fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biura podróży

Itaka: Wkrótce pokażemy produkt, jakiego w Polsce jeszcze nie było

Mariusz Jańczuk, prezes Itaki
archiwum prywatne
- Nie ma kierunku, na którym nie mielibyśmy większej sprzedaży niż rok temu. Wygląda na to, że co trzeci nasz klient wyjedzie w przyszłym sezonie do Grecji. Ale rekord wzrostu bije Albania – mówi Turystyce.rp.pl prezes Itaki Mariusz Jańczuk

Prezesa biura podróży Itaka Mariusza Jańczuka spotkaliśmy w Warszawie, gdzie prowadził rozmowy z greckimi hotelarzami, którzy brali udział w Forum Grecko-Polskim (zobacz: "Grecka turystyka w Warszawie"), poprzedzającym targi greckiej turystyki i kulinariów Grecka Panorama. Na imprezę zjechało kilkudziesięciu przedsiębiorców greckich, w dużej części współpracujących już z polskimi touroperatorami.

Grecja - dużo pokojów na dużych wyspach

Filip Frydrykiewicz: Jak pan ocenia pierwsze tygodnie sprzedaży nowego sezonu turystycznego?

Mariusz Jańczuk: Mamy potężny wzrost sprzedaży Grecji. Przyznam, że jest tak wielki, że mnie zaskoczył.

Jak duży?

Nie chciałbym mówić.

Czy taki, jak podaje w raportach PZOT – 102 procent?

Duużo większy. Najlepiej sprzedają się naturalnie wakacje na wyspach „wielkiej piątki" – Krecie, Korfu, Zakintos, Rodos i Kos. Ale staram się nie przesadzać z entuzjazmem, bo jak wiemy, nic w naszej branży nie jest dane raz na zawsze. Wystarczy, że prezydent Turcji Recep Erdogan uruchomi swój straszak wobec Unii Europejskiej i otworzy granice dla uchodźców, którzy znowu ruszą do Grecji, a nasze plany się posypią. Przynajmniej w odniesieniu do Rodos i Kos, wysp leżących blisko Turcji.

A ile zaplanowaliście miejsc w Grecji?

220 tysięcy. Zakładamy, że co trzeci turysta lecący z Itaką w przyszłym roku na wakacje odpocznie właśnie w Grecji.

To duży skok, bo w tym roku Itaka sprzedała 159 tysięcy wyjazdów do Grecji (czytaj: "Itaka: Grecję mamy prawie wyłącznie na wyłączność").

Taką liczbę podaliśmy jeszcze przed zakończeniem sezonu, ale dokładnie było to 163 tysiące. Nie licząc Cypru, bo z Cyprem greckim to by dało 175 tysięcy. Jak z tego widać, w przyszłym roku planujemy zwiększyć nasze capacity na Grecję o około 35 procent.

Czy rozmowy z hotelarzami, jakie odbywacie w Warszawie, nie są w tej sytuacji utrudnione? Zwykle, kiedy jest duży popyt, hotelarze podnoszą ceny.

Rozmawiamy z tymi, których już znamy, mamy z nimi kontrakty pięcio-, sześcio-, a nawet ośmioletnie. Nikt w tym gronie nic przed partnerem nie ukrywa, niczego przed nim nie gra. Nie szukamy nowych dostawców, raczej nowych pomysłów w ramach już zawartych kontraktów - możliwości jakichś zamian, uzupełnień czy okazji. Mówimy im, gdzie chcemy dostać więcej pokojów, a oni mówią nam z czym się to wiąże, a wiąże się to na ogół z kasą.

Nasza strategia wdrożona dwa lata temu odnośnie Grecji zakłada, że nie zabiegamy za wszelką cenę o małe greckie kierunki, tylko po to, żeby je dopisać do oferty. Koncentrujemy się na znanych, dużych wyspach, na których po prostu zwiększamy liczbę pokojów w dobrych hotelach. Na samą Kretę chcemy wysłać w przyszłym roku 80 - 90 tysięcy klientów, podczas gdy jeszcze w 2012 roku do całej Grecji pojechało z nami 67 tysięcy. To pokazuje skalę naszego rozwoju.

Z czego się bierze takie zainteresowanie Grecją polskich turystów. Jak pan to wytłumaczy?

Na pewno pomaga nasza polityka cenowa. Widać też, że ludzie chcą kupić dobry produkt w niskiej cenie. Teraz mają taką okazję, a przekonali się w ostatnim sezonie, że później już w ogóle nie dostaną miejsc w niektórych hotelach. Od najdroższych hoteli zniżki procentowe są najatrakcyjniejsze. Klienci się tego nauczyli i to się im opłaca. Widzą, że na takiego Kakkosa czy na Ostrię – wspominam o nich, ale mógłbym podobnych wymienić ze trzydzieści - nie ma później promocji. A ponieważ mamy tam od 100 do 160 pokojów w każdym, to już one same robią tę przedsprzedaż.

 

W tym roku mieliśmy bardzo dobry lipiec, ale lipiec zawsze jest dobry. Różnie bywa natomiast z sierpniem, a tym razem sierpień był zarówno pod względem liczby sprzedanych ofert, jak i ich cen fenomenalny, a już mistrzem był wrzesień. Ci którzy czekali do samych wakacji, żeby zarezerwować podróż, płacili duże pieniądze. To ludzi nauczyło, że nie warto czekać na last minute.

To może powinniście dołożyć samolotów i wydłużyć sezon w Grecji?

Co roku wydłużamy sezon w Grecji. W 2017 roku pierwsze samoloty polecą tam nie pod koniec kwietnia, jak poprzednio, ale już 16 kwietnia. Zastanawiamy się też, czy do Grecji nie latać w listopadzie, bo to, że będziemy to robić do końca października jest już przesądzone.

Sześć samolotów tygodniowo do Tirany

A jak idzie sprzedaż innych kierunków?

Widać wielki boom na Egipt. Co ciekawe, wyjazdy do Egiptu sprzedają się nietanio i – to też jest wielkie zaskoczenie - z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, nawet już na lato. Marsa Alam pojawia się w pierwszej dziesiątce najlepiej sprzedawanych kierunków w Itace. Tego dawno nie widzieliśmy.

Widać też wyraźny renesans Turcji, Turcja wróciła. Ten kierunek zaplanowaliśmy na przyszły rok optymistycznie – ze wzrostem 150 procent w stosunku do roku 2015. W wypadku Antalyi to się na razie sprawdza. Jeśli natomiast chodzi o wybrzeże Morza Egejskiego ta sprzedaż też jest dużo lepsza, ale nie aż tak jak nad Morzem Śródziemnym.

Generalnie nie ma kierunku, na którym nie byłoby większej sprzedaży niż rok temu. Ale proporcje się zmieniły. O ile w zeszłym roku Hiszpania i Portugalia pięły się w górę niemal bez ograniczeń, o tyle w tym roku wzrost na tych kierunkach jest skromny. Dlaczego? Bo tam ceny hoteli najbardziej wzrosły, bo coraz trudniej tam o miejsca ze względu na zainteresowanie tymi krajami turystów z zachodniej Europy.

A, zapomniałem wspomnieć o innym naszym czempionie – rekord świata bijemy w Albanii. Do tej pory sprzedaliśmy do Albanii tyle wyjazdów, ile w całym sezonie tegorocznym (6 tysięcy – red.). W przyszłym roku do Tirany będzie więc latać sześć samolotów Itaki tygodniowo! Z Warszawy, Katowic, Poznania i Wrocławia. Mogłoby lecieć więcej, ale nie mamy już więcej łóżek w tamtejszych hotelach.

Będziecie jeszcze walczyć o te łóżka u hotelarzy?

Cały czas walczymy i udało nam się i tak powiększyć pulę. Odkryliśmy nawet w Albanii nowy resort, który wprowadzimy do końca roku do systemu rezerwacyjnego. Jak tak dalej pójdzie, Albania sprzeda się do kwietnia.

Jeśli do łask polskich turystów wrócą Turcja, Egipt, Tunezja, na co wiele wskazuje, stracą inne kierunki - Hiszpania, Włochy i Portugalia, położone dalej od Polski i droższe. Czy wasz biznes na tym nie ucierpi – po pierwsze zainwestowaliście w tę grupę kierunków, a po drugie – można na nich lepiej zarobić niż na tych tanich.

Na pewno obuchem dostanie Portugalia, bo to najdroższy kierunek. Wyspy Kanaryjskie i Hiszpania kontynentalna – również. Włochy raczej nie ucierpią. Jest na nie wielki popyt, mimo cen.

 

A Bułgaria, która zastępowała polskim turystom w ostatnim sezonie tanie kierunki nad Morzem Śródziemnym i Morzem Czerwonym?

Po takim wzroście, jaki miała w tym roku, nie będzie już rosła mocno. Myślę o całym polskim rynku, bo my akurat zakładamy ponad 50-procentowy wzrost na tym kierunku, z 37 tysięcy do 52 tysięcy klientów.

Generalnie Bułgaria podrożała, a do tego miejsca w hotelach wykupują zachodni touroperatorzy. Poza tym, co się sprzedaje na naszym rynku, jak jakiś kierunek jest przepełniony? Tak zwane leftovers, czyli resztki. Słabe hotele, po których turyści mają złe wspomnienia, co psuje opinie kierunkowi. Lepiej sprzedawać więc mniej, ale lepszej jakości.

Podobna rzecz stała się z Hiszpanią. Ludzie pojechali tam w tym roku płacąc duże pieniądze za średnie hotele. A ponieważ byli to klienci, którzy zwykle do Hiszpanii nie jeżdżą, nie znają tego kierunku i jego warunków, wrócili rozczarowani. Przyzwyczajeni byli do standardu tureckiego, tunezyjskiego czy egipskiego, gdzie obsługa nadskakuje turystom. W Turcji w tym roku było tanio, a serwis był sułtański. W Hiszpanii tego nie ma. Jeśli ci ludzie będą mieli w nowym sezonie wybór, to nie pojadą do Hiszpanii.

Wracając do pańskiego poprzedniego pytania o nasze reagowanie na zmiany - dla nas przesunięcie się strumienia klientów z jednego kierunku na drugi nie jest takim problemem, jak dla mniejszych biur, Eximu czy Sun & Funa, bo oni mają po kilka kierunków w ofercie, a my mamy praktycznie wszystko.

Podam przykład. W 2015 roku mieliśmy w Turcji 120 tysięcy klientów, a w 2016 już tylko 30 tysięcy, straciliśmy więc 90 tysięcy. W Egipcie ubyło nam kolejnych 40 – 50 tysięcy, a w Tunezji ponad 20 tysięcy. Wszystko przez zamachy i wydarzenia polityczne. Nasi rywale z pierwszej trójki, Rainbow i TUI, tak tego nie odczuli, bo nie mieli – oprócz TUI w Turcji - na tych rynkach dużych wpływów. A już Grecosa, ze względu na jego specjalizację, te problemy w ogóle nie dotyczyły. Mimo to udało nam się tych wszystkich klientów przenieść na inne kierunki - do Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Bułgarii, Albanii. Udało nam się nie tylko ich nie stracić, ale nawet zyskać nowych.

Historyczny wynik przedsprzedaży

Wiele wskazuje, że w 2017 roku wahadło wychyli się w drugą stronę i turyści znowu będą chcieli swoich tanich ciepłych plaż w Egipcie i Tunezji.

W turystyce to normalne, pracujemy na żywym organizmie. Po prostu zrobimy wszystko, żeby wykorzystać potencjał tych kierunków. Już widać, że się sprzedają.

Itaka ma teraz dodatkowe możliwości w postaci Cedoku i czeskich klientów (czytaj: "Itaka wchodzi do Czech"). Kontraktujemy hotele dla dwóch rynków i kiedy widzimy, że coś się u nas sprzedaje lepiej lub gorzej niż w Czechach, możemy zmieniać proporcje podziału pokojów w poszczególnych hotelach między klientów z Czech i klientów z Polski. Oczywiście upraszczam, bo tak naprawdę układanka jest bardziej skomplikowana, ponieważ niektórych hoteli nie możemy sprzedawać w Czechach, albo Czesi mają swoje ulubione, a nie są zainteresowani nimi Polacy.

 

W drugiej połowie lata Itaka wypuściła – po roku przerwy - dwa samoloty do Tunezji. To dobra prognoza dla tego kierunku?

Samoloty były wypełnione w 97 – 98 procentach. Nie zarobiliśmy na tym, bo traktowaliśmy to jako test. Chcieliśmy się też rozliczyć z tunezyjskimi hotelarzami, u których zostawiliśmy ponad rok wcześniej zaliczki na sezon 2015.

Klienci wrócili zadowoleni, ale obecna sprzedaż tego kierunku, szczególnie na tle innych, nie robi wielkiego wrażenia. Niemniej planujemy, że od końca kwietnia, a więc od weekendu majowego, będziemy już regularnie latać do Tunezji.

Jaką część miejsc na sezon letni 2017 udało się już sprzedać?

Zbliżamy się do 20 procent. To bardzo dobry wynik, jeszcze takiego nie mieliśmy, bo nie było nigdy takiej dynamicznej przedsprzedaży.

Czy oprócz powodzenia Albanii, o której pan wspomniał, coś jeszcze pana zaskoczyło w tym boomie wczesnej sprzedaży?

Malaga. Jako kierunek zwykle lądowała pod koniec drugiej dziesiątki w naszym rankingu najlepiej się sprzedających teraz wdarła się do pierwszej dziesiątki. Jaki jest powód? Zmieniliśmy na Costa del Sol hotele na droższe, ale lepszej klasy. To się naszym klientom spodobało. Sprzedaż rok do roku skoczyła o 360 procent.

Wasi konkurenci przedstawili na nowy sezon oryginalne pomysły, jeśli chodzi o obecność w Grecji. Rainbow zamierza organizować tam Polskie Strefy, w których polscy turyści będą się mogli wieczorem rozerwać ("Rainbow: Polskie Strefy to wakacje plus"). A Grecos rzucił hasło „Więcej Grecji w Grecji" i zamierza prowadzić animacje dla dorosłych, służące poznawaniu kultury i kulinariów greckich ("Grecos: W nowym sezonie więcej Grecji w Grecji"). Jak pan to skomentuje?

Koncentrowanie polskich turystów w jednym miejscu, w jednym hotelu, szczególnie jeśli jest to hotel tani, dwugwiazdkowy czy trzygwiazdkowy, to nie jest dobry pomysł. To się kojarzy z gettem.

Rainbow zapewnia, że Polskie Strefy mają być otwarte dla wszystkich turystów w okolicy, niezależnie od ich pochodzenia. Getto to mocne określenie.

Ale polski ośrodek wymiany myśli to też nie jest.

A idea Grecosa?

Nie słyszałem. Na czym to polega?

Grecos zamierza otwierać kluby Opa!, w których będzie uczył ludzi gotować greckie potrawy, tańczyć greckie tańce...

Nigdy nie myślałem, że pochwalę Grecosa, ale jak miałbym wybrać, który pomysł jest mądrzejszy, to zdecydowanie mówię, że pomysł Grecosa niż Rainbowa.

A w którą stronę idą pomysły Itaki?

W zupełnie inną.

?

Staramy się być tym touroperatorem, który wyznacza trendy na polskim rynku. Niedługo, myślę że w styczniu, przedstawimy zupełnie nowy produkt, taki jakiego nikt jeszcze w Polsce nie sprzedawał. Na razie nie mogę jednak zdradzić, co to będzie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA