fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Archeologia

Artyści ze starożytnej Grecji pomagali stworzyć terakotową armię

Wśród ponad 8 tysięcy posągów nie ma dwóch identycznych postaci ani twarzy.
123RF
Starożytni greccy rzemieślnicy i artyści pomagali tworzyć słynną terakotową podziemną armię w grobowcu cesarskim sprzed 2200 lat.

Z taką rewelacyjną hipotezą wystąpił prof. Lukas Nickel z Uniwersytetu w Wiedniu. „Jest bardzo prawdopodobne, że rzeźby, które rozkazał wykonać Shi Huang, pierwszy cesarz Chin w III wieku p.n.e., są rezultatem wczesnego kontaktu między Grecją a Chinami. Były to bezpośrednie relacje wcześniejsze o mniej więcej 1500 lat od podróży do Państwa Środka Marco Polo" – napisał on w artykule zamieszczonym w piśmie „Bulletin of the School of Oriental and African Studies".

Każdy inny

Shi Huang pokonał siedem zwaśnionych królestw, tworząc jedno państwo chińskie. Żył w latach 259–210 p.n.e. Odkrycie jego grobowca z podziemną armią, posągami ludzi i koni naturalnej wielkości było dziełem przypadku, w 1974 roku dokonali tego trzej chłopi, kopiąc studnię.

Grobowiec ukryty jest pod sztucznym wzgórzem obsadzonym cyprysami i sosnami. Cały kompleks grobowy zajmuje 61 kilometrów kwadratowych, jest 200 razy większy od słynnej Doliny Królów w Egipcie. Zdjęcia zrobione za pomocą dronów ujawniły, że wiodły do niego dwa wejścia, jedno z nich prawdopodobnie jest fałszywe. Wszystkich budowniczych zabito i pochowano w pobliżu, aby nikt nie wiedział, gdzie dokładnie grobowiec się znajduje.

Armia terakotowa miała strzec grobowca i cesarza w życiu pośmiertnym. Dotychczas odkopano ponad 8 tys. figur, ale archeolodzy szacują, że to nawet mniej niż połowa grobowego wojska. Nie ma dwóch takich samych twarzy, każdy żołnierz ma nieco inną postawę, fryzurę, broń, mundur, wyróżniają się oficerowie, konni, piechurzy, łucznicy.

Ale chińscy archeolodzy nie dążą do tego, aby w pierwszym rzędzie odkopywać kolejne podziemne oddziały. Obecnie badają masowe mogiły zawierające po 100 i więcej szkieletów ludzi zatrudnionych przy budowie.

Daleka droga

– Okazuje się, że te wykopaliska są nie mniej ciekawe niż sama terakotowa armia – wyjaśnia kierujący pracami prof. Zhang Weixing, dyrektor Muzeum Terakotowej Armii w Xi'anie. – W grobach odkryliśmy między innymi szkielety, z których udało się pobrać DNA mitochondrialne specyficzne dla Europejczyków. A to sugeruje, że przybysze z zachodu, przedstawiciele tamtej cywilizacji, przebywali w Chinach w okresie panowania Shi Huanga.

To właśnie na tej podstawie prof. Lucas Nickel, orientalistya i historyk sztuki, wysnuł wniosek, że ci Europejczycy pomagali Chińczykom tworzyć posągi, jakich przedtem w Chinach nie robiono. – Przed rozpoczęciem budowy grobowca Pierwszego Cesarza w Chinach nie tworzono figur naturalnej wielkości, były to małe posążki, w zasadzie dość prymitywne, 20-centymetrowe. Biorąc pod uwagę technologię wykonania, kunszt rzemieślniczy, całkowitą zmianę stylu artystycznego, narzuca się wyjaśnienie, że armia powstała pod wpływem zewnętrznego impulsu – mówi.

Jakby na potwierdzenie tej tezy chińscy archeolodzy odkopali ostatnio w kompleksie grobowym także „cywilne" posągi naturalnej wielkości, przedstawiające akrobatów. A odczytany niedawno tekst sprzed 1400 lat, lecz wzorowany na starszym, wspomina o dużych posągach w zagranicznych szatach, jakie pojawiły się w „Lintao", co oznacza na zachodzie Chin lub na zachodzie w ogóle. Według przekazu Pierwszy Cesarz nakazał je skopiować. Wszystko to skłania prof. Nickela do wniosku, że obie cywilizacje wymieniały się technologiami i koncepcjami, a osadnicy z obu obszarów kulturowych odbywali w starożytności podróże między Europą i Azją.

W drugą stronę

Do tej koncepcji pasuje odkrycie dokonane ostatnio w Londynie. Na cmentarzysku sprzed 2 tys. lat odkopano szkielety pięciu osób z regionu śródziemnomorskiego, czterech Afrykańczyków oraz dwa szkielety Azjatów – ludzi przybyłych z Chin. Wiadomość o tym zamieściło pismo „Journal of Archaeological Science".

– To fenomenalne, zdarza się po raz pierwszy, że w Brytanii opanowanej przez Rzymian, w mieście noszącym wówczas łacińską nazwę Londinium, odnajdujemy osoby pochodzenia azjatyckiego – entuzjazmuje się dr Rebecca Redfern, osteolog (specjalistka od układu kostnego człowieka) z Museum of London. – Wiele osób podróżowało w starożytności, były to wyprawy handlowe, zawodowe, militarne albo pod przymusem, gdy ludzie ci byli niewolnikami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA