Biura podróży

Exim Tours bije się o siódme miejsce

Sławomir Szulc kieruje Eximem Tours od 2015 roku
archiwum prywatne
60 procent więcej klientów, o 53 procent większe przychody i pierwszy od lat zysk na koncie – takim wynikiem zakończyło zeszły rok biuro podróży Exim Tours.

- Odbudowujemy dawną pozycję, mamy nadzieję, że po podliczeniu zeszłego roku okaże się, że jesteśmy siódmą pod względem wielkości firmą turystyczną w Polsce – deklaruje dyrektor biura podróży Exim Tours Sławomir Szulc.

Zabrakło samolotów

W zeszłym roku Exim obsłużył 55 tysięcy klientów, o 20 tysięcy więcej niż w roku 2016. Oznacza to wzrost o 57 procent. – Sami byliśmy zaskoczeni tym wynikiem. Sprzedalibyśmy jeszcze więcej wyjazdów, ale nie mogliśmy już pozyskać więcej miejsc w samolotach czarterowych. Rozwijaliśmy się więc w segmencie wyjazdów pakietowanych dynamicznie, opartych na rejsach samolotów lowcostowych – mówi dyrektor generalny biura podróży Sławomir Szulc.

Pod względem przychodów Exim zamknął rok sumą ponad 128 milionów złotych. Tu wzrost wyniósł 53 procent. – 128 milionów to nie jest dużo, ale mamy nadzieję, że daje nam to siódmą pozycję wśród największych touroperatorów w kraju (zobacz ranking biur podróży). Jeśli nie, to w tym roku już na pewno zajmiemy siódme miejsce, planujemy bowiem kolejny wzrost - do 175 milionów, a w sprzyjającej sytuacji nawet do 180 milionów złotych – zapowiada Szulc.

Jest jeszcze jedna dobra wiadomość – pierwszy raz od wielu sezonów biuro podróży przyniosło zysk. Kończący się właśnie audyt wykazał, że jest to ponad 800 tysięcy złotych przed opodatkowaniem.

Dawniej – przed kryzysem spowodowanym przez wiosnę arabską - Exim Tours miał wyraźny profil, woził klientów wyłącznie do Egiptu i Tunezji. Od tamtej pory zmienił właściciela –jest nim niemiecka grupa firm turystycznych Der Touristik, druga pod względem wielkości po TUI na tamtejszym rynku – i charakter. Teraz jest touroperatorem o ofercie zawierającej wiele kierunków.

Jak mówi Szulc, w ostatnim roku najwięcej klientów biura skorzystało z wyjazdów do Hiszpanii - 12,5 tysiąca. Na drugim miejscu był Egipt z ponad 11 tysiącami. Potem Malta – 10 tysięcy, a za nią Bułgaria z ponad 5 tysiącami. - Turcji, niestety, sprzedaliśmy niecałe 3 tysiące. Moglibyśmy dużo więcej, ale nie mieliśmy miejsc w samolotach. Dobrze też szła sprzedaż wyjazdów do Maroka i Tunezji, przy czym znowu byliśmy ograniczeni liczbą miejsc w czarterach, łatwiej nam było znaleźć na rynku wolne miejsca do Maroka niż do Tunezji.

Około połowy sprzedanych wyjazdów stanowiły imprezy z tak zwanego pakietowania dynamicznego (49 procent), czyli łączącego noclegi z przelotami tanimi liniami lotniczymi. Jak wyjaśnia Szulc, firmie łatwiej było rosnąć w tym segmencie, ze względu na dostępność miejsc w samolotach. Jednocześnie są to imprezy trwające zwykle krócej niż tradycyjnie pakietowane z czarterami. Z natury rzeczy są też one tańsze, co odbija się na ogólnej wartości przychodów firmy.

100 procent więcej czarterów

W tym roku Exim Tours planuje obsłużyć 82 tysiące klientów, z czego 52 tysiące w ruchu czarterowym. Tyle miejsc zagwarantował już sobie w samolotach. – Podwoiliśmy liczbę miejsc w czarterach. To oczywiście rodzi ryzyko w razie niesprzyjających wydarzeń i spadku koniunktury. Może też jednak okazać się niewystarczającą ilością. Wtedy będziemy zwiększać liczbę miejsc w segmencie dynamicznym – wyjaśnia taktykę na ten rok Szulc.

Wyniki wczesnej sprzedaży na lato napawają go jednak optymizmem. - Bardzo mocno wracają kraje arabskie. Naturalnie nie są to jeszcze liczby sprzed wiosny arabskiej, ale dynamika wzrostu jest bardzo duża. Do dzisiaj sprzedaliśmy 40 procent zaplanowanej na lato Turcji. Egipt i Tunezja też bardzo ładnie się sprzedają. Dzieje się tak mimo walki, jaką o te kierunki prowadzą najwięksi gracze na polskim rynku. Już się rozglądamy za dodatkowymi miejscami w samolotach do Turcji. Ale ponieważ w innych touroperatorów też ten kierunek znika, nie jest łatwo – mówi dyrektor Eximu.

Touroperator powiększył też ofertę bułgarską i wprowadził nowy kierunek – Albanię. Planuje też jeszcze uzupełnić program o Sardynię. W ramach produktu greckiego ponownie włączył do niego wyjazdy na wyspę Kos, które już dawniej sprzedawał.

Korzyści z grupy przed nami

Co z dalszą przyszłością? - Chcemy wykorzystać potencjał naszego właściciela, będziemy więc oferować co roku szerszy, lepszy i dostępniejszy dla klientów produkt. Nasz plan to stabilny, powolny, ale konsekwentny wzrost, w każdym kierunku.

Na razie nie jesteśmy jeszcze w pełni zintegrowani informatycznie z całą naszą grupą. Prace nad tym mają się zakończyć wiosną. Liczymy, że wtedy pełniej skorzystamy z możliwości, jakie daje obecność w tak dużej grupie turystycznej. Na przykład w zakresie oferowania „dojazdu własnego" i wyjazdów zimowych dla narciarzy. Myślimy o wprowadzeniu na początek na zimę Austrii i Włoch, a potem letnich ofert noclegów we Włoszech i Chorwacji. Widzimy w tym potencjał, bo w 2017 roku bardzo dobrze sprzedawała nam się Bułgaria z dojazdem własnym.

- Wprawdzie zdecydowana większość hoteli jest kontraktowana przez Der Touristik, ale mamy wpływ na dobór oferty na polski rynek, a nawet zdarza się, że pojedyncze obiekty kontraktujemy sami. Niestety, często napotykamy na przeszkody w postaci wyłączności, jaką na Polskę w popularnych hotelach zagwarantowały sobie konkurencyjne biura. Ale z czasem to się zmieni, my też będziemy dysponować kontraktami na wyłączność.

Na razie mamy plan pięcioletni, a w 2017 roku udało nam się osiągnąć jego założenia do końca roku 2018, czyli w jednym roku zrealizować dwa lata planu. To nam podnosi poprzeczkę. Szczególnie, jeśli chodzi o obroty, niekoniecznie w marżach. W wypadku tych ostatnich konkurencja na rynku jest tak zaciekła, że żeby nawiązać walkę z największymi, często krwawimy. Per saldo jesteśmy jednak dosyć zadowoleni.

 

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL