fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biura podróży

Betlej: Fundusz może dużo kosztować

Filip Frydrykiewicz
W latach 2018 - 2020 przychody największych biur podróży mogą zmniejszyć się o 100 milionów złotych. Straci też państwo, bo nie dostanie pieniędzy z VAT marży i podatku CIT – ocenia skutki powołania Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego ekspert

„Pierwszy tydzień września był kolejnym tygodniem, w którym dane o sprzedaży wycieczek w systemie MerlinX były lepsze niż przed rokiem przy czym skala wzrostu mogła nawet zaskakiwać (...). Tym razem wzrost wyniósł ponad 19 procent, a najważniejszych dla branży turystycznej imprez lotniczych o ponad 18 procent" – przypomina na wstępie publikowanego co tydzień (zwykle w poniedziałek, a w tym tygodniu wyjątkowo we wtorek) omówienia sytuacji w turystyce wyjazdowej prezes Instytut Badań Rynku Turystycznego Traveldata Andrzej Betlej.

Ekspert przypomina, że podstawowym elementem kształtującym koniunkturę w turystyce jest optymizm konsumentów. Ten z kolei bierze się z ich dochodów, pewności utrzymania wynagrodzenia i zatrudnienia.

Te z kolei czynniki można lepiej zrozumieć, przyglądając się danym makroekonomicznym. Warto więc zapoznać się z najnowszymi informacjami Głównego Urzędu Statystycznego za sierpień, bo „mają one istotne znaczenie dla turystyki". Dane o wzroście płac i zatrudnieniu okazały się korzystne, a przynajmniej znacząco lepsze od danych z ubiegłego roku – pisze ekspert, chociaż przyznaje, że w mediach pokazały się krytyczne komentarze. Dominował w nich ton typu „duże rozczarowanie".

Jeszcze bardziej korzystne okazały się wiadomości o dynamice wzrostu sprzedaży detalicznej. Instytut Traveldata – pisze autor omówienia - zestawił liczby podawane przez GUS wynikające z matematycznych przeliczeń, by „pozwolić odbiorcom na samodzielną ocenę zmian bez podpowiadania im, co widzą, a czego nie".

Źródło: Traveldata

Dane o dynamice wzrostu dochodów nie zawierają kwot z programu 500+ - zaznacza Betlej.

Turystyczny fundusz może zwiększyć ryzyko branży

Prezes Traveldaty nawiązuje też do wejścia w życie 9 września części przepisów ustawy powołującej Turystyczny Fundusz Gwarancyjny (czytaj: "Ustawa o funduszu turystycznym - zaniżysz składkę, skończysz w więzieniu"). Jego zdaniem powstanie funduszu „w bardzo dużym stopniu eliminuje potencjalne kłopoty klientów biur podróży w związku z ich ewentualną niewypłacalnością". Przepisy obiecują klientom, że w razie kłopotów touroperatora, odzyskają oni swoje wpłacone na wakacje pieniądze w ciągu dwóch miesięcy. Dzięki temu będą mogli kupić jeszcze raz wyjazd w biurze podróży. „Klienci mogą więc uważać, że fundusz jest narzędziem, które w usuwa problem strat związanych z niewypłacalnością biura z dokładnością do różnicy w cenie ponownie zakupionej wycieczki" - wskazuje. Z punktu widzenia branży sytuacja jest jednak bardziej złożona. Szczególnie fundusz budzi niepokój wśród dużych i solidnych organizatorów (zobacz: "Touroperatorzy: Fundusz stworzy raj dla kombinatorów") – zauważa ekspert.

O co chodzi? Jak pisze Betlej, mają oni dość uzasadnione obawy, że stabilizacja w branży zorganizowanej turystyki wyjazdowej, obecnie zupełnie wystarczająca, nie ulegnie po utworzeniu TFG pogorszeniu, a niewypłacalności organizatorów nie staną się częstsze, godząc przy okazji w wizerunek branży. Nowa sytuacja może bowiem zachęcić do prowadzenia działalności touroperatorskiej w sposób bardziej ryzykowny, stosowania niskich cen wycieczek dla zdobycia udziału w rynku i jednocześnie wprowadzania wysokich prowizji dla sprzedających je agentów. Działalność taka prowadzi zwykle do finansowania działalności nie z kapitałów własnych i odłożonych zysków (bo takich nie ma), ale z przedpłacanych przez klientów kwot na poczet przyszłych imprez turystycznych – zwraca uwagę autor.

 

A działalność taką można jakiś czas prowadzić metodą „ucieczki do przodu", ale kiedy następuje spowolnienie koniunktury, przestaje ona wystarczać i taki organizator traci płynność finansową. Jeśli upadnie, a wcześniej prowadził działalność łączącą się często z dynamicznym wzrostem może się okazać, że zabraknie środków z gwarancji na pokrycie roszczeń klientów i trzeba będzie sięgać po środki zgromadzone w funduszu. Później będą je uzupełniać firmy, które prowadzą bardziej stabilną działalność.

Koszty funduszu większe niż się wydaje

Wydaje się jednak – pisze Andrzej Betlej - że jeszcze większym zagrożeniem dla branży może być generalne obniżenie jej rentowności na skutek silnej presji cenowej wywieranej na rynek wycieczek przez nowe podmioty chcące zdobywać udziały w turystycznym rynku.

Przed zorganizowaną turystyką wyjazdową otwiera sie okres intensywniejszej niż dotąd ekspansji, zwłaszcza w Bułgarii, Egipcie, Grecji, Turcji i Tunezji (nazwijmy ten obszar BEGT+T), gdzie ceny wycieczek są atrakcyjne i powinny się cieszyć rosnącym wzięciem wśród konsumentów zwłaszcza z obszaru tzw. Polski B.

Ponieważ pozostałe kierunki popularne wśród polskich turystów (zwłaszcza Włochy, Hiszpania kontynentalna, Wyspy Kanaryjskie i Portugalia) leżą w obszarze dość intensywnej ekspansji tanich linii, to właśnie BEGT+T będą terenem, na którym rozegra się walka o klientów i o pozycję na polskim rynku turystyki wyjazdowej.

Z szacunków wynika, że do roku 2020 - o ile na obszar ten nie wkroczą tanie linie i jeśli będą nadal wstrzemięźliwie traktowały Bułgarię i Grecję - liczba klientów branży turystycznej na tym obszarze ma dużą szansę zwiększyć się z tegorocznych prawie 1,95 miliona do 3 - 3,2 miliona, czyli o prawie 600 tysięcy.

Jest całkiem prawdopodobne, że jednym z graczy o ten łakomy kąsek będą nowe podmioty i to często zakładane przez obywateli tych krajów, przedkładających z reguły chęć zdobycia dużej liczby klientów ponad racjonalne kształtowanie cen. Konkurencja taka prawdopodobnie doprowadzi do erozji marż, a to z kolei przełoży się na utratę części zysków naszych liderów turystyki. Zakładając, że posiadają oni dwie trzecie rynku (Itaka, Rainbow, TUI i Grecos), a ceny wycieczek będą mniejsze zaledwie o około 30 - 40 złotych od poziomu obiektywnego, to tylko w latach 2018 - 2020 (w roku 2017 wpływ nowych podmiotów nie będzie jeszcze duży) przychody liderów zmniejszą się o około 100 milionów złotych. Wydaje się, że jest to kwota znacząco większa od kwoty, która może być potrzebna na uzupełnienie wypłat dla poszkodowanych klientów. Część z tej kwoty straci Skarb Państwa w postaci niższych wpływów z VAT marży (Bułgaria i Grecja) i z podatku CIT – dowodzi Betlej.

Kto przypilnuje porządku?

Obecnie rynek trzyma się dzięki czemuś w rodzaju samodyscypliny, głównie dzięki agentom, którzy nie chcą narażać klientów na szkody – wyjaśnia dalej ekspert. W momencie, gdy ustawa przygotowana przez Ministerstwo Sportu i Turystyki szeroko otworzy wrota przed ryzykownymi produktami turystycznymi (oferowanymi przykładowo przez nowe podmioty) powstanie pytanie, kto mógłby w tej sytuacji przejąć rolę kontrolno–dyscyplinującą. Kandydatów jest kilku – wskazuje Betlej i wymienia ich:

Firmy ubezpieczeniowe (ewentualnie banki) – wydają gwarancje, bez których prawnie niemożliwe jest prowadzenie działalności. Mogą one uzależniać ich wydawanie od pewnych wymogów stawianych nowym podmiotom na swoim szczeblu korporacyjnym. Pośrednio mogą też dbać o zachowanie dobrej kondycji swoich dotychczasowych klientów, przez biznesowe dyscyplinowanie podmiotów i działań zagrażających stabilności branży.

Duzi touroperatorzy – w trosce o interesy własne oraz swoich klientów mogą ograniczać udostępnianie miejsc w czarterowanych przez siebie samolotach, ograniczając udział (np. poprzez wyższe i adekwatne do ryzyka wymogi dotyczące przedpłat itp.) podmiotów wykazujących się wybitnie nieracjonalnym zachowaniem pod względem biznesowym.

Czarterowe linie lotnicze – mogą postępować, jak wyżej w trosce o stabilność własnej działalności biznesowej. Hotele – ich „filtracja" może być mniejsza, gdyż po pierwsze, często nie mają one dostatecznej wiedzy, jakie ryzyko wiąże się ze współpracą z danym touroperatorem, a po drugie, dość często mogą występować związki między niektórymi hotelarzami, a nowymi podmiotami spełniającymi de facto role „naganiaczy" klientów do ich hoteli.

Biura agencyjne – jest to najbardziej złożony i rozległy temat, który powinien być przedmiotem rozważań w gronie organizacji agencyjnych.

Ministerstwo Sportu i Turystyki dość pospiesznie wprowadziło projekt, który w wielu aspektach i w opinii wielu osób budzi obawy. Oczywiście nie musi być tak, że z otwartych bram i furtek korzystać będą podmioty prowadzące ryzykowną działalność w turystyce – przyznaje analityk. I namawia, by do tego tematu wracać, chociażby po to, aby ewentualnym nieprawidłowościom przeciwdziałać zanim poczynią one szkody w turystycznej branży.

Źródło: turystyka.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA