fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Jak działały szwadrony śmierci na Białorusi

Shutterstock
Zbiegły za granicę były funkcjonariusz MSW przyznał, że 20 lat temu uczestniczył w zabójstwach opozycjonistów.

– Pawliczenko wykonuje dwa strzały w serce Hanczara i dwa strzały w serce Krasouskiego. Po pierwszym strzale Hanczar krzyknął, pewnie kula nie trafiła dokładnie, lecz przeszła gdzieś obok. Drugi strzał był już dla niego wyrokiem – opowiada Jurij Garawski w wywiadzie opublikowanym przez rosyjską redakcję „Deutsche Welle" (DW).

Garawski to były funkcjonariusz SOBR-u, jednostki specjalnej MSW Białorusi. Dmitrij Pawliczenko to były dowódca jednostki. Wiktor Hanczar zaś to porwany 16 września 1999 roku były szef Centralnej Komisji Wyborczej Białorusi i jeden z głównych ówczesnych przeciwników prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Tamtej feralnej nocy był z nim wspierający opozycję biznesmen Anatol Krasouski. Garawski twierdzi, że może wskazać miejsce, gdzie zostały zakopane ciała. Mówi, że znajdują się w okolicy miejscowości Biehoml w obwodzie witebskim. Sam ubiega się o azyl „w jednym z niemieckojęzycznych krajów UE" i jest gotów powtórzyć wszystko przed sądem.

Ciała dobrze ukryte

Do dzisiaj ciał Krasouskiego i Hanczara nie odnaleziono, podobnie jak porwanego kilka miesięcy przed nimi generała Jurija Zacharenki, byłego szefa MSW Białorusi i jednego z czołowych liderów ówczesnej opozycji demokratycznej. Rodziny porwanych opozycjonistów niemal natychmiast uciekły na Zachód, zaś białoruska prokuratura nie potrafiła im odpowiedzieć, co się stało z ich bliskimi.

Rozmówca „Deutche Welle" opowiedział, że Zacharenko był najpierw śledzony, a później zatrzymany na oczach świadków obok bloku, w którym mieszkał. Zamordowano go, według Garawskiego, również strzałem w serce na terenie centrum szkoleniowego MSW pod Mińskiem. Ciało miało zostać spalone w krematorium. Były funkcjonariusz SOBR-u twierdzi, że mordował Pawliczenko. Sugeruje, że funkcjonariusze z jego jednostki stali również za zabójstwem dziennikarza Dmitrija Zawadzkiego w 2000 roku.

Garawski ujawnił kilkanaście nazwisk osób, które miały uczestniczyć w zbrodniach. Prawie wszyscy wciąż pracują w MSW, w KGB albo w służbie ochrony prezydenta. – To już majorzy, podpułkownicy i pułkownicy – opowiada.

O sprawie mówiono od lat, ale nigdy nie została w pełni wyjaśniona. Na początku XXI wieku do Niemiec uciekł pułkownik Ołeg Ałkajew, były szef aresztu śledczego w Mińsku. Stał na czele oddziału egzekucyjnego wykonującego wyroki śmierci. Twierdzi, że w 1999 roku na polecenie ówczesnego szefa MSW Jurija Siwakowa dwukrotnie wydawał Pawliczence pistolet, który wynoszono na zewnątrz w dniach, gdy znikali opozycjoniści.

Mińsk milczy

Wersję o tym, że związek z głośnymi porwaniami mają władze Białorusi, potwierdził raport specjalnego wysłannika na Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy Christosa Purguridisa, który na początku XXI wieku badał tę sprawę. Z powodu raportu Pawliczenko, Siwakow, bliski współpracownik Łukaszenki Wiktor Szejman i były szef MSW w latach 2000–2009 Uładzimir Nawmau od kilkunastu lat mają zakaz wjazdu do UE i USA. – Dopóki będzie rządził Łukaszenko, nie liczyłbym na przeprowadzenie rzetelnego śledztwa – mówi „Rzeczpospolitej" znany białoruski politolog Aliaksandr Klaskouski.

Komitet Śledczy Białorusi twierdzi, że zeznaniami Garawskiego powinna zająć się prokuratura, ta jednak milczy.

Głos w tej sprawie zabrał także Pawliczenko, który nie jest medialną osobą na Białorusi. Najpierw w rozmowie z portalem tut.by przyznał, że służył z Garawskim, który „stracił sumienie i drogowskazy moralne". Kilkanaście minut później komentował sprawę dla portalu Nasza Niwa i stwierdził, że „nie zna takiego człowieka". W 2000 roku Pawliczenko został zatrzymany w sprawie porwań opozycjonistów, ale szybko uwolniony na osobiste polecenie Łukaszenki. Ówczesnego prokuratora generalnego i szefa KGB Białorusi Uładzimira Mackiewicza i Alega Bożełkę zdymisjonowano.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA