fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Branża targowa policzyła straty i liczy na wsparcie

Branża targowa apeluje o 1,5 mld zł wsparcia w formie voucherów targowo-konferencyjnych i pomocy płynnościowej
materiały prasowe
Co trzecia firma działająca w branży targowej zanotowała spadek obrotów rzędu 90 proc. – wynika z analizy przeprowadzonej na zlecenie Polskiej Izby Przemysłu Targowego (PIPT).

Partnerem materiału jest Grupa MTP

Po raz pierwszy w historii izba gospodarcza przedsiębiorców branży targowej przeprowadziła badania zakrojone na tak szeroką skalę, przyglądając się sytuacji 45,5 tys. polskich przedsiębiorstw. Wyniki tych badań są porażające – komentują przedstawiciele PIPT.

– Dopiero teraz widzimy czarno na białym, jak duże straty poniosły firmy z tego sektora gospodarki – mówi Tomasz Kobierski, prezes Rady PIPT i prezes Grupy MTP. – Dotychczas operowaliśmy szacunkami, dziś dysponujemy liczbami, które mają swoje konsekwencje w redukcji etatów, zawieszeniu i zamknięciu działalności wielu przedsiębiorstw oraz rosnących długach.

Utrzymać się na powierzchni

Kiedy w marcu rząd ogłosił lockdown, życie targowe zamarło. Już wcześniej organizatorzy targów przekładali zaplanowane na wiosnę imprezy. Nikt nie wiedział, jaki termin jest bezpieczny – jeszcze wiosenny czy już jesienny. Kiedy po trzech miesiącach rząd odmroził branżę targową, wcale nie było jej łatwo stanąć na nogi. Nie da się z dnia na dzień zorganizować dużej imprezy. Te, które się odbywają, są mniejsze niż w latach ubiegłych.

Nic więc dziwnego że branża targowa cały czas ponosi straty. Polska Izba Przemysłu Targowego w sierpniu i wrześniu przeprowadziła zakrojone na szeroką skalę badanie wśród firm działających w branży targowej – począwszy od agencji reklamowych, poprzez firmy zabudowujące stoiska, aż po organizatorów targów. Ponad 38 proc. ankietowanych firm zadeklarowało zmniejszenie swoich obrotów powyżej 90 proc. (styczeń–lipiec 2020 r. w stosunku do tych samych okresów w latach 2018–2019). Jeśli wyodrębnić z tego firmy utrzymujące się wyłącznie z organizacji targów, wystaw i kongresów, 90-proc. spadek przychodów odnotowało niemal 60 proc. respondentów.

– Po raz pierwszy otrzymaliśmy rzetelne dane określające wielkość naszej branży. W kontekście obecnej sytuacji są one porażające. Dają nam obraz tego, w jak trudnej sytuacji znalazło się bardzo wiele przedsiębiorstw w 100 proc. uzależnionych od rynku targowego – komentuje Krzysztof Szofer, prezes firmy Abyss zajmującej się zabudową stoisk.

W obliczu takich problemów firmy zaczęły zwalniać. O ile w latach 2018–2019 zatrudniały średnio 9,1 pracownika na etatach i kontraktach oraz 19,5 na umowach cywilnoprawnych, o tyle pod koniec czerwca 2020 r. te liczby zmalały odpowiednio do 6,2 i 3,3 pracownika. Pracę straciło ok. 60 tys. osób i nic nie zapowiada, by był to koniec zwolnień.

– Z raportu wynika, że ponad 70 proc. firm reprezentujących polski rynek targowy stanowią małe przedsiębiorstwa, w których pracują niekiedy całe rodziny. Brak sektorowej pomocy dla takich przedsiębiorstw oznacza zagładę rodzinnych firm ryzykujących najczęściej całym swoim majątkiem – dodaje Krzysztof Szofer.

Z tarczą czy na tarczy?

Na pomoc branża targowa cały czas czeka. Choć 86 proc. ankietowanych firm skorzystało z dostępnej pomocy rządowej w ramach tarczy, to wsparcie nadal nie jest wystarczające.

– Cały czas potrzebujemy rozwiązań sektorowych: zwolnienia ze składek ZUS od września tego roku do końca marca 2021 r., wydłużenia maksymalnego łącznego okresu korzystania z dofinansowań wynagrodzeń pracowników z trzech do dziewięciu miesięcy, a ponadto wsparcia finansowego – mówi Tomasz Kobierski. – Branża turystyczna prosiła o 3,5 mld zł wsparcia i otrzymała je, m.in. w formie bonów turystycznych. Branża targowa apeluje o 1,5 mld w formie voucherów targowo-konferencyjnych, które można by wykorzystać w ciągu trzech lat, i pomocy płynnościowej. To nie jest pomoc tylko dla branży, to są pieniądze na ożywienie całej gospodarki, ponieważ targi to instrument, który pozwoli wielu firmom wrócić na właściwe tory – podkreśla.

Zysk z targów nie trafia bowiem tylko do firm opisanych w raporcie PIPT. – Mam wrażenie, że targi są wciąż niedocenionym nośnikiem rozwoju gospodarczego. Organizacja targów, kongresów i konferencji jest bowiem nierozerwalnie związana z całym krajowym, regionalnym i lokalnym systemem społeczno-gospodarczym – przekonuje Paweł Orłowski, wiceprezes Międzynarodowych Targów Gdańskich.

Na targach korzystają np. branże hotelarska, gastronomiczna, rozrywkowa, transportowa. – Jedno średniej wielkości międzynarodowe wydarzenie targowe przeznaczone dla biznesu przy liczbie 5–6 tys. odwiedzających generuje dodatkowe przychody na poziomie ponad 5 mln zł tylko dla branży hotelowej, gastronomicznej oraz przewoźników lotniczych. Targi to także upowszechnianie nowych technologii i koncepcji biznesowych, które przenikają do świata gospodarczego – dodaje Paweł Orłowski. Wyliczono, że 1 zł zostawiony na targach to 6 zł zysku dla miasta.

Na razie czas przestoju spowodował w branży straty rzędu 1 mld zł. Przed pandemią jej obroty szacowano na 4,9 mld zł rocznie, a wpływy do budżetu państwa z VAT na 0,5 mld zł. Wiele ośrodków targowych miało ambitne plany na jesień – musiało jednak z nich zrezygnować. Mimo iż targi są bezpieczne, a ich organizatorzy spełniają wszystkie wymagania sanitarne, wystawców i zwiedzających jest zdecydowanie mniej niż w latach ubiegłych.

– Polska branża targowa miała zawsze silną pozycję w Europie. Nie mieliśmy sobie równych, jeśli chodzi o zabudowę stoisk – przekonuje Tomasz Kobierski. – Jeśli pozwolimy sobie na utratę tej ciężko wypracowanej pozycji, potencjału i kadry fachowców, co niewątpliwie nastąpi bez systemowego wsparcia, możemy już nigdy jej nie odbudować.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA