fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Volkswagen wyjaśnia kwestię Iranu

Bloomberg
Volkswagen zdementował informację sugerującą, że postanowił wycofać się z Iranu pod presją ze strony ambasadora USA w Niemczech i oświadczył, że jego stanowisko wobec Iranu nie zmieniło się.

Amerykańskie sankcje wobec Iranu ogłoszone przez Donalda Trumpa po wypowiedzeniu umowy jądrowej z tym krajem skłoniły firmy w Niemczech i całej Europie do zmiany inwestycji. Ambasador Richard Grenell przypisał sobie zasługę za taką zmianę w serii tweetów i wywiadów w ostatnich tygodniach, ogłaszając wycofanie się najważniejszych spółek giełdowych, Siemensa, BASF i teraz Volkswagena, ku zaskoczeniu tych firm.

Agencja Bloomberga podała wcześniej za Grenellem, że prowadził w ostatnich tygodniach rozmowy z Volkswagenem i wypracował w miniony wtorek ostatnie szczegóły nowego stanowiska tej firmy wobec Iranu. Osoba z tej firmy powiedziała jednak, że nie było żadnych rozmów z Grenellem o Iranie. A rzecznik VW powiedział agencji Reutera, że firma nie zmieniła stanowiska wobec tego kraju w ostatnich tygodniach.

Rzeczniczka ambasady USA, Christina Higgins zapytana o reakcję Volkswagena powiedziała: Ambasador USA rozmawiał od pewnego czasu z prezesami i liderami przemysłu nakłaniając ich, by dostosowali się do amerykańskich sankcji.

Volskwagen nie ma większych inwestycji w Iranie, choć rozważał stworzenie sieci sprzedaży samochodów z importu. Należący do grupy Seat ogłosił w ubiegłym roku, że rezygnuje z rozpoznawczych planów wejścia do Iranu.

Grenell, były rzecznik USA w ONZ i zagorzały obrońca Trumpa naraził się kilkakrotnie w Niemczech od czasu przyjazdu w maju. W kilka godzin po wylądowaniu wysłał tweeta ostrzegającego niemieckie firmy, by wstrzymały wszelką działalność w Iranie. Kilka tygodni później wywołał gniew niemieckich polityków stwierdzeniem w prawicowym portalu Breibart News, że chce wzmocnić pozycję innych konserwatystów w Europie.

Jego najnowsze wypowiedzi o Volkswagenie i Iranie spotkały się z dalszą krytyką. Rzecznik frakcji parlamentarnej FDP ds. polityki zagranicznej, Bijan Djhir-Sarai powiedział, że śmiesznością jest myślenie, iż niemieckie firmy będą podejmować decyzje pod presją ze strony ambasadora USA. — Polityka pochodząca z Waszyngtonu ma swój wpływ, ale to nie ma nic wspólnego z ambasadorem. Gospodarka niemiecka i europejska jest silna. Nie potrzebujemy rozkazów, jak gdyby bylibyśmy strefą okupowaną — powiedział i wezwał Grenella do bardziej starannego doboru słów.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA