Biura podróży

Turystyczny fundusz niekorzystny dla solidnych

archiwum prywatne, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
Projekt Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego jest nieprzemyślany, a do tego zawiera liczne błędy w szacowaniu istotnych wielkości. Może więc spowodować w branży spore komplikacje – alarmuje ekspert

Andrzej Betlej, prezes Instytutu Badań Rynku Turystycznego Traveldata, w czwartkowym komentarzu nawiązuje do projektu nowelizacji ustawy o usługach turystycznych, mającej na celu powołanie Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego. Projekt przygotowało Ministerstwo Sportu i Turystyki (czytaj: "Powrót do Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego"). Będzie teraz konsultowany z przedstawicielami organizacji branżowych.

Hulaj dusza, piekła nie ma

Pierwsze zagrożenie jakie widzi Betlej to to, że „projekt może dać wrażenie, że pod względem ryzyka sytuacja [między touroperatorami] została wyrównana, gdyż klient i tak zawsze odzyska swoje pieniądze". Tymczasem touroperatorzy równi nie są. Dobrze zarządzani mają często bardzo wysokie fundusze własne, a inne podmioty - nie. Do pierwszych należą np. Itaka i Rainbow z kapitałami wielkości 100 milionów złotych. Ale są i firmy, które nie dysponują prawie zapasem gotówki. Na przykład fundusz Coral Travel Wezyr Holidays wynosi zaledwie... 46 tysięcy złotych (dane za 2014 rok).

Jest jasne – zwraca uwagę Betlej - że ryzyko, że dana firma wpadnie w kłopoty jest w obu wypadkach odmienne, chociaż składki od tego ryzyka oba podmioty mają płacić takie same. To tak jakby nakładać identyczne składki ubezpieczenia na kierowców jeżdżących brawurowo, powodujących liczne wypadki, i spokojnych, z długimi okresami bezwypadkowej jazdy – porównuje.

Z obecnych zapisów wynika, że proponuje się Itace, Rainbowowi i kilku innym organizatorom, a zwłaszcza TUI i Grecosowi, utrzymywanie systemu, w którym funkcjonuje pewna liczba agresywnych cenowo i zero-marżowych organizatorów mogących teraz powiedzieć: wprawdzie żadnych kapitałów nie posiadamy, ale bezpieczni jesteśmy w tym samym stopniu co nasi konkurenci. Grozi to powstaniem chorej sytuacji, w której jedni będą sponsorować drugich. Przy czym ci drudzy nie będą musieli wykładać na swój rozwój jakichkolwiek kapitałów - alarmuje Betlej.

I kontynuuje: Jedno jest w zasadzie pewne - ewidentnie stracą na tym profesjonalnie zarządzani i odprowadzający spore podatki liderzy polskiej turystyki, a zyskają firmy balansujące na krawędzi niewypłacalności. System obejmie też – co jest jeszcze groźniejsze – nowo powstające firmy. We wcale nie nazbyt niewyobrażalnym scenariuszu rozwoju sytuacji system może zostać zdestabilizowany ze wszystkimi tego przykrymi konsekwencjami dla klientów, ministerialnych urzędników, a nawet w pewnym stopniu nowej administracji rządowej - przestrzega autor.

Konieczne precyzyjne kryteria

W tej sytuacji, zdaniem eksperta, należałoby wprowadzić jakieś wymogi odnośnie do touroperatorów oraz mechanizmy kontrolowania ich działania. Chodzi o to, by nikt nie mógł zaplanować swojego bankructwa kosztem innych. Podobnie jak jest to w niektórych krajach należałoby zmusić niektórych organizatorów do uzupełnienia kapitału, a jeśli nie jest to możliwe, zastosować wobec nich dodatkowe kryteria udzielenia gwarancji.

Wtedy branża działałaby w miarę sprawnie podobnie jak system bankowy – pisze autor. Warto zwrócić uwagę, że w bankowości działa system ścisłych kryteriów i regulacji, a nad wszystkim czuwa Komisja Nadzoru Finansowego (KNF), która na bieżąco wydaje bankom zalecenia i rekomendacje. Ostatnie niewypłacalności banków oraz interwencyjne wypłaty Bankowego Funduszu Gwarancyjnego związane są nie tyle z wadami systemowymi w bankowości, ile ze zjawiskami kryminalno-patologicznymi, których KNF nie potrafił, niestety, w porę dostrzec.

Warto też zaznaczyć, że wbrew niegdysiejszym wnioskom (m.in. Polskiej Izby Turystyki) proponowany system wcale nie zabezpiecza w pełni klientów (a szczególnie rodzin kupujących w first minute) przed wszystkimi stratami wywołanymi przez niewypłacalnych touroperatorów – zauważa Andrzej Betlej, ale nie rozwija tego wątku. „Na dziś można stwierdzić, że projekt jest słabo przemyślany, a w części nawet wręcz naiwny, co być może jest skutkiem zbyt małego doświadczenia ministerialnych urzędników w meandrach tak złożonej branży jaką jest turystyka wyjazdowa, bo o nią głównie w projekcie chodzi" – zamyka temat.

Rainbow ostoją agentów

W ostatni poniedziałek poznaliśmy raport za IV kwartał dopełniający cały rok obrotowy 2015 jedynego giełdowego touroperatora, którym jest Rainbow. Potwierdził on jego duży postęp biznesowy, czyli wzrost przychodów ze sprzedaży imprez turystycznych o 18 procent do 903,7 mln złotych, wzrost liczby klientów o 17,9 procent do 300,2 tysięcy, i wzrost zysku netto o 6,3 procent, do 34,3 mln złotych. A to wszystko osiągnięte zostało w warunkach dość trudnego roku dla zorganizowanej turystyki wyjazdowej. (Czytaj też: "Rainbow - 300 tysięcy klientów w zeszłym roku")

Jak podkreśla Betlej, dla agentów turystycznych szczególne znaczenie ma zwiększenie obrotów Rainbowa z biurami agencyjnymi o 16,1 procent. W podobnym stopniu wzrost też liczby stojących za nimi klientów. Biorąc pod uwagę, że branża zorganizowanej turystyki wyjazdowej w 2015 prawie nie wzrosła, a liczba klientów biur agencyjnych nawet spadła w granicach około 5 procent, oznacza to, że Rainbow znacząco zyskał na znaczeniu jako biznesowy partner dla biur agencyjnych.

Ponad 20-procentowa różnica w obu dynamikach wzrostu jest tak duża, że można nieomal mówić o „holującej" roli Rainbowa wobec biur agencyjnych w obecnym trudnym czasie zawirowań w turystyce wyjazdowej. Rainbow jest ich coraz cenniejszym partnerem, ponieważ oferuje znaczną liczbę kierunków uważanych za bezpieczne (w tym egzotycznych), a przy tym ma na tyle atrakcyjne dla klientów ceny, że popyt na nie systematycznie rośnie.

Przykłady agentów, którzy w czasach ogólnego spadku rosną razem z Rainbowem podważają tezę, że duzi touroperatorzy są dla agentów partnerami niezbyt korzystnymi, bo rozwijają własne sieci sprzedaży i ograniczają ich rolę na rynku. Aby jednak rozwijać biznes trzeba być przede wszystkim konkurencyjnym, czemu sprzyja sprzedaż części produktu przez kanały własne, a wtedy z pozostałej części ewidentnie odnoszą korzyści również agenci – podkreśla prezes Traveldaty.

Liderzy rynku turystycznego mają już tyle placówek własnych i prowadzonych na zasadach franczyzy, że są nimi nasyceni. Przy tym dynamika sprzedaży w nich nie przewyższa już znacząco dynamiki sprzedaży u agentów (u Rainbowa jest to 20 procent do 16,1 procent). W niedalekiej przyszłości, gdy wróci większa koniunktura na wycieczki, agenci mogą zyskiwać nawet więcej – przewiduje ekspert.

Liderzy, a nie maruderzy ciągną wyjazdy

Podobnie ma się sprawa z Itaką – pisze - która notowała zwykle jeszcze więcej mało przychylnych wpisów na internetowych forach turystycznych. Obecnie z komputerem domowym skutecznie konkurować mogą już tylko atrakcyjni touroperatorzy i z różnorodnym oraz dobrym jakościowo produktem. Recenzent w postaci hybrydowych ofert opartych na tanich liniach jest bowiem bezlitosny, a możliwości porównywania w sieci różnych ofert coraz większe i łatwiejsze. Sprostać mogą im tylko rzeczywiście najlepsi, a drodzy touroperatorzy mają już coraz mniejszą rację bytu i stopniowo wypadają z rynku.

Itaka była przez wiele sezonów koniem pociągowym turystyki wyjazdowej, aż doszła do tak dużego w niej udziału, że dalszy wzrost stał się już mało racjonalny. Warto sobie przy okazji wyobrazić jak wyglądałaby turystyka z punktu widzenia biur agencyjnych bez tego krajowego giganta. Byłaby wielka przestrzeń wypełniona zapewne w dużym stopniu przez tanie linie, które w takim wypadku skorzystałyby zapewne z dużo większych i łatwiejszych możliwości ekspansji. Warto o tym pamiętać zanim zacznie się wpisami na forach rugać naszych liderów turystyki – przestrzega Andrzej Betlej.

Ceny idą za popytem

W kolejnej części omówienia sytuacji na rynku, Betlej konstatuje, że nadal widoczny jest znaczący wpływ obaw turystów na kształtowanie się popytu na kierunki uważane za mniej bezpieczne (Turcja, Egipt, Tunezja) oraz te, o bardziej stabilnej sytuacji wewnętrznej (Grecja, Hiszpania, Bułgaria, Włochy, Portugalia). Słaby popyt na te pierwsze powoduje istotne obniżanie cen imprez i odwrotnie - duży popyt na drugie wymusza systematyczny wzrost cen. Zmiany takie z dnia na dzień, a nawet tygodnia na tydzień nie są zbyt wyraźnie widoczne, ale zestawienie ich na przestrzeni ostatnich 20 tygodni, czyli od początku właściwej sprzedaży first minute, daje już widoczny obraz sytuacji.

Poniższa mapka pokazuje j wyraźnie przy czym przypominamy, że kolor zielony oznacza spadki cen, a kolor czerwony wzrosty. Większe niż zwykle zmiany w tym zakresie mogą nastąpić w kolejnym tygodniu ponieważ początek marca łączy się zwykle z korektami cen imprez turystycznych u wielu touroperatorów – zastrzega ekspert.

Mapka pokazuje zmiany cen na poszczególnych kierunkach w szczycie sezonu. Jednak w podobny sposób generalnie zmieniają się ceny na kierunkach uważanych teraz za bezpieczne. Można przy tym odnieść wrażenie, że wzrastają dość znacząco, ale może się okazać, że istotnie większy wzrost jest dopiero przed nami - zauważa.

Aby uzmysłowić, jak może wyglądać przebieg i skala zmian cen na kierunku uważanym za bezpieczny jakim są Wyspy Kanaryjskie postanowiliśmy przedstawić uproszczone wykresy zmian tamtejszych cen w sezonie zimowym, w którym - co ważne - również wyspy te były już uważane za kierunek bezpieczny w odróżnieniu od traktowanego jako mniej bezpieczny Egiptu.

Widać, że w pierwszym okresie sprzedaży first minute (ponad 3 miesiące) ceny były dość stabilne i dopiero gdy do wylotów (pierwszy tydzień lutego) pozostało mniej niż 5 miesięcy ceny zaczęły bardziej energiczny marsz w górę.

Źródło: Traveldata

Podobnie zachowywały się ceny „domowo" organizowanych wyjazdów do tych samych hoteli w oparciu o tanie linie. Co ciekawe, w okolicach zamachów w Paryżu (13 listopada) oraz zestrzelenia rosyjskiego Su-24 (24 listopada) ceny wyjazdów w obu segmentach, czyli zorganizowanym i „domowym" wykazały podobne zachwianie po czym po niedługim czasie podobnie powróciły do trendu.

Źródło: turystyka.rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL