fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Volkswagen nie chce płacić w Europie

Bloomberg
Każdy Amerykanin, który kupił auto Grupy Volkswagen z zamontowaną aplikacją umożliwiającą manipulację składem spalin, dostanie od producenta 1000 dolarów zadośćuczynienia. Ale w Europie Niemcy nie zamierzają nic płacić.

Mała jest szansa, aby rzeczywiście VW mógł tak postąpić. Jako pierwsi zbuntowali się Brytyjczycy i Polacy, którzy zgłaszają się do udziału w akcji „pozywamy-zbiorowo" prowadzonych przez jedną z kancelarii prawnych.

VW broni się tłumacząc, że Amerykanie zostali skuszeni zapewnieniami, że kupują „czystego diesla", chociaż w rzeczywistości czysty nie był. A w Europie i tak połowa sprzedanych aut, to pojazdy z silnikami wysokoprężnymi, nie mówiąc o tym, że takie auto jest tańsze w eksploatacji, ponieważ paliwo - olej napędowy - jest tańszy od benzyny. Więc korzyści były oczywiste – argumentuje koncern. Prawda jest jednak taka, że amerykańskie władze są surowe dla niemieckiego koncernu, a sama akcja w USA jest znacznie tańsza, bo VW sprzedał tam niespełna pół miliona aut z aplikacją. W Europie jeździ dzisiaj 8,5 mln aut z 11 mln, co do których VW przyznał, że zamontowane zostały w nich aplikacje zaniżające zawartość tlenku azotu (NOX) w spalinach.

Z tysiąca dolarów przeznaczonych dla każdego posiadacza auta VW z aplikacją 500 dol. zostanie wypłaconych w gotówce przelanej na kartę Visa, pozostałe 500, to voucher na kupno nowego auta, bądź akcesoriów wart przez rok. Może także zostać wydany na opłacenie 24-godzinnej pomocy drogowej.

— Powiedzenie, że w Europie nie wypłacamy odszkodowań, to niewłaściwa droga załatwienia sprawy — mówi „Rzeczpospolitej" mecenas Maciej Bronicki z Kancelarii Prawnej Dauerman. Jego zdaniem każdy właściciel auta z zamontowaną aplikacją wie, że nawet po akcji przywoławczej wartość odsprzedażna tego auta zmaleje.

W Polsce, jak podał Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który także zajmuje się sprawą Volkswagena, zarejestrowanych jest ok. 160 takich pojazdów: skód, volkswagenów, seatów i audi. Kancelaria jest organizatorem akcji „pozywamy-zbiorowo", skierowanej do posiadaczy takich pojazdów. Zdaniem mec. Bronickiego samo otrzymanie od Grupy VW pisma z informacją, że jest ono zakwalifikowane do akcji przywoławczej, jest przyznaniem się przez koncern, że sprzedał auto niepełnowartościowe. Do „pozywamy-zbiorowo" zgłosiło się już ok. 700 właścicieli aut. Dwie trzecie z nich to firmy, a auta najczęściej zaliczają się do wyższego segmentu rynku i kosztują ponad 100 tys. złotych.

Brytyjczycy też chcą być traktowani tak samo, jak Amerykanie. BEUC, grupa zajmująca się ochroną brytyjskich konsumentów uważa, że to najmniej, co może zrobić VW w tej sytuacji. Monique Goyens, dyrektor generalna BEUC nie ukrywała w rozmowie z „Rzeczpospolitą", że brytyjscy właściciele aut Grupy VW z feralną aplikacją czują się niedoinformowani.

- Jest dla nas nie do zaakceptowania, że VW traktuje Europejczyków, jako obywateli drugiej kategorii — mówiła szefowa BEUC. Tak samo, jak polscy właściciele „podkręconych" aut VW, Brytyjczycy są gotowi iść do sądu z niemieckim koncernem. — A to będzie dla producenta już bardzo kosztowne — mówi Monique Goyens.

Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA