fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Zużywać mniej, za to wydajnie

Poprawa efektywności energetycznej to najszybszy sposób na pożegnanie węgla
Xato/shutterstock
Proces transformacji energetycznej nie oznacza wyłącznie wymiany starych instalacji na odnawialne źródła energii. To również poszukiwanie oszczędności, do których kluczem jest efektywność energetyczna.

Kolejny krok został zrobiony: w środę Komisja Europejska przedstawiła swoją strategię dla energetyki na nadchodzące lata. Choć na szczegóły – w tym m.in. konkretne projekty legislacyjne – trzeba będzie poczekać do przyszłego roku, to znamy już filary strategii, które ilustrują filozofię zmian stojącą za strategią. Poza elektryfikacją końcowych użytkowników w systemach energetycznych oraz promocją użycia nowych paliw – jak wodór czy biopaliwa – fundamentem nowej strategii ma być efektywność energetyczna.

– Obecny model systemu energetycznego dopuszcza, by konsumpcja energii w transporcie, przemyśle, gazownictwie czy budownictwie była oparta na odrębnych łańcuchach wartości, przepisach, infrastrukturze, planowaniu i operacjach. To relikt przeszłości – wyliczał odpowiedzialny za politykę zielonego ładu wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans.

Zgodnie z planami Brukseli przyszłość sektora leży w integracji. – Oznacza to system zaplanowany i działający jako całość, łączący rozmaitych dostawców energii, infrastrukturę i konsumpcję. Taki połączony i elastyczny system będzie bardziej efektywny oraz pozwoli obniżyć jego koszty dla społeczeństwa – dodawał Timmermans. Jak można przypuszczać, taka zintegrowana struktura pozwoliłaby osiągnąć efekt synergii już na poziomie centralnego planowania, co w dobitny sposób ma ilustrować ideę efektywności energetycznej.

Europejskie ubóstwo

Biorąc pod uwagę teoretyczną definicję efektywności energetycznej – a zatem stosunek uzyskanych wyników, wyświadczonych usług czy wyprodukowanych towarów lub energii do wkładu energii – trudno się dziwić, że to właśnie efektywność energetyczna stała się fundamentem europejskiej integracji energetycznej. Trwonienie energii odbywa się przecież na każdym szczeblu systemu energetycznego: w odseparowanych „narodowych" systemach energetycznych niemało wyprodukowanej energii przepada ze względu np. na nieoczekiwane spadki zapotrzebowania czy przestarzałe instalacje. Stare sieci przesyłowe i dystrybucyjne „wytracają" znaczną część wyprodukowanej energii, na pewno większą niż te zmodernizowane. Wreszcie docelowi odbiorcy elektryczności czy ciepła – np. użytkownicy starych budynków – również mogliby zużywać mniej energii, uzyskując spore oszczędności.

Jeżeli przyjmiemy, że celem zielonego ładu jest możliwie szybka redukcja zużycia paliw kopalnych i emitowanych przy ich spalaniu gazów cieplarnianych – nie ma skuteczniejszego sposobu niż poprawa efektywności energetycznej. Już od kilkunastu lat taki pogląd lansuje choćby Międzynarodowa Agencja Energii, która szacuje, że w wyniku poprawy efektywności energetycznej budynków, produkcji przemysłowej czy branży transportowej mogłaby zmniejszyć globalne zapotrzebowanie na energię – a co za tym idzie, również emisje, choć w może nieco innych proporcjach – o jedną trzecią do 2050 r.

Co więcej, łatwiej w stosunkowo krótkim czasie, jaki pozostał nam na realizację ambitnych planów Brukseli, zmniejszać zapotrzebowanie, niż budować nową infrastrukturę OZE i wyłączać stare instalacje. Co nie oznacza, że np. dla polskiego systemu energetycznego szok byłby mniejszy – w końcu oszczędności oznaczają też mniejsze zapotrzebowanie na węgiel i pracę elektrowni. Ułatwiają też proces zastępowania konwencjonalnej energetyki OZE.

– Najważniejszą rzeczą jest dziś powstrzymanie marnowania energii. Efektywność energetyczna, w szczególności budynków mieszkalnych, to dzisiaj kluczowa kwestia – przekonywał w rozmowie z „Rzeczpospolitą" doradca europejskich rządów i Parlamentu Europejskiego Mycle Schneider. – Nie jest to zresztą wyłącznie problem Polski. Niemcy pompują wszystkie środki w OZE, Francja to katastrofa: co piąty francuski dom kwalifikuje się do kategorii „ubóstwo energetyczne". Francuskie gospodarstwa domowe systematycznie bankrutują, a jak reaguje rząd w Paryżu? Tworzy tarif de premiere nécessité (TPN), czyli tnie taryfę dla gospodarstw o połowę. Potem uświadamia sobie, że to za mało, więc tnie o 60 proc. Tymczasem, gdyby te pieniądze zainwestowano w efektywność energetyczną, byłoby to rozwiązywaniem problemu, a nie leczeniem objawów – dowodził.

Za peletonem

Unijna polityka energetyczna zakłada, że już w bieżącym roku zmniejszenie zużycia energii pierwotnej ma sięgnąć 20 proc. w stosunku do prognoz z 2007 r. Nasz kraj pod tym względem pozostaje z tyłu. – Polski wkład w realizację celu oznacza osiągnięcie w latach 2010–2020 ograniczenia zużycia energii pierwotnej o 13,6 Mtoe (megatona oleju ekwiwalentnego – przyp. red.), co w odniesieniu do wartości prognozy na 2020 r. z 2007 r. oznacza zmniejszenie zużycia energii pierwotnej o 12,4 proc. – czytamy w zaktualizowanym projekcie Polityki energetycznej Polski do 2040 r. (PEP2040).

Na tym, oczywiście, nie koniec. Na najbliższą dekadę UE planuje osiągnięcie 32,5 proc. redukcji, natomiast Polska deklaruje, że będzie to 23 proc. (w porównaniu z prognozami z 2007 r.). „Potencjał poprawy efektywności energetycznej tkwi w niemal całej gospodarce" – podkreślają autorzy PEP2040, co pośrednio świadczy też o tym, jak rozrzutnie gospodarowaliśmy przez lata energią. Wskazują też najważniejsze pola potencjalnych oszczędności.

Najważniejszym wydaje się być sama energetyka: od wytwarzania prądu i ciepła po rynki gazu i paliw. Tu największe możliwości daje poprawa sprawności istniejących źródeł konwencjonalnych, sprawności przesyłu i dystrybucji, system magazynowania, wykorzystanie inteligentnych technologii oraz potencjału OZE. Równie wielkie możliwości tkwią na przeciwnym biegunie systemu – w gospodarstwach domowych. Tu istotne efekty przyniosłaby termomodernizacja budynków połączona z rekuperacją, wymiana oświetlenia, modernizacja lub wymiana instalacji ciepła.

Oczywiście, modernizacja czekałaby również biznes: od sektora usług przez przemysł po transport. W tym przypadku także wchodzą w grę modernizacje budynków i oświetlenia, a także udoskonalenie energochłonnych procesów produkcyjnych, zwłaszcza przy produkcji stali, cementu czy papieru, oraz popularyzacja elektromobilności połączona z nakłonieniem Polaków do korzystania z transportu zbiorowego.

Teoretycznie, zwłaszcza z przypadku biznesu, korzyści z modernizacji nie ulegają wątpliwości: zarówno pod względem szerszego wpływu na kondycję społeczeństwa, jak i w przełożeniu na niższe rachunki powinien to być proces pożądany, planowany i realizowany w pierwszej kolejności. Jest jednak inaczej, jak dowodzi opublikowane na początku lipca badanie Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

Wydajni Słowacy

– Inwestycje związane z efektywnością energetyczną nie są wysoko na liście priorytetów europejskich firm – wnioskują autorzy badania. Spośród 12,5 tys. przebadanych przedsiębiorstw jedynie 40 proc. porwało się w 2019 r. na takie wydatki. Ale nawet w tych przypadkach zazwyczaj był to niewielki odsetek całego budżetu inwestycyjnego. Co ciekawe, listę państw, w których idea efektywności energetycznej została w największym stopniu podchwycona przez biznes, otwiera nasz sąsiad – Słowacja. Tam inwestycje tego typu poczyniło 61 proc. ankietowanych firm. Za Słowakami zaś usytuowali się Hiszpanie, Czesi, Austriacy, Słoweńcy, Portugalczycy i Szwedzi. Jak widać zatem, wyjąwszy Hiszpanię, idea chwyta przede wszystkim w mniejszych krajach, często dosyć zaawansowanych pod względem transformacji energetycznej. Z drugiej strony jednak maruderami w tej konkurencji byli Litwini, Estończycy, Grecy, Rumuni i Francuzi.

Polska jest tu europejskim średniakiem. – Skłonność przedsiębiorców do poprawy efektywności energetycznej w Polsce zależy od zapotrzebowania na energię, rosnących cen energii, presji regulacyjnej, a także w pewnej mierze od struktury właścicielskiej – oceniał w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Piotr Danielski, wiceprezes dokonującej audytów energetycznych oraz modernizacji procesów przemysłowych pod kątem efektywności energetycznej firmy DB Energy. – Tam, gdzie właściciel jest blisko procesu zarządzania, gdzie liczy własne pieniądze, procesy te postępują szybko i bardzo sprawnie. Dodatkowo rosnąca globalna konkurencja w przemyśle zachęca firmy do szukania oszczędności. Są branże, w których nawet niewielka zmiana może zapewnić gigantyczne oszczędności, zwłaszcza te energochłonne, jak hutnictwo czy chemia – dodawał.

W tych branżach zresztą – jak dowodzą badania Europejskiego Banku Inwestycyjnego – świadomość potencjalnych potrzeb i korzyści jest większa. Inwestycji w efektywność energetyczną dokonało 74 proc. ankietowanych firm działających w energochłonnych sektorach. Nawet fakt przeprowadzania audytów energetycznych tę świadomość podnosi: w 60 proc. przedsiębiorstw, które gościły audytorów, wykłada się środki na stosowne zmiany.

Potrzeby są jednak nadal olbrzymie – według EBI zaledwie co trzeci budynek w Unii Europejskiej użytkowany przez firmy spełnia standardy efektywności energetycznej. „Świadomość korzyści, jakie płyną z takiej modernizacji, jest kluczowa dla uruchomienia procesów inwestycyjnych" – konkludują autorzy raportu. – A to klucz do „zielonej" odbudowy gospodarczej Europy oraz do osiągnięcia celów klimatycznych zielonego ładu – dorzuca wiceszef Banku Andrew McDowell. Trudno się z tym nie zgodzić.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA