fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Jak politycy chcą wspierać rozwój biznesu

Adobe Stock
Gospodarka kręci się dzięki prywatnym przedsiębiorcom – tu partie są zgodne. Ale konkretne propozycje, jak przyspieszyć ich rozwój, są skrajnie różne.

Przedsiębiorcy i eksperci oczekiwaliby od nowego rządu m.in. inteligentnego systemu wsparcia inwestycji prywatnych – wynika z minisondy „Rzeczpospolitej", o czym pisaliśmy na naszych łamach w poniedziałek. Dziś sprawdzamy, co partie mają do zaoferowania biznesowi w toczącej się kampanii wyborczej.

Najbardziej konkretną propozycję w tym zakresie ma chyba Koalicja Obywatelska. Chodzi o pomysł zmian w systemie podatku CIT, tak by podatek można było zapłacić dopiero przy wypłacie dywidendy udziałowcom. Dopóki zaś zysk zostawałby w firmie i był przeznaczany na inwestycje, podatku by nie było.

Pomysł KO odnosi się do rozwiązań zastosowanych w Estonii, a w Polsce promuje go m.in. Fundacja Pomyśl o Przyszłości. Wedle jej wyliczeń tzw. odroczony CIT (przy stawce 19 proc.) oznaczałby spadek dochodów budżetu o ok. 9,5 mld zł rocznie. O tyle więcej kapitału własnego, przeznaczanego na inwestycje, zostałoby w firmach działających w Polsce. Tym samym inwestowanie zaczęłoby się opłacać – przekonuje KO.

Do tego KO obiecuje zostawić więcej w kieszeniach przedsiębiorców, obniżając składki do ZUS płacone przez małe i średnie firmy (tj. niższy niż obecnie ryczałt w składkach), czy zmniejszając koszty pracy (poprzez obniżenie obciążeń podatkowo-składkowych nakładanych na wynagrodzenia).

Zupełnie inny pomysł na wzrost inwestycji prywatnych ma Prawo i Sprawiedliwość. Z jednej strony także proponuje obniżenie podatków i składek płaconych przez firmy. Chodzi np. o mały ZUS płacony od dochodów do wysokości 6 tys. zł, czy możliwość stosowania ryczałtu podatkowego od przychodów lub 9-proc. CIT przez większą liczbę podatników. Ale są to rozwiązania skierowane głównie do mikro- i małych firm. W sumie mają one skorzystać na tym ok. 3–4 mld zł rocznie.

Jednak największym bodźcem do wzrostu inwestycji ma być... skokowa podwyżka minimalnego wynagrodzenia (do 4 tys. w 2023 r.). Jak analizują eksperci PiS, firmy mają odłożone na kontach bardzo duże oszczędności, więc nie jest konieczne zwiększanie ich kapitału. Konieczny jest za to bodziec do odejścia od filozofii rozwoju opartej na taniej pracy, do rozwoju opartego na zwiększaniu efektywności, wydajności, innowacyjności, automatyzcji itp.

PiS w swoim programie uważa też, że do większych inwestycji prywatnych zachęci również nowe prawo podatkowe (odrębna ustawa dotycząca opodatkowania wynagrodzeń, odrębna dla uproszczonej działalności gospodarczej oraz odrębna ustawa o zyskach kapitałowych), czy fundusz w wysokości 1,1 mld zł na bezpośrednie wsparcie inwestorów. Zaś na wsparcie najbardziej prężnych innowatorów, czyli startupów, do 2023 r. trafić ma w sumie 4 mld zł (z czego 2,5 mld zł to środki PFR, a środki prywatne – 1,5 mld zł).

Innowatorów chce też wspierać Lewica. W ramach programu „Kopernik" państwo ma przejmować połowę ryzyka w inwestycjach innowacyjnych. Lewica chce przeznaczać na to 3,5 mld zł rocznie. Dodatkowo partia obiecuje obniżenie składek do ZUS (na ok. 4 mld zł rocznie) dla firm czy wzrost wydatków na badania i rozwój do 2 proc. PKB.

PSL uważa, że najlepszym sposobem na wzrost gospodarki jest pozostawienie firmom więcej pieniędzy na rozwój. Chce więc wprowadzić dobrowolność w składkach do ZUS czy nowy sposób finansowania wynagrodzeń dla pracowników w czasie choroby. Dziś ten obowiązek spoczywa na pracodawcy (przez pierwszy miesiąc), PSL chce, by za chorobowe płacił ZUS.

Za to Konfederacja Wolność i Niepodległość chce przedsiębiorcom dać jak najwięcej wolności. Proponuje więc przygotowanie nowej „ordynacji gospodarczej" na wzór tzw. ustawy Wilczka, zniesienie kar za handel uliczny czy zwiększenie limitów dla działalności nierejestrowanej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA