fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Karuzela prezesów przyspiesza. Zmiany w kolejnych spółkach

Adobe Stock
Podczas gdy miniony rok ustabilizował fotele szefów giełdowych spółek, to w firmach z udziałem Skarbu Państwa znów przyspieszyły roszady.

Rada nadzorcza Lotosu w poniedziałek odwołała Marcina Jastrzębskiego, który od stycznia 2017 r. stał na czele zarządu spółki. Według rynkowych pogłosek nie był wystarczająco zaangażowany w ogłoszone kilka tygodni wcześniej plany połączenia Lotosu z PKN Orlen. Jastrzębski to drugi prezes dużej firmy z dominującym wpływem Skarbu Państwa, który w marcu musiał pożegnać się ze stanowiskiem. Nieco ponad tydzień wcześniej taki sam los spotkał szefa KGHM Radosława Domagalskiego-Łabędzkiego, po niespełna 1,5 roku na czele Polskiej Miedzi. Został odwołany nagle, zanim ukazał się jego ostatni wywiad, w którym mówił o strategii zarządzanej przez siebie spółki.

Piorunująca kariera

Lotos i KGHM dołączyły tym samym do grona firm, które zadecydowały o przyspieszeniu karuzeli kadrowej w spółkach Skarbu Państwa. Od początku lutego br. łącznie aż w sześciu dużych firmach pojawiła się kadrowa miotła, w tym w Orlenie, gdzie niedługo po wartej ponad 4 mld zł transakcji przejęcia pełnej kontroli nad czeskim Unipetrolem fotel prezesa stracił Wojciech Jasiński.

Jak nieoficjalnie komentowano, został ukarany za to, że swoją decyzją zmniejszył dostępne środki, które Orlen mógłby przeznaczyć na projekt budowy elektrowni atomowej. Stery przejął Daniel Obajtek, zaufany człowiek prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który od dwóch lat robi piorunującą karierę. Także za jego sprawą, wyliczany od kilku lat barometr prezesów „Rzeczpospolitej" podsumowujący zmiany szefów największych (obecnie już 42) firm z decydującym głosem Skarbu Państwa, w ostatnim zakończonym miesiącu, czyli w lutym br., wzrósł do prawie 43 pkt. To niemal o 5 pkt więcej w porównaniu ze styczniem.

Wskaźnik za marzec, po decyzji o zmianach w Lotosie, wzrósł w poniedziałek do niemal 37 pkt. A miesiąc się jeszcze nie skończył – w najbliższych dniach powinien zakończyć się niemal czteromiesięczny proces wymiany szefa PKP Cargo – rada nadzorcza spółki ma wybrać następcę Macieja Libiszewskiego, który w październiku 2017 r. podał się do dymisji.

Co prawda nasz barometr prezesów spółek SP w porównaniu z 2016 r. (pierwszym rokiem po wyborach) teraz wyraźnie się uspokoił, ale porównując rządy PO–PSL dwa lata po wyborach, jest na wyraźnie wyższym (o 10 pkt) poziomie.

– Obrotowe drzwi w spółkach kręcą się teraz nieustannie, a o doborze kadrowym nie decydują kryteria merytoryczne, lecz dobry układ z daną koterią w partii rządzącej – twierdzi Andrzej Nartowski, ekspert ws. ładu korporacyjnego. Dodaje, że polityczne kryterium doboru kadr w spółkach SP nie jest wyjątkową cechą obecnej ekipy – wszyscy już się przyzwyczaili do cyklicznej powyborczej miotły. – Teraz jednak mamy nieustanną zmianę, a średni termin przydatności prezesa dramatycznie się skrócił – dodaje Nartowski.

Spółki jak tankowce

Te opinię w łagodniejszej formie potwierdzają przedstawiciele rynku i branży executive search, czyli specjalistów od poszukiwania osób na najwyższe stanowiska. – W spółkach SP pojawia się sporo osób zapewne bardzo zdolnych, na pewno ambitnych i głodnych sukcesu, które być może sobie świetnie poradzą z nowymi wyzwaniami, ale na pierwszy rzut oka nic nie wskazuje, by posiadały one kwalifikacje na stanowiska, które obejmują. Wśród nowo powoływanych członków zarządów tych podmiotów widać niewielu menedżerów z potwierdzonym dorobkiem zawodowym – zwraca uwagę Andrzej Maciejewski. dyrektor firmy Spencer Stuart w Polsce. Jednak mimo niepewności związanej ze zmianami w zarządach wiele spółek dobrze sobie radzi – trochę siłą rozpędu, a także dzięki dobrej koniunkturze i niezłej kadrze średniego szczebla.

– Duże spółki są do pewnego stopnia jak tankowce i zmiana kapitana w ograniczonym stopniu wpływa na kurs statku w krótkim czy zazwyczaj średnim terminie. Im większa spółka, tym trudniej wpłynąć na jej kurs, więcej natomiast zależy od otoczenia krajowego czy zagranicznego – zwraca uwagę Sobiesław Kozłowski, koordynator ds. analiz giełdowych w DM Raiffeisen Bank Polska.

Marcin Materna, szef działu analiz DM Millennium, potwierdza, że zmiany na głównych stanowiskach nie wpływają już tak znacząco na codzienne notowania spółek jak kiedyś. Inwestorzy przyzwyczaili się do takiej sytuacji i po prostu dla spółek państwowych przyjmują odpowiednie dyskonto. Natomiast duża rotacja w tych firmach skutkuje brakiem ciągłości – w tej sytuacji nie ma sensu zbytnio zagłębiać się w prezentowaną przez nowego prezesa długoterminową strategię, bo wiadomo, że za dwa–trzy lata będzie ona nieaktualna. Co więcej, zmiana prezesa w spółkach państwowych oznacza dużo zmian na niższych szczeblach. – Skutkiem braku takiego długoterminowego planu i rotacji kadr są gorsze wyniki i długoterminowy brak wzrostu wartości dla akcjonariuszy – podsumowuje Materna.

Grzech systemowy

Andrzej Nartowski podkreśla, że przykład spółek Skarbu Państwa przechodzi do spółek prywatnych, gdzie też często nie jest najlepiej z zasadami ładu korporacyjnego. Jak jednak wynika z analizy „Rzeczpospolitej", miniony rok był okresem stabilizacji na fotelach prezesów, co przełożyło się na najniższy od lat wskaźnik rotacji szefów spółek notowanych na rynku głównym GPW.

Wyniósł on tylko 13,6 proc., choć nie brakowało nagłych zmian – jak choćby rezygnacja Tomasza Bogusa po ponad dwóch latach na fotelu szefa BGŻ BNP Paribas, czy wymiany prezesów w Sygnity czy Biotonie. Andrzej Maciejewski twierdzi, że grzechem systemowym i dużą słabością spółek z sektora prywatnego jest z kolei niewielka liczba zmian szefów, które są wynikiem przemyślanych, długofalowych planów sukcesji.

– W dobrze zarządzanych firmach taki scenariusz to element higieny ładu korporacyjnego – zaznacza. Natomiast w Polsce zmiany prezesów to zwykle efekt nagłej sytuacji – np. zmiany albo choroby właściciela (który dotychczas zarządzał firmą) bądź też odejścia top menedżera do innej spółki. Dyrektor Spencer Stuart potwierdza, że ubiegły rok był dość spokojny pomimo sporego ruchu kadrowego w firmach ubezpieczeniowych czy w handlu detalicznym, gdzie kumulują się wyzwania – regulacyjne i rynkowe – w tym np. rozwój e-commerce.

Czy zgadzasz się z opinią, że polityczne kryteria doboru kluczowych kadr w spółkach Skarbu Państwa szkodzą gospodarce? Podyskutuj z nami na: facebook.com/ dziennikrzeczpospolita

Barometr szefów spółek Skarbu Państwa

„Rzeczpospolita" od ponad trzech lat analizuje zmiany kadrowe na najwyższych stanowiskach w największych firmach państwowych. Zaczęliśmy od 31 przedsiębiorstw, a obecnie nasza analiza obejmuje 42 spółki (od ubiegłego roku doszły Alior i Pekao SA). Ilościowo jest to niespełna 10 proc. spółek SP, których w końcu ub. r. było 468. Liczony w punktach barometr pokazuje wskaźnik wymiany szefów firm w ciągu ostatnich 12 miesięcy (narastająco), nie uwzględniając osób pełniących obowiązki prezesa w okresie poszukiwań nowego kandydata na to stanowisko, w tym członków rad nadzorczych delegowanych do zarządu. Podobne zasady stosujemy przy obliczaniu rotacji top menedżerów w spółkach giełdowych.

Opinia

Krzysztof Obłój, ekspert zarządzania strategicznego

Obecne zmiany kadrowe w państwowych spółkach to cena, która płaci rządząca partia polityczna, ale również my wszyscy, za pierwszą część rozgrywki. Jeśli w tej pierwszej części wymieniono w ciągu chyba roku 11,3 tys. osób, licząc wraz ze spółkami Skarbu Państwa, to duża część z nich musiała być de facto albo wyborami przypadkowymi, albo nietrafionymi, albo konfliktowymi. Nigdy wcześniej nie było tak dużego tempa zmian po wyborach.

Kadrowa karuzela, która wtedy zaczęła się kręcić, cały czas wiruje w szybkim tempie, i to ze szkodą dla wszystkich. Nie tylko dla spółek, dla podatników, ale także dla samych prezesów. Niektórzy z nich, nawet nie mając początkowo kompetencji, przy dobrej woli mieliby szansę czegoś się nauczyć, gdyby zarządzali spółką przez dwa–trzy lata. Skoro jednak zostali wymienieni po roku albo pół, to są równie nieprzygotowani jak na początku.

W tych zmianach nie ma żadnej racjonalności – nawet tej zdobywczej, łupieżczej, która towarzyszy wygranym wyborom, gdy obsadza się stanowiska osobami, którym się ufa. Natomiast jeśli po roku czy półtora okazuje się, że już tym ludziom nie ufamy, to oznacza tylko jedno: ludzie, którzy są obecnie nominowani, prawdopodobnie będą jeszcze krócej na stanowiskach niż ci poprzedni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA