fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Młodzi Polacy bardziej zadłużeni

Bloomberg
Kredytobiorcy w wieku 18-24 lata mają 1 mln aktywnych kredytów. Łącznie mają do spłaty 6,81 mld zł. Średnie zadłużenie wzrosło do 11,6 tys. zł, pogorszyła się spłacalność.

Obecni maturzyści, absolwenci szkół ogólnokształcących i zawodowych oraz studenci spłacają głównie (w 70 proc.) kredyty konsumpcyjne zaciągane na spełnianie marzeń i codziennych przyjemności. Młodzi Polacy są aktywnymi konsumentami, pomimo że ich głównym zajęciem jest nauka, a większość młodzieży do 24 lat (76 proc. - jak podaje Centrum Badań i Opinii Społecznej) pozostaje na „garnuszku rodziców". Tzw. Pokolenie Z to w większości ludzie niecierpliwi, którzy chcą mieć wszystko „tu i teraz".

Prawie co piąty młody człowiek (18,3 proc.) w wieku 18-24 lat posiada kredyt. Z danych BIK na luty 2017 roku wynika, że grupa 589,4 tys. młodych kredytobiorców posiada 1 mln aktywnych kredytów. Osoby te mają do spłaty 6,81 mld złotych (wzrost z 2,64 mld zł w 2007 r. mimo spadku liczby osób w analizowanej grupie). Młodzież korzysta z różnych form kredytowania, co wynika z ich wieku i potrzeb, mocno powiązanych ze stylem życia. Na milion obsługiwanych kredytów niemal 70 proc. to kredyty konsumpcyjne, 15 proc. karty kredytowe, a 17 proc. limity w koncie osobistym. Najmniejszy udział w strukturze posiadanych przez młodych kredytów stanowią kredyty mieszkaniowe – jest ich tylko 1,4 proc., co jest naturalnym zważywszy, że w większości mieszkają z rodzicami.

Znajdująca się w portfelach młodych karta kredytowa jest najbardziej docenianym produktem kredytowym aktywnie wykorzystywanym przez młodzież. Obecnie blisko 70 proc. młodych, którzy posiadają kartę kredytową aktywnie się nią posługuje (posiada zadłużenie powyżej 200 zł), podczas gdy ich rówieśnicy sprzed 10 lat korzystali z niej jedynie w 40 proc. Zupełnie odwrotna tendencja widoczna jest w wykorzystaniu limitów kredytowych w koncie osobistym – w roku 2017 liczba limitów debetowych spadła o 60 proc. w porównaniu do młodych sprzed 10 lat.

Wzrosło średnie zadłużenie młodego kredytobiorcy i wynosi obecnie 11 560 zł, natomiast jego rówieśnika w 2007 r. tylko 3 311zł. Niestety rosną także opóźnienia w spłacie powyżej 90 dni: w roku 2007 było to 5 proc. udziału wśród młodych kredytobiorców, w 2017 roku jest już 12 proc.

Dane GUS dowodzą pogłębiającego się spadku liczby osób w omawianym przedziale wiekowym. Liczba młodych w wieku 18-24 lat w roku 2007 była o 26 proc. wyższa niż obecnie. Przekłada się to wprost na liczbę osób aktywnych kredytowo - 10 lat temu było ich o 23 proc. więcej niż w bieżącym roku.

- Na spadek liczby młodych kredytobiorców niewątpliwie główny wpływ ma czynnik demograficzny – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk kredytowy BIK. - Na zjawisko wzrostu ryzyka kredytowego wśród młodych należy natomiast spojrzeć przez aspekt socjologiczno – psychologiczny. Obecny styl konsumpcji pokolenia młodych można uznać za spontaniczny, lubią spełniać swoje zachcianki, a zakupy stanowią sposób na spędzanie czasu i sprawiają im przyjemność. Taka postawa przejawia większą skłonność do zachowań ryzykownych w kwestii finansów niż u osób w starszych grupach wiekowych a także ich rówieśników 10 lat temu – stwierdza prof. Rogowski. - Należy również podkreślić zmianę podejścia do posiadania dóbr. Obecnie młodzi preferują korzystanie niż posiadanie, zauważa prof. Rogowski.

W ciągu 10 lat zmniejszyła się rzetelność obsługi zaciągniętych kredytów. Młodzi w 2007 r. udział z przeterminowaniem ponad 90 dni stanowiły jedynie 5,3proc. Tymczasem obecnie odnotowuje się znaczący wzrost wśród młodych kredytobiorców osób posiadających kredyty opóźnione ponad 90 dni - jest ich już 12,1 proc. w 2017 r. Może to oznaczać wysokie ryzyko kredytowania tej grupy wiekowej.

- Wzrost ryzyka kredytowego związanego z kredytowaniem grupy wiekowej 18-24 lata można próbować tłumaczyć kulturowo - ogólnym wzrostem wszelkich ryzykownych zachowań wśród młodzieży, częściowo może być to wynikiem warunków zatrudnienia młodych na rynku pracy, gdzie dominują elastyczne formy zatrudnienia a nie umowy o pracę, dające większą stabilizację i bezpieczeństwo - zauważa prof. Rogowski.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA