fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Transformacja za 400 mld zł bez najtańszych źródeł

Adobe Stock
Dywersyfikacja polskiego miksu energetycznego zakłada uruchomienie elektrowni jądrowej i farm na Bałtyku. Eliminuje jednak wiatraki na lądzie – najtańszą dziś technologię OZE.

– Skumulowane nakłady inwestycyjne, jeśli spełnimy wszystkie założenia transformacji, będą kształtować się na poziomie ok. 400 mld zł – powiedział minister energii Krzysztof Tchórzewski prezentując założenia do „Polityki energetycznej Polski do 2040 r." (PEP2040), która do połowy stycznia ma być konsultowana.

Jeszcze przez kilkanaście lat energetyka węglowa będzie stanowiła podstawę naszej struktury wytwarzania. Jednak jej udział w finalnym zużyciu spadnie z obecnych 78 proc. do ok. 62 proc. w 2030 r., a dziesięć lat później – do ok. 32 proc. Jak tłumaczył Tchórzewski, będzie tak, jeśli PGE nie zdecyduje się na nową odkrywkę Złoczew, zlokalizowaną 50 kilometrów od Elektrowni Bełchatów.

Zmniejszenie emisyjności naszej gospodarki ma zapewnić energetyka jądrowa. Pierwszy prąd z atomu popłynie ok. 2033 r. W tej perspektywie zostanie uruchomione 1–1,5 GW takich mocy. Docelowo ME chce mieć sześć bloków o łącznej mocy 6–9 GW.

– W wyborze opcji modernizacji i dywersyfikacji miksu jest za dużo polityki, a za mało ekonomii – ocenia Joanna Maćkowiak-Pandera, prezes Forum Energii. Na 9 GW mocy atomowych potrzeba blisko 200 mld zł. – To nie są pieniądze, które zostaną w kraju. W tym kontekście zapowiedź całkowitej rezygnacji z energetyki wiatrowej w perspektywie dziesięciu lat nie jest zrozumiała. Bo jest to obecnie najtańszy sposób produkcji energii i koszty maleją. Ostatnie aukcje pokazały, że 1 MWh można wyprodukować za mniej niż 200 zł/MWh – argumentuje szefowa FE. Na rosnącą opłacalność zielonej energii – wskazując na wyniki tegorocznej aukcji – zwróciła też uwagę Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii w piątkowym wywiadzie dla TOK FM. Przekonywała, że rząd jest na „dobrym kursie", by zwiększać udział OZE.

Ich przyrost dokona się jednak głównie za sprawą wiatraków morskich. ME zakłada, że pierwsze takie moce pojawią się ok. 2026 r. W 2040 r. będzie zaś 10,3 GW zainstalowanych w turbinach na Bałtyku. Dwukrotnie więcej (20,2 GW) ma być fotowoltaiki. W projekcie PEP2040 jest natomiast spadek mocy w wiatrakach na lądzie. Choć przez kilka lat widać jeszcze jej przyrost, do 7 GW w 2025 r. (z obecnych ok. 5,87 GW), to w 2040 będzie już tylko 800 MW. Jak tłumaczył Tchórzewski, to efekt m.in. przedwyborczych zobowiązań politycznych. ME nie zamierza usuwać obostrzeń lokalizacyjnych dla farm, więc kręcące się dziś wiatraki zostaną po prostu zezłomowane, a na ich miejsce nie będzie można postawić nowych. – Niedobrze, gdybyśmy nawet nie mogli wykorzystać istniejącej infrastruktury sieciowej, by zbudować bardziej efektywne wiatraki w miejscu starych – dodaje szefowa FE. Jak szacuje Aleksander Śniegocki z WiseEuropa, prognozowany miks wskazuje, że pod koniec lat 30. udział energii produkowanej z węgla spada do 23 proc. (bez elektrociepłowni).

– Do całkowitego odejścia od czarnego paliwa wystarczy, by rząd nie blokował inwestycji w energetykę wiatrową na lądzie i wywiązał się ze swoich deklaracji dotyczących rozwoju innych zeroemisyjnych źródeł. Będzie temu zresztą sprzyjać perspektywa dalszego wzrostu cen uprawnień do emisji CO2 – argumentuje Śniegocki. Jego zdaniem przedstawiony projekt zakłada wolniejszy przyrost mocy odnawialnych niż w całej UE. W 2030 r. mamy mieć 21 proc. zielonej energii w finalnym zużyciu, a w 2040 r. – 32,7 proc.

Gaz będzie w systemie pełnił tylko rolę regulacyjną. – Myślimy o gazie jako o źródle przejściowym. Bo podobnie jak węgiel jest to kopalina, która choć jest lepsza dla środowiska, to jej zasoby także się wyczerpują – zauważył Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. W samych elektrowniach tego typu ma być zainstalowane 9,7 GW (bez elektrociepłowni).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA