fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Czy w Pekao będą zwalniać?

Fotorzepa/Marta
Przejęcie przez państwowe instytucje kontroli nad drugim co do wielkości bankiem w Polsce może oznaczać spore zmiany kadrowe, także w zarządzie.

Prezesi PZU i PFR, czyli nowych głównych akcjonariuszy Pekao, w ciepłych słowach wypowiadali się o dotychczasowym zarządzie banku i zaznaczyli, że na razie nie ma konieczności zmian. Nie oznacza to jednak, że do żadnych roszad nie dojdzie.

Niewiadomą pozostaje przyszłość prezesa Pekao Luigiego Lovaglio, który do Pekao dołączył w 2003 r. jako wiceprezes, a od 2011 r. z żelazną dyscypliną kieruje tym drugim co do wielkości bankiem w Polsce.

Z naszych informacji wynika, że Lovaglio raczej nie będzie zainteresowany pracą w Pekao po zmianach właścicielskich. A te ostatecznie nastąpią zapewne w połowie roku, gdyż transakcja ma zostać przeprowadzona po uzyskaniu zgody od nadzorców, spodziewanej na maj. Chyba że coś istotnego zmieniło się po rozmowie, jaką szef Pekao odbył przed weekendem z prezesami PZU i PFR.

Za tym, że Lovaglio nie pozostanie na stanowisku, przemawia jego gigantyczne wynagrodzenie. Włoch przez wiele lat był najlepiej wynagradzanym prezesem na GPW. Dla przykładu w 2015 r. zarobił 9,3 mln zł, na co składała się pensja z kontraktu, premia za wyniki, rekompensata za rozłąkę z krajem, zaś dodatkowe 3,85 mln zł przysługiwało mu z tytułu programu motywacyjnego. Trudno sobie wyobrazić, by PZU i PFR, którzy będą mieć na tyle dużo głosów, aby uzyskać większość w radzie nadzorczej, nie zdecydowały się na zaproponowanie mu nowych warunków kontraktu. Dla porównania prezes również państwowego PKO BP, największego banku w Polsce, zarobił w 2015 r. 3 mln zł.

– Gdyby doszło do zwolnienia Lovaglio, byłby to ważny sygnał dla inwestorów, że PZU nie dotrzymuje słowa. Zmiany w zarządzie Pekao raczej nastąpią, ale trudno powiedzieć, czy na najwyższym szczeblu. Jeśli PZU i PFR dotrzymają słowa, wszystko zależy od prezesa Lovaglio i tego, czy będzie chciał współpracować z nową ekipą. No, chyba że istnieje zbyt duża różnica między wizją nowych właścicieli a wizją Lovaglio, choć wydają się one na razie zbieżne – komentuje Michał Konarski, analityk DM mBanku.

Gdyby Lovaglio pozostał na stanowisku, byłby to dobry sygnał dla inwestorów, ponieważ będzie on gwarantem kontynuacji strategii banku, zakładającej konserwatywne i ostrożne podejście do biznesu oraz wypłatę wysokich dywidend.

W zarządzie Pekao poza Lovaglio zasiada dwóch Włochów. Łącznie z nimi w wyższej kadrze menedżerskiej banku jest ich kilkunastu. Nawet jeśli wszyscy zdecydowaliby się na powrót do kraju, wpływ na funkcjonowanie banku byłby niewielki. Mówi się również, że możliwe są ruchy kadrowe na linii PKO BP – Pekao (w kierunku do Pekao), choć na razie nie pojawiły się żadne konkretne informacje.

Pytanie brzmi, na ile Pekao będzie niezależny od polityków, nie tylko w kontekście strategii banku. Cała ta bankowa grupa kapitałowa zatrudnia 18,3 tys. osób, a sam bank 16,4 tys., więc kadra kierownicza musi być liczna i potencjalnych stanowisk do obsadzenia jest sporo.

Duża rola prezesa

Pekao kontrolowany był przez włoski UniCredit od 1999 roku, ale w ostatnich latach miał całkiem sporą niezależność od swojego głównego akcjonariusza. Decyzje w sprawie operacyjnej działalności pozostawały w gestii właściwie tylko jednego człowieka – Luigiego Lovaglio, który znany jest ze stanowczego podejścia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA