fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Nie tylko firmy muszą dzisiaj konkurować o talenty

Uczestnicy debaty zgłosili kilka pomysłów, których realizacja ułatwiłaby życie uczelniom i pracodawcom
Fotorzepa/Robert Gardziński
Bogate państwa mogą sobie pozwolić na ściąganie najlepszych kadr z zagranicy, te mniej zamożne, jak Polska, muszą bazować na rozwoju własnych. Dlatego tak ważna jest jakość uczelni i rozwój ich współpracy z biznesem.

W cyfrowej gospodarce o konkurencyjności firm i państw decydują w dużej mierze talenty, czyli pracownicy i kandydaci do pracy, którzy mają odpowiednie kompetencje określane jako połączenie wiedzy, umiejętności i postawy. O tym, jak rozwijać talenty i jak o nie zabiegać, co jest silną stroną, a co wyzwaniem dla polskich uczelni dyskutowali podczas debaty „Rzeczpospolitej" przedstawiciele znanych firm, czołowych uczelni oraz eksperci.

Edukator 2019 - PDF

Krytyczni studenci

Zagraniczne firmy nie kryją, że do inwestycji w Polsce zachęcają je kompetencje pracowników. Jednak w tegorocznym badaniu Global Talent Competitiveness Index, które porównuje 125 krajów pod względem ich możliwości przyciągania, rozwijania i utrzymywania utalentowanych pracowników, spadliśmy na 42. miejsce (z 39. w 2018 r.). Jeszcze niżej plasujemy się z oceną jakości szkolnictwa wyższego – 44. miejsce.

Jak zwracała uwagę Marzena Feldy, kierownik Laboratorium Analiz Statystycznych i Ewaluacji w Ośrodku Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytucie Badawczym (OPI PIB) również krajowe badania pokazują deficyt szkolnictwa wyższego. W ubiegłorocznym sondażu portalu Pracuj.pl, które objęło ponad 2 tys. studentów i absolwentów, tylko co trzeci stwierdził, że studia dobrze przygotowują do pracy zawodowej. W mniejszości (37 proc.) były też osoby przekonane, że studia są warunkiem znalezienia dobrej pracy.

Jednak z danych systemu Ekonomicznych Losów Absolwentów (ELA), który od trzech lat monitoruje ich aktywność na rynku pracy, wynika, że wyższe wykształcenie nadal stanowi bonus na rynku pracy – podkreślała dr Feldy. Dowodzi tego porównanie wskaźników bezrobocia dla absolwentów z rocznika 2014. Zaraz po ukończeniu studiów ryzyko bezrobocia (średni procent miesięcy w okresie objętym badaniem, gdy absolwenci pozostają bez pracy) sięgało wśród nich 11 proc., to w 2016 r. już tylko 4,2 proc., podczas gdy stopa bezrobocia w Polsce wynosiła wtedy 8 proc.

Podobny trend pokazuje też względny wskaźnik bezrobocia absolwentów (WWB) oceniający ich sytuację na tle powiatów, w których mieszkają. Według niego, z każdym rokiem po studiach pozycja absolwentów na rynku pracy była coraz lepsza. W drugim roku WWB wynosił 0,68, w trzecim zaś – 0,56, co oznacza prawie dwukrotnie mniejsze zagrożenie bezrobociem wśród absolwentów uczelni niż wśród ogółu mieszkańców danego powiatu. – Wiele jednak zależy od tego, jakie studia i na jakiej uczelni się kończy – zaznaczała ekspertka OPI PIB.

Ważna druga praca

Dane ELA potwierdzają, że największe szanse na szybkie znalezienie pracy mają osoby kończące kierunki techniczne, medyczne i ścisłe. Nieco gorzej radzą sobie absolwenci studiów humanistycznych i społecznych, choć to właśnie ci drudzy wypadli najlepiej w ostatniej edycji ELA (mieli najniższy WWB).

Najwięcej trudności ze znalezieniem zatrudnienia mają obecnie absolwenci kierunków artystycznych, przyrodniczych, rolniczych i weterynaryjnych. Nie oznacza to jednak, że te kierunki gorzej kształcą. Powód jest inny.

– Ich absolwenci mają węższą specjalizację z punktu widzenia rynku pracy niż absolwenci kierunków humanistycznych, którzy w rezultacie mają więcej możliwości wyboru – wyjaśniał prof. Robert Rządca, prorektor ds. badań naukowych i rozwoju w Akademii Leona Koźmińskiego. Jego zdaniem, na szybki zawodowy start absolwentów kierunków społecznych wpływa z kolei fakt, że z racji wykształcenia lepiej orientują się w sytuacji na rynku pracy. Mają więc dużo bardziej elastyczne podejście do warunków czy miejsca pierwszej pracy niż ich koledzy po dobrych studiach technicznych.

Jak zaznaczał prof. Rządca, w ocenie losów absolwentów bardzo ważne jest drugie miejsce pracy; czy i o ile jest lepsze od pierwszego. Dlatego też ALK, badając losy swoich absolwentów, zwraca uwagę na rozwój ich kariery, porównując warunki (w tym stanowisko i zarobki) na starcie i na jej kolejnym etapie.

Prof. Jan Szmidt, rektor Politechniki Warszawskiej i przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP), przypominał, że ocena jakości uczelni zależy w dużej mierze od kariery zawodowej ich absolwentów. Nawet czołowe uczelnie na świecie nie są najlepsze we wszystkim; w USA, myśląc o karierze w nowych technologiach wybiera się MIT, a planując karierę polityczną – Stanford. – Ta sama uczelnia na jednym kierunku może kształcić świetnie, a na innym słabiej – zaznaczała Marzena Feldy.

Zdaniem rektora PW, w dyskusji o jakości szkolnictwa wyższego w Polsce trzeba pamiętać, że spośród 398 działających w kraju uczelni naprawdę liczy się 50–60. To one nadają ton, wyróżniając się jakością kształcenia, a ich absolwentów szybko zagospodaruje rynek, tym bardziej że nie jest to ogromna rzesza ludzi.

O najlepszych z nich konkurują zarówno polskie firmy, międzynarodowe korporacje, które otwierają swoje centra B+R w Polsce, jak również same szkoły wyższe.

Kadrowe wyzwanie

Jak podkreślał prof. Szmidt, coraz większym wyzwaniem dla uczelni – szczególnie na kierunkach technicznych, na czele z informatycznymi, są kadry. Ośrodki badawczo-rozwojowe znanych korporacji wyciągają najlepszych ludzi z uczelni, które nie są w stanie zaoferować młodym naukowcom atrakcyjnych płac.

– Jeżeli mamy kształcić na światowym poziomie, to nie wystarczy garstka wykładowców, którzy chcąc godziwie zarobić, często muszą pracować w dwóch, trzech miejscach – podkreślał prof. Szmidt. Przypominał, że po 1989 r. liczba studentów wzrosła kilkukrotnie, ale kadra naukowa na uczelniach pozostała na praktycznie niezmienionym poziomie.

Jak zwracał uwagę Arkadiusz Przybył, wiceprezes Santander Bank Polska, kierujący pionem bankowości detalicznej, uczelnie mają dzisiaj podobne wyzwania jak pracodawcy, tym bardziej że powstrzymanie naukowych talentów przed przejściem do biznesu jest trudne.

W rezultacie szkoły wyższe tak samo jak firmy muszą dbać o swój employer branding, programy benefitów i rozwój ścieżek karier wykładowców. – Jeśli będą w stanie zaproponować wartościową ofertę dla najlepszych ludzi, przełoży się to również na jakość kształcenia – zaznaczał wiceprezes Santander Bank Polska.

Czas inżynierów

Andrzej Jacaszek, prezes ICAN Institute i Harvard Business Review Polska, podkreślał, że teraz, w okresie przełomu technologicznego, kluczowe dla firm i dla całej gospodarki jest wysokiej jakości kształcenie na studiach technicznych.

– Technologia jest dzisiaj równie ważna w biznesie jak dobrze zdefiniowana strategia, model biznesowy czy kultura organizacyjna. Nie wystarczy już sama umiejętność zarządzania, potrzebna jest jeszcze dobra znajomość technologii – mówił prezes ICAN Institute przypominając, że Japonia w czasach boomu gospodarczego lat 80. XX wieku miała tyle samo studentów kierunków technicznych, co kilkakrotnie większe Stany Zjednoczone.

– Wykształcenie inżynierskie to nie tylko wiedza, ale określony sposób myślenia – zaznaczał rektor Politechniki Warszawskiej przypominając, że jest ona od lat w ścisłej czołówce rankingu „Rzeczpospolitej", który prezentuje uczelnie mogące się pochwalić największą grupą absolwentów wśród szefów dużych firm.

Według Arkadiusza Przybyła, rozwój nowych technologii, w tym automatyzacji, sprawia, że również w bankowości bardzo wartościowi są dzisiaj studenci i absolwenci kierunków technologicznych. Jednak Santander Bank Polska zatrudnia absolwentów różnych uczeni i kierunków, zwracając uwagę nie tylko na ich wiedzę i umiejętności, ale także na tzw. miękkie kompetencje – w tym otwartość, przedsiębiorczość i umiejętność pracy w zespole. Dużym atutem jest też praktyczne doświadczenie zdobyte na dodatkowych stażach albo w pracy.

Andrzej Jacaszek przypominał, że to właśnie miękkie kompetencje dominują w światowym zestawie najbardziej cenionych przez pracodawców cech kandydata do pracy. Poza wiedzą i profesjonalnymi umiejętnościami na ten zestaw składają się: doświadczenie, osobowość, temperament, wartości, ciekawość świata, zdolność do zbierania i analizowania informacji oraz zaangażowanie i determinacja.

Zadanie pracodawców

Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, zwracał uwagę, że firmy mają nieco inne kryteria oceny absolwentów w zależności od profilu ich studiów. W przypadku osób po studiach humanistycznych, które często nie pracują zgodnie z wykształceniem, bardziej niż jakość uczelni liczą się miękkie kompetencje i doświadczenie, a konkretnie: co i gdzie absolwent już robił. Dużo ważniejszy jest dyplom i marka uczelni w przypadku absolwentów ścisłych kierunków, gdyż pracodawcy często nie są w stanie sami zweryfikować ich kwalifikacji.

Jak podkreślał Arkadiusz Przybył, z międzynarodowych porównań Santandera, który w programie Santander Universidades współpracuje z ponad tysiącem szkół wyższych na świecie, w tym w Polsce, nie wynika, by nasi absolwenci byli gorzej wykształceni czy mieli niższe kompetencje. Wręcz przeciwnie – wielu z nich jest bardzo dobrze przygotowanych do pracy, szczególnie jeśli mają za sobą dodatkowe staże i doświadczenia zawodowe.

Dlatego tak ważna jest aktywna rola pracodawców w rozwoju talentów na uczelniach. Tę rolę docenia Santander Bank Polska, który wspiera studentów w przygotowaniu do wejścia na rynek pracy (m.in. poprzez staże), wzmacniając również ich przedsiębiorczość. W tym ostatnim pomaga międzynarodowy program, w ramach którego młodzi ludzie z całego świata wspólnie opracowują nowe przedsięwzięcia biznesowe.

Arkadiusz Przybył zaznaczał, że polscy studenci coraz częściej mogą się też sprawdzić w organizowanych przez firmy hackathonach, które dają szansę wdrożenia studenckich pomysłów w biznesie. Rozwija się też współpraca badawcza firm i uczelni; wśród przedsiębiorców będących klientami Pionu Bankowości Detalicznej Santander Bank Polska są też tacy, którzy dzięki prowadzonym wspólnie z uczelniami programom badawczym osiągnęli międzynarodowy sukces.

Trudny mariaż

– Nie ma dobrej dydaktyki bez dobrych badań, które zapewniają kontakt ze światowymi trendami – podkreślał prorektor ALK. Przypominał, że jego uczelnia od początku działalności stawia na współpracę z przedsiębiorcami. Od lat działa tam Międzynarodowa Rada Doradcza Biznesu z udziałem szefów czołowych firm. Pracodawcy uczestniczą też w kształtowaniu strategii ALK i konsultują jej programy nauczania.

Różnych form współpracy z biznesem uczelnia ma zresztą znacznie więcej – wśród nich są wykłady, a także całe przedmioty prowadzone przez ekspertów z firm oraz projekty realizowane przez studentów na zamówienie przedsiębiorstw. ALK rozwija również partnerstwo strategiczne na studiach, w trakcie których studenci spędzają pół semestru na uczelni, a drugą połowę na stażu w firmie z dokładnie określonym celem, czego konkretnie mają się tam nauczyć.

Również prof. Szmidt podkreślał, że nie wyobraża sobie kształcenia na Politechnice Warszawskiej bez współpracy z firmami, w tym z czołowymi spółkami technologicznymi. – Jednak uczelnia i przedsiębiorcy to nigdzie na świecie nie jest łatwy mariaż – zaznaczał przypominając, że ustawa 2.0 podniosła do rangi systemu kształcenie dualne i doktoraty wdrożeniowe, w których PW jest liderem.

Przewodniczący KRASP chwalił też regulację ustawy, według której uczelnia, chcąc mieć uprawnienia do prowadzenia studiów na określonym poziomie, musi wykazać się efektami naukowymi. – Zgodnie z potwierdzonym w praktyce domniemaniem, że wysoki poziom badań naukowych przekłada się z reguły na wysoki poziom kształcenia – wyjaśniał prof. Szmidt.

Jak jednak zaznaczał Andrzej Jacaszek, pod względem współpracy z biznesem polskie uczelnie nadal mają spory dystans wobec czołowych zachodnich szkół. Również Arkadiusz Przybył, który studiował i w kraju i za granicą, przyznał, że dobre uczelnie na Zachodzie współpracują z firmami na dużo większą skalę niż uniwersytety czy politechniki w Polsce. Tam ta współpraca prowadzi nawet do symbiozy – studenci uczą się biznesu na stażach i praktykach w firmach, a wykładowcy i badacze też są praktykami biznesu – zasiadają we władzach spółek, prowadzą projekty dla przedsiębiorstw.

Platforma współpracy

Jak osiągnąć taki poziom współpracy w Polsce? Wiceprezes Santander Bank Polska zwracał uwagę na istotny problem – chociaż polskie uczelnie są coraz bardziej otwarte na współpracę z firmami, to przedsiębiorcy często nie wiedzą, w jaki sposób ją nawiązać. Trzeba więc zadbać o to, by na większą skalę połączyć biznes z uczelniami.

Z pomocą chce tutaj przyjść SantanderX – globalna platforma online, która ma ułatwić kontakt biznesu z uniwersytetami, promując przy okazji przedsiębiorczość studentów. Bank będzie teraz mocniej promował SantanderX na polskim rynku, zachęcając firmy do wspólnych projektów badawczych z uczelniami. Dzięki temu krajowi przedsiębiorcy zdobędą łatwiejszy dostęp do naukowców z Polski i ze świata, a polskie uczelnie zwiększą szanse na współpracę z międzynarodowymi firmami. Łatwiej będzie im też kształcić przyszłe talenty.

Andrzej Jacaszek zwracał uwagę, że czołowe zachodnie uczelnie bardzo dbają o rozwój praktycznych, rzemieślniczych wręcz umiejętności, czego dowodzi np. program laboratoriów na MIT.

– Uczelnia wyższa nie jest szkołą zawodową – ripostował prof. Rządca. Zaznaczał, że wprawdzie studia w ALK również przewidują naukę praktycznych umiejętności (np. program Management and AI in digital society obejmuje naukę Pythona i metody analityki danych), ale uczelnia uczy także metodologii badań; chce, by jej absolwent rozumiał, kiedy posługiwać się określonymi narzędziami. Nie wszystkim jest to jednak potrzebne.

Dylemat uczelni

– Rynek potrzebuje również ludzi, którzy mając prawie licencjat czy magisterium będą bardzo dobrymi analitykami danych czy programistami piszącymi aplikacje dla firm – mówił prorektor ALK. Zgodził się z nim prof. Szmidt, zaznaczając, że w Polsce brakuje 5. poziomu kształcenia dla osób, które zdobyły podstawową wiedzę, lecz nie ukończyły studiów licencjackich czy inżynierskich. Ten model – popularny od lat w USA, gdzie studia są płatne i drogie – sprawdziłby się również w Polsce, gdzie przerywanie studiów jest od lat dużym problemem – także dla samych studentów.

– Warto dać takim ludziom jakiś dyplom potwierdzający, że chociaż nie są inżynierami, to już sporo umieją. Byłoby im łatwiej wejść na rynek pracy, a z czasem mogliby uzupełnić wykształcenie – podkreślał rektor Politechniki Warszawskiej. Zwracał uwagę, że chociaż zdaniem pracodawców uczelnie powinny przede wszystkim zapewniać kadry dla gospodarki, to w światowych rankingach szkół wyższych liczy się to, ilu mają noblistów, projektów badawczych ERC i publikacji w prestiżowych tytułach naukowych.

– Jesteśmy między młotem i kowadłem, gdyż z jednej strony oczekuje się od uczelni, by przygotowały kadry dla przemysłu, a z drugiej rozlicza się nas z projektów ERC– stwierdził prof. Szmidt. Jak podkreślał, są potrzebne zarówno szkoły wyższe, które kształcą bardzo dobrych inżynierów, jak i te, które kształcą mózgi ucząc rozumienia zaawansowanych procesów.

Politechnika Warszawska chce kształcić mózgi. – Nigdy nie zgodziliśmy się, by robić studia pod kątem określonej firmy albo grupy firm, ale realizujemy szkoły letnie np. we współpracy z IBM. Tam nasi studenci mogą zdobywać praktyczne umiejętności – wyjaśniał rektor PW. Dodał, że wielu studentów trzeciego czy czwartego roku pracuje.

Godzić pracę z nauką

Wczesne podjęcie pracy może mieć i ciemne strony. Prof. Rządca nie krył, że dużym problemem jest niecierpliwość pracodawców, którzy bardzo chętnie zatrudniają studentów. Wprawdzie młodzi ludzie zdobywają dzięki temu cenne praktyczne doświadczenie, ale jeśli intensywnie pracują w firmie, to nie są w stanie równie intensywnie studiować. Opuszczają więc zajęcia. Zdaniem prorektora ALK jest to dla uczelni dużym wyzwaniem we współpracy ze znanymi globalnymi spółkami, które wysysają najlepszych ludzi jeszcze przed magisterium albo przed doktoratem.

– Pracodawcy powinni pozwolić studentom studiów stacjonarnych pogodzić pracę z nauką. Nie tylko uczelnie, ale również firmy powinny być bardziej elastyczne i ułatwiać pracownikom studentom godzenie pracy z nauką – podkreślał prof. Rządca.

Bardziej elastyczne są mniejsze firmy. Według rektora PW studenci uczelni pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywają często w MŚP, które jednak nie zawsze mogą ich potem zatrzymać.

Cezary Kaźmierczak podkreślał, że w konkurencji o talenty ocierające się o geniusz, zarówno duże polskie firmy, jak też tym bardziej małe i średnie – mają znikome szanse w porównaniu z międzynarodowymi korporacjami. – Gdyby nasz rząd był bardziej operatywny to my moglibyśmy próbować wysysać talenty z innych krajów – zaznaczał szef ZPP. Problem w tym, że naszym uczelniom, których nie stać na zatrudnianie noblistów, trudno skutecznie zabiegać o talenty z zagranicy, które zachodnie szkoły przyciągają atrakcyjnymi stypendiami. Jak zaznaczała Marzena Feldy, w ostatnich latach liczba studentów z zagranicy wzrosła w Polsce kilkakrotnie – do 67 tys. w roku 2017/2018 (większość z nich to Ukraińcy), lecz na razie nie liczymy się w europejskiej konkurencji o talenty.

Prorektor ALK zwracał uwagę na istotną różnicę dzielącą czołowe uczelnie w Polsce i na Zachodzie. U nas nie ma zwyczaju wspierania szkół przez ich absolwentów, a to buduje siłę finansową czołowych zachodnich uczelni. Jak przypominał Andrzej Jacaszek, Harvard University ma 4,5 mld dol. z darowizn albo zapisów w testamentach swoich absolwentów. Budżet Uniwersytetu Stanforda, który w nazwie ma nazwisko hojnego darczyńcy, jest 50 razy większy na studenta w porównaniu z budżetem PW. Do tego dochodzi kapitał zakładowy, którego polskie uczelnie nie mają – zaznaczał prof. Szmidt.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA