fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Ochrona przegrywa z rosnącymi płacami

123RF
Branża security niedawno masowo zwalniała pracowników, teraz ich szuka. Bezskutecznie.

– Jest dramat. Branża ochrony gorączkowo poszukuje pracowników. Spółkom pilnującym osiedli, placów budów i obiektów publicznych podlegających obowiązkowej ochronie brakuje na dziś 15–20 tys. ludzi – narzeka Sławomir Wagner, prezes Polskiej Izby Ochrony.

Najtrudniej uzupełnić szeregi kwalifikowanych pracowników z uprawnieniami do konwojowania gotówki i posługiwania się bronią. To elita wśród strażników, niestety, zdobycie kwalifikacji stało się ostatnio trudniejsze.

Ale największy odpływ następuje w ostatnich miesiącach wśród szeregowych pracowników ochrony fizycznej. – Masowo uciekają do branż, które lepiej płacą, a trzeba niestety stwierdzić, że niemal cała outsourcingowa konkurencja sektora security radykalnie poprawiła płacową ofertę – przyznaje Beniamin Krasicki prezes szybko rosnącej się w ostatnich latach firmy City Security.

Sektor security wart 7,8 mld zł rocznie, zatrudniający wciąż 250-tysięczną armię ludzi, w ostatnich latach podlegał ostrym, ekonomicznym turbulencjom. Urzędowo aplikowany wzrost kosztów pracy spowodowany reformami – ozusowaniem umów, wzrostem płacy minimalnej i stawek godzinowych wprowadzanych arbitralnymi regulacjami wymusił w latach 2015–2016 zwolnienie ok. 50 tys. pracowników branży ochrony. W tym okresie całymi miesiącami w żmudnych negocjacjach firmy układały się z klientami, którzy z trudem akceptowali wyższe rachunki za pilnowanie mieszkań i bezpieczeństwo firm, proponując zmniejszenie liczby strażników i zastąpienie fizycznej ochrony monitoringiem i dozorem elektronicznym.

Brakuje pracowników

Teraz sektor ochrony i sami usługobiorcy zrozumieli, że ludzie nadzorujący kamery i systemy kontroli dostępu są jednak nieodzowni. Tyle że w otoczeniu ekonomicznym nastąpiła zasadnicza zmiana sytuacji: znów mamy rynek pracownika. A na nim branża, która zawsze, zwłaszcza w okresie załamania koniunktury, pełniła rolę bufora zatrudniającego niżej kwalifikowanych pracowników, z kretesem przegrywa.

Dlaczego? Dla szefa giełdowego Impelu Grzegorza Dzika przyczyna jest oczywista. – To właśnie w segmencie ochrony od lat utrzymywały się największe zapóźnienia płacowe. Skutkiem są niskie zarobki, zachwiany prestiż zawodu, co nie zachęca ludzi do wiązania się z branżą. Dlatego mamy rosnące kłopoty z naborem kandydatów, nie ma zainteresowania branżowymi szkoleniami, wykwalifikowani pracownicy odchodzą do lepiej płatnych segmentów usług. Ostatnio bardziej atrakcyjna od ochrony okazuje się nawet praca „na kasie" w wielkopowierzchniowym handlu. Metody przejmowania i podkradania pracowników stały się agresywne. We Wrocławiu firmy z innych branż płacą swoim pracownikom kilkusetzłotowe gratyfikacje za zwerbowanie nowych fachowców – ilustruje prezes Impelu.

Gaże pod presją

Osłabiającą sektor security rozkręcającą się spiralę oczekiwań płacowych prezes Dzik obserwuje już kolejny rok. W ciągu ostatnich 12 miesięcy stawki w usługach wzrosły o 34 procent. – Nie pamiętam, czy kiedykolwiek wcześniej presja płacowa wzmagałaby się w w takim tempie – przyznaje szef Impelu. A i tak branża ochrony pozostaje w ogonie zmian.

Grzegorz Dzik jest przekonany, że wyrównanie poziomu wynagrodzeń branży security oraz innych rodzajów usług jest dziś koniecznością. – Myślę, że proces uzdrowienia relacji płacowych w ochronie nastąpi, ale chyba potrzebujemy na to więcej czasu, niż się spodziewaliśmy – ocenia szef jednej z największych firm usługowych w kraju.

Ta bezwładność w procesie dowartościowania wynagrodzeń w ochronie – zdaniem Dzika – wynika z różnicy w podejściu do spraw bezpieczeństwa w Polsce i np. krajach Zachodu. – My wciąż żyjemy w przekonaniu, że nic nam nie grozi. W państwach Zachodniej Europy społeczeństwa i instytucje już dawno, jeszcze przed falą zamachów terrorystycznych, zdały sobie sprawę, że zapewnienie realnej ochrony wspartej zaufaniem do dostawcy usług ma swoją cenę i musi kosztować – zauważa prezes Impelu.

Kolejne kosztowe schody w outsourcingu

Skok kosztów pracy spowodowany wzrostem płacy minimalnej i podniesieniem stawek godzinowych od początku tego roku nie spowodował tąpnięcia w ochronie. W branży zatrudniającej 250 tys. pracowników obawiano się powtórki sytuacji z 2016 roku, gdy operacja ozusowania umów-zleceń spowodowała rewizję kontraktów, wypowiadanie niekorzystnych umów i redukcje, które pozbawiły pracy tysiące ludzi. Kolejny próg płacowy już wkrótce: w tym tygodniu rząd przesądził, że płaca minimalna w 2018 r. wzrośnie do 2100 zł, a stawka godzinowa do 13,7 zł.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA