fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Branżowy spór o akcyzę na alkohole

Wysokość podatku akcyzowego, na skutek sposobów jego naliczania – innego dla piwa, innego dla wyrobów wysokoprocentowych – jest różna dla różnych napojów alkoholowych. A to budzi w branży wątpliwości.

Materiał powstał we współpracy z Fundacją Instytut Studiów Wschodnich

O tym, czy należy ujednolicić podatek akcyzowy, czy też nadal powinien być on naliczany w sposób zróżnicowany, dyskutowali uczestnicy debaty zorganizowanej przez redakcję „Rzeczpospolitej".

Głównym tematem debaty był charakter podatku akcyzowego w Polsce. Przedstawiciele branży spirytusowej sprzeciwiają się bowiem sposobowi naliczania akcyzy, jaki dziś obowiązuje. – Zawsze mamy do czynienia z tą samą substancją: alkoholem etylowym, a sposób jej opodatkowania jest różny. Nadszedł czas, by zająć się akcyzą. W zeszłym tygodniu Ministerstwo Finansów poinformowało, że powstaje Forum Opodatkowania Wyrobów Akcyzowych, które ma się zajmować dysproporcją w podatku akcyzowym. To pokazuje, że temat jest żywy – mówił prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy Witold Włodarczyk.

Podatek akcyzowy od tej samej ilości alkoholu jest dla piwa 2,9 razy niższy od podatku akcyzowego od mocnych alkoholi. Jednak jak podkreślano podczas debaty, ustanawianiu tej regulacji prawnej towarzyszyła intencja, aby Polacy rzadziej korzystali z mocniejszych trunków.

Były wiceminister finansów Janusz Cichoń zwrócił uwagę na fakt, że ukształtowanie obecnego systemu akcyzowego wynika z zapisu, który znajduje się w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi – zobowiązuje ona państwo, by wpływało na ceny artykułów alkoholowych tak, by ograniczyć konsumpcję i zmieniać jej strukturę na rzecz wyrobów o niższej zawartości alkoholu.

– Można mówić o pewnym sukcesie, bo spożycie alkoholu się zmniejszyło i zmieniła się struktura jego spożywania na rzecz napojów o niższej zawartości alkoholu. Co nie oznacza, że powinno nas to satysfakcjonować. Istotne jest to, że ze spożywaniem alkoholu wiążą się liczne koszty pozafinansowe, które powinna uwzględniać akcyza. Mowa o niższej wydajności w pracy, chorobach, funkcjonowaniu rodzin itp. – zaznaczył.

Inne stanowisko zajął Jan Wiesław Duda, poseł Prawa i Sprawiedliwości, który uzasadniał swoją opinię kwestią ilości spożywania czystego alkoholu, bez względu na rodzaj trunku. – Czy pijemy piwo czy alkohole mocne, to wszystko sprowadza się do kwestii ilości czystego alkoholu, bo to właśnie jego ilość, a nie to pod jaką postacią jest spożywany, powoduje skutki negatywne – mówił poseł PiS.

W podobnym tonie wypowiadał się Robert Winnicki, poseł Konfederacji. Tłumaczył, że kwestię podatku akcyzowego ocenia w odniesieniu do trzech obszarów: zdrowia publicznego, gospodarki i budżetu państwa. – Cel, który przyświecał ustawodawcy w latach 90. był jasny: dokonać rewolucji, to się udało, piwo zdetronizowało wódkę. Jednak jeżeli chodzi o kwestie zdrowotne, to jest to o tyle kontrowersyjne, że spożywanie dużej ilości piwa również ma poważne konsekwencje zdrowotne. Trzeba spojrzeć też na to, w czyich rękach jest przedsiębiorstwo. Jako narodowiec nie mogę mówić, że wszystko jest w porządku, gdy kilka zagranicznych koncernów piwnych zdominowało polski rynek i mają preferencyjne warunki opodatkowania – proponował poseł Konfederacji.

Przedstawiciel branży spirytusowej przywołał liczby obrazujące sytuację alkoholi na polskim rynku. – Przeliczając na czysty alkohol, za 55 proc. całego rynku w Polsce odpowiada branża piwna, 38 proc. to branża spirytusowa – nie tylko wódka, ale też whisky, koniaki itp. Pozostałą część wypełnia wino – mówił Witold Włodarczyk. – Gdy spojrzymy na to ze strony gospodarczej, to w strukturze akcyzy branża spirytusowa partycypuje w 69 proc., a piwo, które ma 55 proc. udziału w rynku, wpłaca tylko 28 proc. akcyzy. Akcyza płacona z butelki wódki wynosi 12,55 zł, podczas gdy w cenie przeciętnego piwa stanowi 49 groszy. Czyli akcyza w butelce wódki jest 25-krotnie wyższa, a powinna być 8-krotnie wyższa, zakładając, że w wódce jest 40 proc. alkoholu, a w piwie 5 proc. To pokazuje ogromną dysproporcję, dlatego jest miejsce na zmiany, wcale nie kosztem branży piwnej – dodał Włodarczyk. Podkreślił również, że ZPPPS wspiera podtrzymanie preferencyjnych stawek akcyzowych (50%) dla małych, rzemieślniczych browarów. – Piwa kraftowe zawierają wysoką zawartość ekstraktu, a niższą alkoholu, więc akcyza dla nich nie będzie wygórowana względem aktualnej. Natomiast ucierpieć na takiej zmianie mogą złej jakości piwa, które zawierają niski poziom ekstraktu i wysoki alkoholu – tłumaczył.

Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego, zwracał uwagę na ilość alkoholu spożywanego przez Polaków. – Dwa lata temu rocznie na jednego Polaka spożywane było 99,5 litra piwa, 8,3 litra napojów spirytusowych i 7 litrów wina. Z tego wynika, że przeciętny Polak wypija w piwie prawie 5,5 litra czystego alkoholu, 0,7 litra w winie i 3,2 litra w wyrobach spirytusowych. To oznacza, że przeciętny Polak wypija około 10 litrów czystego alkoholu rocznie, a w wynikach dominuje piwo. W sposób nieuzasadniony piwo jest zwolnione z danin, a przyczynia się do rozpijania Polaków – argumentował.

Prowadzący debatę redaktor „Rzeczpospolitej" Marcin Piasecki zauważył jednak, że po stronie branży piwnej pojawiają się argumenty odnoszące się do innych rynków europejskich. Producenci piwa zwracają uwagę, że akcyza na piwo w Polsce jest dużo wyższa niż np. w Niemczech i podniesienie akcyzy może zagrozić niekontrolowanym importem z zagranicy. Ponadto branża browarnicza podkreśla, że podniesienie akcyzy będzie oznaczało podniesienie cen piwa, spadek sprzedaży, a co za tym idzie, pogorszenie sytuacji na rynku pracy w branży piwnej, która zatrudnia 150 tysięcy osób.

Poseł Koalicji Obywatelskiej zwrócił uwagę na jeszcze inne czynniki, które różnicują podejście do alkoholi. – Nie bez znaczenia są tutaj koszty produkcji, dystrybucji, ale kluczowe jest też to, jakie są koszty społeczne, a te są różne dla różnych trunków. Upijamy się mocnymi alkoholami, piwo ma nieco inną formułę, jeżeli chodzi o konsumpcję, i koszty społeczne spożywania piwa są mniejsze – wskazywał Cichoń.

Robert Winnicki podkreślił, że jego zdaniem powinno się płacić za zawartość alkoholu w danym produkcie. – Oczywiście, że ryzyko upicia jest wyższe, gdy spożywa się alkohol wysokoprocentowy, ale to, czy zdrowsze jest okazjonalne upicie alkoholem czy codzienne spożywanie piwa, jest kwestią sporną. Dlatego ze względów zdrowotnych również nie widzę powodu, by uprzywilejowywać alkohole o niższej zawartości procentowej alkoholu – tłumaczył.

O innych zagrożeniach wynikających ze spożywania alkoholu mówił Jan Wiesław Duda, który podkreślił, że uprzywilejowanie branży piwnej jego zdaniem polega również na tym, że piwa to jedyny produkt alkoholowy, który może się reklamować. – Coś, co mnie wyjątkowo wzburzyło, to reklama z udziałem ojca i syna, gdzie ojciec pije piwo, a syn piwo bezalkoholowe. To jest skandal, bo to przyzwyczajanie młodych ludzi, że piwo to coś normalnego, co niczemu nie zagraża – podkreślił.

Na zakończenie dyskusji prezes zarządu Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy ocenił, że jego zdaniem wprowadzenie jednej zasady naliczania akcyzy na wszystkie alkohole wyeliminowałoby omawiane problemy. – Natychmiast z półek znikną piwa po 1,70 zł, które mają 8 proc. alkoholu, bo to będzie niewykonalne, by sprzedawać takie piwo za taką cenę. W przypadku małych polskich producentów nic złego się nie wydarzy, bo oni płacą tylko połowę akcyzy. A pozostali producenci będą musieli obniżyć zawartość alkoholu w piwach. W Niemczech czy w Czechach, do których porównują się nasi browarnicy, wysokość alkoholu w piwach to 3–4 proc., a u nas piwa z 7–8 proc. alkoholu stanowią 20 proc. rynku. To da się zmienić i nie trzeba się tego bać. Branża spirytusowa nie chce być traktowana w sposób szczególny, chcemy, by wszyscy byli traktowani sprawiedliwie. Jedną ustawą można by wszystkie te kwestie uporządkować. Uszczelnienie podatku akcyzowego na alkohol w Polsce może przynieść Skarbowi Państwa nawet 5 mld złotych rocznie – podsumował Witold Włodarczyk.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Jan Krzysztof Ardanowski, poseł na Sejm, były minister rolnictwa i rozwoju wsi

Alkohol jest ważnym produktem rolniczym. Próba jego dyskryminowania jest nieuzasadniona. Oczywiście walczmy z alkoholizmem jako ze zjawiskiem patologicznym, w którym ludzie słabi, stając się uzależnieni od alkoholu, niszczą swoje relacje społeczne, stają się zawodni w pełnieniu swoich funkcji rodzinnych i zawodowych. Wprowadzenie akcyzy, jako specjalnego, ekstraordynaryjnego podatku od alkoholowej używki, miało wzmocnić dochody z tej formy państwowej propinacji i stabilizować zaporową cenę alkoholu. W tzw. międzyczasie pojawiła się dysproporcja w zakresie opodatkowania alkoholi mocnych i piwa czy raczej tego, co za nie jest uważane. Argumentami za zmniejszeniem obciążeń fiskalnych piwa, przekładających się na jego niską cenę, były unikalność tego napoju, jego związki z tradycją słowiańską, a także wartość kulturowa, zakorzeniona w historii poszczególnych regionów reprezentowanych przez małe browary regionalne. Niestety, nie ma to związku z masową produkcją browarów będących własnością kilku światowych koncernów. Mieszaniny kilku składników alkoholizowanych dodatkiem spirytusu nie można nazwać piwem, szczególnie w ujęciu kulturowym, regionalnym. W związku z tym uważam, że wielkość opodatkowania napojów alkoholowych powinna być proporcjonalna do zawartości czystego alkoholu, ze stworzeniem mechanizmu ulg dla piwa, które spełniałoby doprecyzowane przez ministra rolnictwa lub przedstawicieli branży piwowarskiej i spirytusowej wyróżniki tradycji, regionalizmu i dziedzictwa kulturowego. Większość tanich wyrobów „piwopodobnych" nie jest de facto piwem w historycznym, tradycyjnym ujęciu, lecz produktem do rozpijania społeczeństwa, szczególnie jego najwartościowszej części, czyli młodzieży, kierującej się ceną napoju zawierającego alkohol, a nie jego cechami. Oczywiście, jestem świadomy, że kilka międzynarodowych koncernów, które opanowały polskie browarnictwo, wykorzysta do walki z moimi poglądami swoje wpływy polityczne i medialne, a także związki zawodowe, przekonane, że bronią miejsc pracy, bez głębszej refleksji co do charakteru zjawiska rozpijania społeczeństwa przez uprzywilejowane opodatkowanie tzw. piwa. Ale trudno: Amicus Plato, sed magis amica veritas...

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA