fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Berlinale

Prywatność też jest polityczna

Jonas Dassler jako seryjny morderca Fritz Honka w niemieckim filmie „Złota rękawiczka” Fatiha Akina Berlinale
materiały prasowe
Najmocniejsze wrażenie na berlińskim festiwalu robią filmy, które oparte są na autentycznych historiach.
Berlinale kocha kino polityczne i społeczne. Przez 18 lat dyrektorowania Dieter Kosslick zawsze zapraszał do konkursu filmy diagnozujące kondycję świata i niepokoje, które nim wstrząsają. Tak jest i w tym roku.
„Obywatel Jones" Agnieszki Holland, choć osadzony na Ukrainie w okresie Wielkiego Głodu w latach 30. XX w., był opowieścią o kłamstwach propagandy, wykorzystywaniu fałszu w polityce, a wreszcie o korupcji mediów i odwadze jednostki, która chce mówić prawdę. Nabrzmiałego dziś problemu pedofilii w Kościele dotknął Francois Ozon w filmie „Z łaską Bożą".

Francois Ozon oskarża

Reżyser, który przyzwyczaił widzów do osobistych, autorskich wypowiedzi, tym razem zaproponował kino na wskroś społeczne. Oparł je, jak Agnieszka Holland, na prawdziwej historii. W 2019 r. we Francji ma ruszyć proces księdza Bernarda Preynata oskarżonego o molestowanie 80 nieletnich chłopców.
Ozon opowiedział o jego ofiarach: o czterdziestoletnich mężczyznach, którzy przez kilka dekad kryją swoją tajemnicę. Ale po latach chcą wreszcie wyrzucić ją z siebie, uwolnić się od ciężaru, który niejednokrotnie zaważył na całym ich życiu. Film pokazuje ich przebudzenie, głęboką wewnętrzną potrzebę głośnego wykrzyczenia prawdy. Po to, by człowiek, który ich skrzywdził, poniósł karę, ale również, by przerwać łańcuch ofiar. Znajdują w sobie siłę, żeby rozgrzebać przeszłość, spojrzeć w oczy gwałcicielowi, złożyć skargę do prokuratury. Żeby założyć organizację La Parole Liberee i walczyć o skazanie człowieka, który miał być przyjacielem, a stał się oprawcą. Z drugiej strony Ozon obserwuje zachowanie hierarchów Kościoła, którzy próbują, jak zwykle, sprawę przyciszyć i zamieść pod dywan. Sportretowany przez niego kardynał Philippe Barbarin to również postać autentyczna. Duchowny, któremu postawiono zarzut ukrywania przestępstwa. Obrońca Bernarda Preynata chciał wstrzymać światową premierę „Z łaską Bożą" na Berlinale, wnosząc, że pozbawia ona jego klienta prawa do domniemanej niewinności. –Zawsze rodzą się protesty, gdy ktoś próbuje przerwać milczenie – skomentował ten ruch Francois Ozon.

Portret psychopaty

Uczestników festiwalu zaszokował Fatih Akin. W „Złotej rękawiczce" Niemiec o tureckich korzeniach sięgnął po prawdziwą postać seryjnego mordercy Fritza Honki, który w latach 70. poprzedniego stulecia mordował prostytutki w hamburskiej dzielnicy czerwonych latarni St. Pauli. – Zrobiłem film o człowieku chorym psychicznie, którego zbrodni nie da się wytłumaczyć warunkami społecznymi – powiedział mi w Akin. – Honka został w dzieciństwie zgwałcony? Tak, ale nie każda ofiara gwałtu morduje z zimną krwią. Jego ojciec zginął w czasie wojny? Tak, ale nie każdy chłopak, który stracił ojca, zostaje brutalnym zabójcą. Był samotny? Tak, ale nie każdy samotny człowiek unicestwia i ćwiartuje kobiety. Akin pokazuje kolejne morderstwa. Z bliska. To przeraźliwe, odrażające sceny. Stare, grube kobiety, które idą do obskurnego mieszkania na poddaszu zwabione obietnicą wypicia kieliszka wódki, Honka dusi, sztyletuje. Tłucze ich głowami o stół, o ścianę. Potem ćwiartuje zwłoki i owija w szmaty. Część pakunków wynosi, część wpycha do schowka. „Co tu tak śmierdzi?" – pytają kobiety, które sprowadza do mieszkania. „Grecka rodzina piętro niżej gotuje jakieś świństwa" – słyszą w odpowiedzi. – Zbrodnia jest odrażająca, nie wolno jej estetyzować – tłumaczy reżyser. I zaraz dodaje: – To prawda: chciałem widzów przerazić. Ale przecież i on, podobnie jak Lars von Trier, autor „Domu, który zbudował Jack", innego skandalizującego filmu o seryjnym mordercy – zmusza nas do zadania sobie pytania o korzenie zła. Trzeba to pytanie zadawać, nawet jeśli nie potrafimy znaleźć na nie odpowiedzi. Jak mówi jednak Dieter Kosslick, dziś „prywatność też jest polityczna". Nawet te filmy które z pozoru nie dotykają polityki, też są w niej mocno zakorzenione. Jak „Bóg istnieje, ma na imię Petrunya" Macedonki Teony Strugar Mitevskiej. To historia dziewczyny, której w życiu się nie wiedzie.

Kobieta w męskim świecie

Gruba, z nikomu niepotrzebnym dyplomem historii, Petrunya ma 32 lata, mieszka z rodzicami, nigdy nie pracowała na stałe, każdy wywiad w sprawie zatrudnienia kończy się dla niej upokorzeniem. Właśnie usłyszała: „Po co mi taka sekretarka? Bez doświadczenia biurowego, a na dodatek nieładna, więc nawet nie mógłbym sobie popier...". Wracając z kolejnej nieudanej rozmowy, kobieta trafia na obchody święta Objawienia Pańskiego, podczas których ksiądz wrzuca do wody mały krzyż. W wyławianiu go tradycyjnie biorą udział tylko mężczyźni. Zwycięzcę spotka szczęście. Petrunya – sama nie wiedząc dlaczego – w sukience rzuca się do wody. Krzyż jest jej. Ale nie mogą tego faktu uznać pokonani faceci. Ich gniew i nienawiść w stosunku do kobiety, która okazała się lepsza od nich, narasta lawinowo. A Petrunya krzyża oddać nie chce. – W patriarchalnym społeczeństwie każdy film, którego bohaterką jest przeciwstawiająca się męskiemu światu kobieta, jest feministyczny. A ja na dodatek pokazałam nie tylko męską dominację w naszym świecie, ale też kościelną – mówi reżyserka. Mitevska zrobiła też film o godności kobiety. Jakie znaczenie ma dla Petrunii wyłowiony z wody krzyż? Teoretycznie żadne. Ale dla niej oznacza prawo do bycia człowiekiem poważnie traktowanym, do przeciwstawienia się tradycji i męskiemu światu, który nią gardzi. Do tego, by nie wygrała z nią banda prymitywnych, rozkrzyczanych facetów, których jedynym atutem jest płeć. Może też do zdobycia szacunku matki, która przez lata nią pogardzała. Mitewska sięgnęła po prawdziwą historię, która wydarzyła się w 2014 r. w macedońskim mieście Stip. A swoją drogą – jakże przygnębiający jest obraz świata, który dzisiaj opisują ludzie kina.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA