fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Firmowe kuźnie talentów

Nasza debata odbyła się w gronie pracodawców i ekspertów
Fotorzepa/Robert Gardziński
O tym, jak biznes przygotowuje przyszłe kadry, dyskutowali uczestnicy debaty. Czy przedsiębiorstwa realizują tylko własne cele, czy pomagają nie tylko sobie?

Czy pracodawcy zdają sobie sprawę z tego, że warto współpracować ze szkołami średnimi i wyższymi? Czy chcą inwestować w edukację?

– Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Na swoim wydziale widuję często stoiska różnych firm, sporo z nich to firmy doradcze, które w ten sposób starają się dotrzeć wprost do studentów. Zwykle chodzi o staże, podczas których młodzi ludzie mogą skonfrontować z realnym funkcjonowaniem firmy to, czego ich uczymy na ekonomii. To dowód na to, że w dużych firmach myśli się o kadrze w sposób perspektywiczny – oceniła dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Jej zdaniem, jeśli chodzi o małe firmy, to nawet gdy mają świadomość potrzeby współpracy ze szkołami różnych szczebli, nie mają możliwości – ani czasu, ani ludzi. Jeśli staże w firmach mają mieć sens, to muszą być przez przedsiębiorców dobrze zaplanowane, a młodzi ludzi muszą mieć opiekunów-mentorów. W mniejszych firmach jest to bardzo trudne. Patrząc z perspektywy uczelni, warto przypomnieć, że przez lata do współpracy z biznesem niezbyt chętnie one podchodziły, większa otwartość zostały na nich trochę wymuszona. Dzisiaj jest już znacznie lepiej, ale ciągle uczelnie mają dużo do zrobienia we współpracy z biznesem.

Edukator 2019 - PDF

Współpraca na lata

Daniel Lichota, dyrektor Centrum Współpracy z Biznesem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, podał przykład dobrej dla uczelni współpracy z pracodawcami.

– Dziekanat Studium Licencjackiego SGH kiedyś wyglądał jak stara placówka pocztowa z okienkami dla petentów-studentów. Santander nie tylko wsparł finansowo modernizację dziekanatu, ale także udostępnił swoje know-how w zakresie projektowania procesów w placówce, a także w obszarze obsługi klienta. Dlatego zawsze, gdy coś na uczelni planujemy, pytam: „Czy możemy to zrobić razem a naszymi partnerami?". Współpracę z biznesem na każdym poziomie powinniśmy mieć w swoim DNA – mówił dyr. Lichota.

Jego zdaniem najważniejsze jest odejście od myślenia w kontekście pojedynczych akcji, zobaczenie współpracy jako długofalowego partnerstwa. Ponad 20 lat temu powstał Klub Partnerów SGH skupiający 20 firm. – SGH niezwykle sobie ceni zdanie szefów firm, którzy stanowią Radę Klubu Partnerów SGH. Jak ważne jest to ciało, niech świadczy fakt, że uwagi Rady do założeń strategii o wizji uczelni zostały uwzględnione – powiedział dyr. Lichota.

W jego opinii dobrze działająca współpraca tworzy stabilny trójkąt: biznes–studenci–uczelnia, i jest to trójkąt „zwycięski". Na dobrej współpracy SGH z biznesem najwięcej zyskują studenci. Niedawno bardzo dobre opinie i dużą frekwencję miały warsztaty zorganizowane przez PwC o aktualnych wyzwaniach dla dyrektorów finansowych – to przykład edukacji nieformalnej. Uczelnia, a także studenci bardzo sobie cenią również wspólne przedmioty, np. wspomagane przez P&G „Brand management in multinational company".

Jakub Kurasz, dyrektor w firmie doradczej PwC, przypomniał wyniki badań przeprowadzonych przez PwC: według CEO Survey 89 proc. prezesów w naszej części Europy ma problem z dostępnością pracowników z odpowiednimi kwalifikacjami. To w tej chwili jeden z trzech głównych problemów firm tego regionu – pozostałe dwa to przeregulowanie rynku i niepewność geopolityczna.

– Luka kompetencyjna z roku na rok rośnie w Polsce. Hamuje ona innowacyjność i zwiększa koszty osobowe. Według naszego raportu do roku 2025 polska gospodarka będzie potrzebowała 1,5 mln pracowników, żeby utrzymać wysokie tempo wzrostu PKB. I to jest szacunek bardzo konserwatywny – mówił Kurasz.

Dlatego PwC radzi klientom, by coraz staranniej dbali o świadomość marki i próbowali ją budować już na poziomie młodzieży licealnej, podobnie jak to się dzieje na Zachodzie.

Młodzież jest teraz trochę inna niż jeszcze 10 lat temu. 60 proc. młodych ludzi chce pracować w startupach z myślą, że już po kilku latach odniosą sukces. Wtedy sprzedadzą swoje firmy i będą latami żyć wygodnie z odsetek od kapitału. A więc rekrutacja tych ludzi musi być inna niż jeszcze niedawno, stąd pomysł stworzenia w PwC gier rekrutacyjnych np. Nanoshadow w dziale audytu, dobrze przyjęty przez młodych i często nagradzany.

– Młody, początkujący informatyk potrafi zapytać, ile dostanie pieniędzy za samo przyjście na rozmowę rekrutacyjną – zwracał uwagę Kurasz.

Ekspercka wiedza nie wystarczy

Zdaniem Doroty Strojkowskiej, członka zarządu kierującego pionem partnerstwa biznesowego w Santander Bank Polska, bank stosuje w naszym kraju te formy współpracy, które się sprawdziły na całym świecie, m.in. stypendia, warsztaty, konferencje, wykłady. Działa też Santander Universidades.

– Na jednym ze spotkań z władzami kilku polskich uczelni organizowanych przez Santander Universidades doszliśmy wspólnie do wniosku, że konieczna jest jeszcze ściślejsza współpraca w kształtowaniu młodych ludzi. Aby im pomagać w dokonywaniu dobrych wyborów, kadra naukowa potrzebuje ciągłego zdobywania wiedzy o nowych technikach nauczania, bo świat pędzi naprzód, zmieniają się technologie, a system nauczania często za tym nie nadąża. Młodzi ludzie inaczej niż kiedyś postrzegają sens pracy i jej wartość. Dlatego oprócz przekazywania im wiedzy eksperckiej trzeba młodych zachęcać do wdrażania kompetencji miękkich, takich jak: współpraca, komunikacja, otwarcie na innych, kreatywność czy empatia – uważa Dorota Strojkowska.

Podkreśliła, iż na tym spotkaniu okazało się także, że i kadra naukowa tych właśnie miękkich kompetencji potrzebuje. Biznes i uczelnie ponoszą wspólnie odpowiedzialność za kształtowanie u młodych, czyli u przyszłych liderów, odpowiedzialności społecznej za to, co robią, i docenianie wartości pracy.

Dorota Strojkowska przekonywała, by biznes nie przeceniał roli konkurencyjności, że określenie „walka konkurencyjna" nie powinno być nadużywane, bo prowadzi to do sytuacji, kiedy rekrutowany młody człowiek wybiera inną ofertę, argumentując, że będzie miał bliżej do siłowni.

Stolarz to dobry zawód

Izabela Morawska, Communication Manager (kierownik komunikacji) Coca-Cola Poland Services, podkreślała, że celem współpracy tej korporacji z uczelniami nie jest zapełnienie luki etatowej w firmie, ale realne wsparcie młodych na początku drogi zawodowej i w momentach decydowania o własnej przyszłości zawodowej.

– Z naszego raportu #MłodziPrzyGłosie wyszło, że młodzi dzisiaj są bardzo zagubieni. Dokonują często ślepych i nietrafionych wyborów, bo decyzje podejmują na podstawie informacji od znajomych lub z internetu, często też są poddawani silnej sugestii rodziców. Twierdzą, że szkoła nie przygotowuje ich do tego typu decyzji. Nie wiedzą, jakie są ich mocne strony, umiejętności, a jeśli nawet są świadomi tego, co chcą robić w życiu, nie mają pojęcia, jak postępować, co muszą zrobić, żeby móc pójść wybraną ścieżką. Skutek jest często taki, że albo zmieniają kierunek studiów po pierwszym roku, albo wytrzymują pięć lat, by potem i tak nie pracować w zawodzie. Dlatego tak ważne jest wsparcie tych młodych na jak najwcześniejszym etapie, by mogli świadomie decydować i pewnie wejść na rynek pracy – mówiła Izabela Morawska.

W jej opinii najgorzej mają młodzi w małych miejscowościach – nie ma tam dostępu do uczelni i szkół ani do dobrej jakości doradztwa zawodowego. Dlatego w ramach programu YEP, zainicjowanego w 2018 r. przez Coca-Cola we współpracy z ekspertami z Fundacji Sukcesu Pisanego Szminką, uruchomiona została kampania społeczna „odczarowująca" szkoły zawodowe.

– Kiedy młodej osobie z testów wychodzi, że ma predyspozycje np. do bycia świetnym stolarzem, badanego często ten wynik zawstydza, bo wszyscy naokoło chcieliby, żeby poszedł studiować. A przecież stolarz to bardzo potrzebny i dający satysfakcję zawód, w którym można połączyć pasję z posiadaniem własnego dochodowego biznesu i dzięki temu mieć naprawdę fajne życie. I takich zawodów jest mnóstwo – uważa Izabela Morawska.

W odpowiedzi na wyniki raportu, przygotowanego przez firmę, powstała kompleksowa platforma cyfrowa YEP, która ma być pomocą dla młodych: są tam m.in. testy kompetencji, testy osobowościowe pomagające młodym ocenić ich silne i słabe strony, czy tzw. odwrócony kalkulator, pokazujący, ile muszą zarabiać miesięcznie, jeśli chcieliby zrealizować swoje plany życiowe: mieć tyle urlopów zagranicznych, ile im się marzy, dom, taka liczbę dzieci, o jakiej myślą. Czasem studiowanie wyników pokazanych przez kalkulator prowadzi do ograniczenia owych planów.

– Po uruchomieniu platformy efekty był nadspodziewany – 300 tys. wejść i 100 tys. przeszkolonych w ciągu zaledwie kilku miesięcy działania YEP. Teraz przygotowujemy nowe narzędzia i nową kampanię programu, by jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby młodzieży. Sytuacja na rynku pracy jest bardzo dynamiczna, wymaga od młodych coraz to nowych kompetencji i umiejętności i to jest największe wyzwanie dla nas wszystkich – mówiła Izabela Morawska.

Przedstawiciel PwC podał, że jego firma współpracuje z 25 uczelniami. Celem jest nie tylko rekrutacja własnych kadr, ale też przekazywanie studentom wiedzy np. o kolejnych zmianach w świecie cyfrowym. W warszawskiej SWPS eksperci wskazani przez PwC systematycznie objaśniają, w jakim kierunku zmierza rzeczywistość w Polsce i na świecie.

Spór o model edukacji

Zdaniem dr Starczewskiej-Krzysztoszek w XXI wieku nie powinniśmy mówić o doradztwie zawodowym, tylko o doradztwie kompetencyjnym, i to nie jest tylko kwestia języka czy nazewnictwa. Mamy teraz do czynienia z utrwalaniem przez władze bismarckowskiego modelu edukacji, a to jest zaprzeczenie kreatywności, zniechęcanie do krytycznego myślenia i podejmowania decyzji. Np. gdy cały rozwinięty świat wprowadza do systemów edukacji narzędzia nauczania oparte na nowych technologiach, w tym na sztucznej inteligencji, uczy wielu języków programowania i ich zastosowania w praktyce, w polskiej szkole takich nowoczesnych narzędzi się nie stosuje, a nowa podstawa programowa to tylko jeden język programowania.

W jej opinii to nie firmy powinny odpowiadać za kształcenie ludzi, którzy są im potrzebni, bo za kształcenie – zgodnie z konstytucją – odpowiada państwo. Warto angażować firmy w proces edukacji, ale najpierw trzeba ustalić, jakie kompetencje musi zapewnić publiczna edukacja, a co powinny dorzucać firmy od siebie.

– Jeśli firma wspiera edukację powszechną, np. uczy osoby starsze, jak korzystać z internetu, wydając na to x pieniędzy, to do podstawy opodatkowania powinna móc wpisać w koszty 1,5x jako rodzaj premii za to, że pomaga w tym, za co powinno odpowiadać państwo – uważa dr Starczewska-Krzysztoszek.

Jej zdaniem powinien powstać Polski Fundusz Edukacyjny z jasno określonymi celami, pozwalającymi wspierać edukację na rzecz przyszłości, finansowany wspólnie ze środków publicznych i prywatnych, ale niezależny od państwa. Inwestowanie przez firmy w taki fundusz powinno także dawać im prawo do ulgi podatkowej, z mnożnikiem np. półtora raza zainwestowanych środków.

Prawo do ryzyka

A jak sobie z tym problemami daje radę świat Zachodu?

W opinii Doroty Strojkowskiej podczas światowego forum w Davos zdefiniowano zawody i kompetencje przyszłości. Ale warto pamiętać, że kompetencji zawodowych szybciej można nauczyć niż kompetencji miękkich, dlatego trzeba ich uczyć już od przedszkola. Tego typu kompetencji najskuteczniej nauczymy się jednak w doświadczeniu, nie da się tego załatwić np. na wykładzie. Jej zdaniem szkoła nie uczy rozwiązywania trudnych problemów. – Potrzebne jest wyrabianie u młodych krytycznego myślenia. Dlatego w ramach programu Agile namawiamy: „Zaprzecz", „Oprotestuj status quo", „Pozwól innym na eksperymentowanie", mimo że może się to skończyć porażką. Na spotkaniu naszej kadry prowadzący prezentację nie ukrywali, że czasami na 10 prób 9 kończy się porażką. Dlaczego tego nie ukrywali, tylko mówili otwarcie? Bo wnioski z tych porażek posłużyły potem do odniesienia sukcesu – mówiła przedstawicielka Santandera.

Jej zdaniem mało kto z bardziej doświadczonych zawodowo ma skłonność do tworzenia młodym środowiska do eksperymentowania, więc skąd ci młodzi mogą się nauczyć, że ryzyko jest wartością, a porażka może być instruktywna? – Nie mówimy dzieciom: „Spróbuj!", mówimy im: „Uważaj!" – twierdziła Dorota Strojkowska.

Zdaniem dyr. Lichoty pomysł, by jak najwcześniej zaczynać uczyć przydatnych w biznesie i codziennym życiu kompetencji, jest dobry, dotyczy to np. matematyki. A czym współcześnie jest talent? Dziś kluczowe jest łączenie teorii z praktyką gospodarczą. – Ważne są nie tylko oceny, ale tzw. umiejętności miękkie, takie jak komunikacja, praca w zespole, zdolności przywódcze. Na uczelni działa niespełna 70 organizacji studenckich, które są ważnym elementem w „kształtowaniu liderów". Spora część studentów już na pierwszym, drugim roku pracuje, łącząc teorię z praktyką. Wielu świeżo upieczonych absolwentów ma już kilka lat doświadczenia w biznesie oraz zrealizowanych wiele projektów. O ich talencie świadczy sposób, w jaki wykorzystują czas studiowania – mówił dyr. Lichota.

Zdaniem Izabeli Morawskiej nie trzeba być dużym pracodawcą, żeby współpracować z uczelnią. Nie trzeba też borykać się z problemem braku pracowników, żeby taką współpracę podejmować. To inwestycja w przyszłość młodych ludzi w Polsce i to jest cel najważniejszy. – My, jako pracodawcy, powinniśmy dzielić się wiedzą, doświadczeniem i kompetencjami, uprawiać swoisty „wolontariat wiedzy", bo to przyniesie korzyści nam wszystkim: młodym, pracodawcom, uczelniom i polskiej gospodarce – przekonywała.

Zdaniem dr Starczewskiej-Krzysztoszek brak zaufania to wielki polski problem. Przykładem zachowanie części firm, które boją się udostępniać studentom dane do przeprowadzenia badań na potrzeby prac dyplomowych. Aby temu przeciwdziałać, uczelnie wprowadziły oświadczenia, które podpisują studenci bezpośrednio po obronie pracy licencjackiej lub magisterskiej, w których wyrażają zgodę na jej upublicznienie lub, jeśli wykorzystane były dane konkretnych firm, takiej zgody nie udzielają. – To powinno dawać gwarancje bezpieczeństwa tym firmom, które nie chcą, by analizy i oceny studentów dotyczące ich przedsiębiorstw były publiczne – podkreślała dr Starczewska-Krzysztoszek.

Przypomniała, że dwa lata temu wprowadzony został tzw. doktorat wdrożeniowy, który pozwala dofinansować ze środków MNiSW tego doktoranta, który pomaga przedsiębiorcy rozwiązać jakiś jego problem technologiczny. Nie wszyscy naukowcy życzliwie powitali doktorat wdrożeniowy jako mniej „naukowy". Ale i wśród przedsiębiorstw ciągle zbyt mało jest firm, które chcą z tego rozwiązania skorzystać.

Rola cudzoziemców

– PwC w Polsce rekrutuje rocznie około 500 absolwentów, sporo z nich jest z zagranicy, m.in. spoza Unii Europejskiej: z Ukrainy, Białorusi, co w czasach problemów demograficznych w naszym kraju jest bardzo cenne. Opracowywane przez różne instytucje, w tym m.in. przez uczelnie, programy kierowane do studentów powinny więc uwzględniać potrzeby coraz większej rzeszy studentów zagranicznych – przekonywał Kurasz.

Uczestnicy debaty podkreślali rolę przekwalifikowania. Nawet jeśli pracownika musi zastąpić nowa technologia czy robot, to ma on przecież sporą wiedzę o firmie, którą warto wykorzystać, nie popełni na innym stanowisku, do którego można go przyuczyć, prostych błędów, często jest nawet z firmą emocjonalnie związany.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA