że takie sytuacje są wyjątkowe.

Dlaczego?

Pewnie dlatego, że kobiety w pewnych momencie muszą zwolnić ze względu na macierzyństwo. Ja sama mam czwórkę dzieci

Ale pani nie zwolniła..

Ale miałam wewnętrzne poczucie, że ze względu na macierzyństwo nie miałam wypracowanych tylu godzin na projektach, co moi koledzy równolatkowie. Natomiast jestem przykładem na to, że w rozsądnej, otwartej na kobiety organizacji tego szklanego sufitu nie ma. Zostałam partnerem w trakcie drugiego urlopu macierzyńskiego, mając wokół siebie mężczyzn, którzy mogli być promowani na to stanowisko.

Kompetencje są ważniejsze od płci.

Tak bym to ujęła.

Kompetencja, czyli m.in.wiedza. Wybierając zawód prawnika, decydujemy się na to, że będziemy uczyć się przez całe życie. Przepisy zmieniają się w zawrotnym tempie. Uchwalane są nowelizacje do nowelizacji, które jeszcze nie weszły w życie. Cytując klasyka, „jak żyć"?

Rzeczywiście dzieje się dużo. Ciągle zmieniające się przepisy sprawiają, że dzisiaj większą umiejętnością jest szukanie informacji, kojarzenie tych informacji, łączenie ich i formułowanie konkluzji niż po prostu znajomość przepisów. Prawnik musi umieć zapanować na tą falą zmian, wiedzieć, co znaczą, jak wpłyną na biznes.

Z drugiej strony, jeżeli mamy bardzo uregulowany rynek, mamy dużo ustaw, wymagań prawnych, to biznes zaczyna widzieć potrzebę zajęcia się tematami prawnymi. Zaczyna bardziej niż zwykle korzystać z prawników, potem zarządzający przedsiębiorstwami uświadamiają sobie, że to jest dość drogie, w związku z tym zaczynają budować swoje działy prawne. Następnie – kiedy się im te działały rozrastają – znowu doskwierać zaczyna aspekt finansowy.

I znowu zaczyna się powierzać funkcje prawnicze na zewnątrz organizacji?

Tak właśnie się dzieje. To są naturalne cykle. Taką tendencję dostrzegamy już dziś na Zachodzie, gdzie odchodzi się od budowania silnych działów prawnych w przedsiębiorstwach i stawia się na outsourcing usług prawnych, w czym pomaga technologia. Co więcej, najciekawsze jest dziś to, że dzięki technologii mamy np. platformy do zautomatyzowanej analizy dokumentów, dzięki którym duże procesy mogą być obsłużone znacznie efektywniej.

A w jaki sposób państwa firma używa sztucznej inteligencji w pracy?

EY kilka miesięcy temu nabył firmę, która zajmuje się tego typu procesami. Oferowane przez nią rozwiązania technologiczne pozwolą nam na sprawniejsze obsługiwanie procesów związanych choćby z brexitem, który spowoduje konieczność analizy i zmiany wielu klauzul umownych. Zrobienie tego ręcznie byłoby bardzo uciążliwe.

Wspomniała pani mecenas, że to, czy biznes potrzebuje prawników, jest zależne od tego, jak uregulowany jest rynek. Jak na tym tle wypada Polska?

Regulacji do wdrożenia jest faktycznie dużo. Wiele z nich jednak jest neutralne biznesowo. To znaczy wymaga od firmy dostosowania się do zmian, nie prowadzi jednak do tego, że firmy lepiej funkcjonują czy więcej zarabiają. I tak poprzedni rok upłynął nam pod znakiem RODO. Ta regulacja była mocno uciążliwa dla biznesu, wdrożenie jej wymagało dużo czasu i pieniędzy. Zysk dla firm był zerowy.

Domyślam się, że takie przykłady można mnożyć? Nowelizacja ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych również wymagać będzie ustalenia w firmach reguł compliance. Co ma zrobić przedsiębiorca, żeby zminimalizować ryzyko w tym obszarze?

Oczywiście musi zapewnić dochowanie należytej staranności w nadzorze lub wyborze pracowników. Musi zapewnić takie funkcjonowanie firmie, by maksymalnie zminimalizować możliwość popełnienia przestępstwa. Wprowadzić procedury rekrutowania, szkolenia, zarządzania sytuacjami kryzysowymi. Już dziś na rynku są branże mocno regulowane, jak rynek finansowy czy farmaceutyczny, gdzie zatrudniany jest compliance officer. Jeśli ustawa o podmiotach zbiorowych wejdzie w życie, zainteresowanie tym zawodem będzie większe. Przedsiębiorcy będą chcieli mieć przy sobie osoby, które czuwać będą nad przestrzeganiem procedur. Mam tylko jedną obawę w tym kontekście – zajmuję się podatkami od lat i miałam do czynienia z sytuacjami badania dobrej wiary czy zachowania należytej staranności przez podmioty zajmujące się obrotem i rozliczające VAT – boję się, że dobrze skonstruowane procedury będą odbierane jako dowód na to, że ktoś ma coś do ukrycia.

Ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych spowoduje to, że firmy będą częściej zlecać audyty firmom zewnętrznym?

Akt ten może mieć istotny wpływ na rynek doradczy i rynek pracy. Po pierwsze, na pewno pojawi się na początku potrzeba ułożenia mechanizmów wewnętrznych w firmach. Zajmą się tym zapewne zewnętrzni wyspecjalizowani doradcy. Po drugie, pojawi się potrzeba zatrudnienia kogoś na stanowisku compliance officera. Po trzecie, pewnie pojawią się audyty i być może ponowią się też postępowania sporne, jeżeli okaże się, że komuś został postawiony zarzut, że nie osiągnął zgodności.

A co ciekawego czeka przedsiębiorców w przyszłym roku, jeśli chodzi o podatki? Na co trzeba zwrócić szczególną uwagę, żeby później nie płakać?

Niestety, wciąż pozostanę w nastroju „compliance'owym". Mamy bowiem kolejny wymóg Mandatory Disclosure Rules – MDR w skrócie.

Co to jest?

To schemat informowania o wszelkich działaniach, które mają przełożenie na wysokość płaconych podatków. Wszelkie działania, które podejmujemy czy tylko planujemy, które mogą wpłynąć na rozliczenia podatkowe – przy spełnieniu pewnych wymogów – mają być raportowane. To raportowanie bardzo często będzie obciążało prawników bądź doradców podatkowych, ale czasami – jeśli do takich spraw nie jest zaangażowana dedykowana osoba – będzie obciążało sam biznes. MDR to znowu konieczność przygotowania pewnych procedur, pewnego myślenia o tym, jak raportować i kiedy raportować.

Czyli cały czas trwa dokręcanie śruby przedsiębiorcom?

Tak rzeczywiście jest, ale to nie tylko domena Polski. Większość tematów, o których dzisiaj rozmawiamy, to tematy, które wynikają też z trendu globalnego czy też trendu ogólnoeuropejskiego. Kolejny znak czasów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA