fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Państwowe spółki chcą kusić polskością

Adobe Stock
Państwowe spółki chcą promować „Produkt polski" w pociągach, autobusach i na poczcie. Eksperci twierdzą jednak, że nie pochodzenie, ale jakość żywności przyciąga klientów.

Ruszyła zapowiadana z szumem wspólna akcja Krajowego Ośrodka Wspierania Rolnictwa i państwowych przewoźników – spółek z grup kolejowych, PKS i Poczty Polskiej. Państwowi gracze będą reklamować polską żywność oznaczoną logo „Produkt polski". Na konferencji podczas podpisania listu intencyjnego wiele słów padło na temat patriotyzmu gospodarczego, dużo mniej – o szczegółach akcji czy jej kosztach.

Reklamy w pociągach

– Po latach wstydzenia się tego, co polskie, przyszedł wreszcie czas na śmiałe demonstrowanie walorów naszej żywności – mówił Jan Ardanowski, minister rolnictwa, pod którego patronatem odbywa się akcja. Celem projektu jest skłonienie konsumentów do kupowania polskiej żywności. List intencyjny podpisali na konferencji w piątek szefowie spółek PKP SA, PKP PLK, Intercity, Wars, PKS Polonus, Poczty Polskiej oraz Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa.

Akcja ma polegać po prostu na reklamowaniu logo „Produkt polski" na darmowych powierzchniach reklamowych państwowych spółek. Wars dodatkowo ma informować o polskości składników dań.

– Kolej ma swoje własne przestrzenie reklamowe, w ramach komercyjnego działania ma odpowiednią część czasu na nośnikach do bezpłatnego wykorzystania na akcję „Produkt polski" i inne działania związane z patriotyzmem gospodarczym – powiedział „Rzeczpospolitej" Krzysztof Mamiński, prezes PKP SA.

Szefowie wszystkich spółek podkreślali entuzjazm, z jakim włączają się do akcji. – Poczta Polska (PP) w swej ponad 460-letniej historii niejednokronie dawała wyraz swojemu patriotycznemu duchowi – mówił Grzegorz Kurdziel, wiceprezes PP.

– Nowoczesna flota biało-czerwonych autokarów przewozi miliony pasażerów w ramach inicjatywy „Łączymy Polskę". Postanowiliśmy wykorzystać ten potencjał i przekazać wsparcie w promocji znaku – mówił Maciej Acedański, prezes Polonusa.

Samo logo „Produkt polski" zostało wprowadzone już trzy lata temu. By mogło ono trafić na opakowanie, żywność musi powstać z surowców z Polski. Importowane składniki mogą stanowić do jednej czwartej masy. Mięso musi pochodzić ze zwierząt, które w Polsce były hodowane, ale i tutaj przyszły na świat, co wyklucza spory import prosiąt z Danii.

Zdaniem Krajowego Ośrodka Wspierania Rolnictwa wartość logo ostatnio wzrosła, bo sieci handlowe zaczęły go wykorzystywać w swoich gazetkach promocyjnych i oznaczają nim swoje marki własne. Organizatorzy nie przedstawili jednak ani harmonogramu, ani budżetu akcji. Plan promocji nie był też konsultowany z branżą reklamową.

Ryzykowne dla eksportu

Tymczasem eksperci od strategii reklamowej przyznają, że choć promowanie polskiego pochodzenia żywności nie jest ryzykowne, to Polacy wybierają polską żywność ze względu na jej jakość, a nie by wspierać rodzimych producentów. Ta promocja jest też szalenie ryzykowna dla eksporterów. – To broń obosieczna – mówi Dariusz Kubuj, główny strateg firmy doradczej Kubuj Strategia. – Widzimy powrót retoryki narodowej w Europie, ale Polska produkuje mnóstwo żywności na eksport i w krajach ją kupujących etykieta o wyprodukowaniu w Polsce będzie jej przeszkadzać – mówi.

Polska jeszcze kilka lat temu oskarżała innych o utrudnienia handlu, gdy takie akcje prowadzili Czesi czy Brytyjczycy. A w tym roku minister Ardanowski piętnował polskich przetwórców, że sprowadzili część mleka zza granicy.

– Filozofia Kalego w biznesie niespecjalnie się sprawdza, bo negatywne ustosunkowanie się do produktów z importu innych krajów odbija się na opinii publicznej w tych krajach, np. Niemcy mocno zareagowali na krytykowanie w Polsce importu mleka – zauważa Andrzej Gantner, dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA